Niemal wszystkie narody świata w minionej wojnie walczyły z potęgą niemiecką. Walkę z okrutnym wrogiem i jego sprzymierzeńcami od początku wojny prowadzili też ludzie naszego terenu. Okresy przygotowań do walki zbrojnej poszczególnych ochotników, z których składała się Armia Krajowa były różne.

Organizatorzy Kompanii Młodzieżowej od lewej W. Pecyński, pierwszy z prawej J. Warmiński

Po walkach Armii Poznań – Pomorze pod Dąbrową Zachodnią koło Łomianek nocą z 16 na 17 września, Dąbrową Leśną i Wólką Węglową 19-go,oraz Łomiankami, Prochownią, Burakowem i Młocinami 22 września 1939r. na polach bitew była wyszukiwana, zbierana, a następnie konserwowana i magazynowana broń, amunicja i ekwipunek żołnierski. Działania te wykonywane pod bokiem Niemców wymagały szczególnej odwagi, poświęcenia i sprytu, ale taki był nakaz chwili.

W 1940r. powstawały pierwsze konspiracyjne zaczątki podziemnego wojska – sekcje, drużyny, zastępy, następnie plutony i kompanie. Szkolenia wojskowe odbywały się zwykle sekcjami w prywatnych mieszkaniach a ćwiczenia bojowe przeważnie nocami na terenach leśnych lasu Młocińskiego, uroczyska Pogórze Leśne, wydm Łuże i lasach nadleśnictwa Laski, gdzie przebiegała ustanowiona przez Niemców na wysokości Palmiry – Łomna granica Generalnej Guberni i Rzeszy Niemieckiej.

Z upływem czasu, Niemcy zaczynają przegrywać na wszystkich frontach Europy i Afryki. Armia Radziecka z wojskiem Berlinga są już u bram Warszawy, nadchodzi dzień rozprawy z ludobójczym wrogiem. Według danych Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce pozbawiono życia ponad 6 ml. Obywateli polskich, w tym 644.000 wskutek działań wojennych, 5.324.000 na skutek terroru w 1218 obozach i pod obozach zagłady, egzekucjach i zamordowanych w czasie tortur śledczych. Ponad 2.841.500 Polaków było przymusowymi robotnikami dla III Rzeszy i niemieckich Koncernów, 2.478.000 Polaków zostało wysiedlonych ze swych domostw. A inne straty?

Mimo upływu lat nadal wracam do wspomnień o przeżyciach w młodzieżowych plutonach podchorążych – Janusza Warmińskiego „Murzyna” i Wojciecha Pecyńskiego „Polana” z Dąbrowy Leśnej.

Przed wybuchem Powstania było nas kilkudziesięciu w wieku 18 – 26 lat, wyszkolonych, wyćwiczonych, w tak zwanej „Szkole Partyzanta”, w sumie 22 osoby. Posiadaliśmy ciężki karabin maszynowy „Browning” wzór 30, amerykański pistolet maszynowy „Thompson”, ponad 30 karabinów KBK, pistolet, ręczne granaty, znaczne zapasy amunicji do karabinów, zwykłej i tak zwanej „ekrazytowej” czyli rozrywającej. Niemal wszyscy byliśmy ubrani na zielono, w hełmach polskiej piechoty zabranych z cmentarza wojennego w Laskach, mieliśmy pasy z ładownicami, saperki, plecaki i bagnety. Mimo że każdy z nas przygotowany był na śmierć, humory zwykle dopisywały ponieważ mieliśmy świadomość, że walczymy w słusznej sprawie, pomścimy Ofiary, utratę najbliższych i uwolnimy Ojczyznę od bezlitosnego zaborcy.

W ostatnich dniach lipca 1944r. przybywa do Puszczy Kampinoskiej z Puszczy Nalibockiej Oddział Partyzantów AK por. „Góry” – Adolfa Pilcha w sile czterech szwadronów kawalerii i batalionu piechoty. Prezentowali się znakomicie, w mundurach wojskowych, dobrze uzbrojeni, zaprawieni w bojach od 1939r. Dzięki staraniom kpt. Józefa Krzyczkowskiego „Szymona” weszli oni w skład Zgrupowania Kampinos AK.

Szkolenie Kompanii Młodzieżowej pod pozorem gry w siatkówkę

Na Pogórzu Leśnym, w dniu 29 lipca 1944r. wieczorem, formują się dwa plutony. Z magazynu ziemnego wydobyta zostaje broń, amunicja, granaty i niezbędny ekwipunek żołnierski, Nocą z 29 na 30 lipca zostaje dokonany atak na posterunek niemieckiej straży granicznej w Palmirach. Niemcy przed naszym atakiem uciekli ze swej siedziby porzucając po drodze portret Hitlera i nieco amunicji karabinowej. Niemiecka granica w Polsce została przerwana!

W dniu 1-go sierpnia przed godziną 17-tą wyruszyliśmy w szyku bojowym z osady leśnej uroczyska Opaleń koło Lasek, w stronę Warszawy. Z pozycji wyjściowej młodnika sosnowego pomiędzy Wólką Węglową a Młocinami o godzinie 17-tej pierwsza Kompania Młodzieżowa por. „Janusza” – Janusza Langera dowodzona przez por. „Olszę” – Henryka Dobaka z ciężkim karabinem maszynowym ruszyła do natarcia na pozycje niemieckie. Padają pierwsi zabici : Andrzej Banaszek, który w kwietniu 1944r. uciekł Niemcom w stroju kobiecym z obozu zagłady w Mauthausen, Henryk Dzierżyński – drużynowy ZHP w Łomiankach i Stefan Krukowski, ciężko ranny, nocą żywcem zakopany przez żołnierzy niemieckich. Pole walki przez kilka godzin z trzech stron pokryte było krzyżowym ogniem niemieckiej broni maszynowej, granatników i pocisków artylerii z rejonu Wólki Węglowej, tej którą właśnie mieliśmy zlikwidować. Od strony Młocin okrążała nas zmotoryzowana żandarmeria ale i tak jednego rudego żandarma wzięliśmy do niewoli. Bitwa trwała do godzin nocnych. Ranni byli przenoszeni i przewożeni wozami konnymi do szpitali polowych w Dąbrowie Leśnej w budynku pensjonatu i do Lasek w Zakładzie dla Niewidomych. Chrzest bojowy wytrzymali jedynie żołnierze po „Szkole Partyzanta”, dowodzeni przez swych dowódców „Polana” i „Murzyna”. . .

Nocą z 1-go na 2-go sierpnia na Pogórzu Leśnym koło Dąbrowy następuje koncentracja wszystkich miejscowych kompanii i oddziałów por. Adolfa Pilcha „Góry”, który zmienia swój pseudonim na „Dolina”. Z Warszawy słychać odgłosy walk, miasto oświetlają łuny pożarów, nawałnica ognia na froncie niemiecko-sowieckim ucichła gdzieś za Warszawą. Dowódca Zgrupowania AK w Puszczy Kampinoskiej „Szymon” w swym pierwszym rozkazie podaje nazwiska poległych, wyróżnia zasłużonych w walce i wydaje rozkaz wykonania zadania bojowego jakim jest zdobycie lotniska bielańskiego, na którym ma lądować Polska Dywizja Spadochronowa z Anglii. Tak więc o świcie dnia 2.08.1944r. wyruszają z lasu szwadrony kawalerii, a za nimi piechota. Omijając Dąbrowę Leśną udają się w stronę Młocin i lotniska bielańskiego. Grupa Kampinos jest w sile około 2.500 żołnierzy. Razem z partyzantami z Puszczy Nalibockiej szli miejscowi żołnierze, mieszkańcy Dąbrowy Leśnej, Łomianek, Młocin Placówki, Wrzosowa, Burakowa, Prochowni, Dąbrowy Wsi, Łużycy, Dziekanowa Niemieckiego, Dziekanowa Polskiego, Dziekanowa Nowego, Łomny, Cząstkowa, Czosnowa, Kaliszek,Janówka, Małocic, Truskawki, Wierszy Wólki Węglowej, Mościsk, Klaudynu, Lasek, Izabelina, Sierakowa, Truskawia i innych wiosek puszczańskich. Kapelanami wojskowymi byli wówczas ksiądz Baszkiewicz i ksiądz Stefan Wyszyński – późniejszy Kardynał Polski. Udzielali oni rannym i umierającym żołnierzom ostatnich namaszczeń, czasem nawet wynosząc rannych z pola bitew, czym w wielu przypadkach ratowali im życie. Linia natarcia w dniu 2.08 44r. na pozycje niemieckie przygotowane nocą wokół lotniska, zwłaszcza w Młocinach i Placówce, a także od strony Puszczy Kampinowskiej, gdzie z budynków mieszkalnych uczynili silne punkty oporu, nie była łatwa do prowadzenia walki. Około połowy linii natarcia czyli obecny teren Cmentarza Północnego to czyste, odkryte pole.

Gdy ruszono do natarcia, decyzją dowództwa, plutony Kompanii Młodzieżowej podciągnięto do linii walk lecz pozostawiono w odwodzie. Huraganowy ogień niemieckiej broni maszynowej, granatników, oraz pocisków artyleryjskich od strony Powązek przygniatał wszystkich do ziemi. Zamiast spodziewanych samolotów z Anglii z Polską Dywizją Spadochronową nadleciały na nas niemieckie „Junkersy” i z broni pokładowej, pomimo deszczu, z niskiej wysokości czyniły spustoszenie w naszych, atakujących oddziałach. Po nalocie artylerzyści niemieccy nie żałowali nam pocisków. Odwody zostały unieruchomione, padli zabici i ranni, wśród rannych dowódca natarcia „Szymon”, który około godziny 10 został zniesiony z pola walki. Bitwa jednak nie ustaje. Nasi żołnierze nie bacząc na ofiary i ogniową przewagę wroga docierają do pierwszych niemieckich samolotów transportowych, w samolotach słychać gęganie wystraszonych gęsi, pozostawiamy je niezniszczone! Przewaga ogniowa Niemców wzrasta, przed wieczorem następuje nasz zorganizowany odwrót do Puszczy, nikt nas nie goni. We wsiach puszczańskich Janówek, Truskawka, Wiersze, Krogulec, Aleksandrów Kiścinne i Pociecha powstaje ubezpieczany placówkami obóz warowny Grupy Kampinos AK. Ciężko ranny „Szymon” leży wśród swych żołnierzy w szpitalu polowym na trenie Zakładu dla Niewidomych w Laskach, jak może dowodzi, jednak wszystkie oddziały bojowe powierza legendarnemu „Dolinie”. Linia frontu niemiecko-sowieckiego ucichła zupełnie, Warszawa płonie i słychać, że walczy, morze ognia i dymu rozległe jest na wiele kilometrów, samolotów sowieckich nad linią frontu, ani nad Warszawą nie widać, nie słychać, natomiast niemieckie całe dnie bombardują i ostrzeliwują powstańcze miasto. W dniu 8 sierpnia około godz. 6-tej rano nad lasem uroczyska Pociecha zostaje zestrzelony powracający z lotu na Warszawę samolot nurkujący „Sztukas”. Po 10-tym sierpnia na polach śródleśnych Sierakowa nasi piloci z Anglii i Włoch, nocami dokonują nam zrzutów broni, amunicji i lekarstw. Wdzięczni i wzmocnieni bronią p. pancerną – piatami, minami przeciwczołgowymi i ręczną bronią maszynową, oddziały AK w Puszczy Kampinoskiej odpierają ciągłe ataki Niemców i Ukraińców. W Truskawiu nocny wypad partyzantów Kampinosu pod dowództwem „Doliny” rozbija doszczętnie 6 kompanii t.j. 2 bataliony wroga przybyłego z działań pacyfikacyjnych na Woli. Zdobyte zostają 2 działa, trzecie rozbite. Otrzymywaną ze zrzutów broń i amunicję przenosiliśmy dwukrotnie przez pozycje niemieckie i węgierskie ( Węgrzy ułatwiali nam przejście ) na Żoliborz. Tam też w walkach o Dworzec Gdański poległo ponad pół tysiąca partyzantów z Grupy Kampinos. Nieudanymi atakami kierował major „Okoń” zastępujący rannego „Szymona”.

Zygmunt Bogucki

Po nieudanym ataku na CIF do partyzanckich oddziałów w Kampinosie przybywają z Warszawy oddziały „Żywiciela”, jednak po jakimś czasie pułkownik „Żywiciel” z majorem „Serbem” z powodu braku żywności w lesie wycofali swe jednostki na Żoliborz.. Z Mokotowa przybyła kompania porucznika Tadeusza Gaworskiego „Lawy”, skoczka spadochronowego. Doborowe wojsko! Z majorem „Okoniem” przybyła do Puszczy ponad 35 osobowa grupa „Jerzyków” z por. Jerzym Strzałkowskim. Ta wspaniała młodzież „sybiracka” wyszła z warszawskiej Starówki. Przez Wisłę przeprawiła się grupa z Chotomowa i Legionowa z płk. „Groszem”, a z Sochaczewa oddział mjr. „Korwina”. W ten sposób, w pewnej mierze zostały uzupełnione straty po zabitych i rannych, zaś zwycięskie nocne wypady na oddziały i kolumny wojsk niemieckich i własowców dawały zdobycz w postaci dział, broni maszynowej, granatów, pistoletów, karabinów, samochodów, motocykli i jeńców Wermachtu.

Wszystkich partyzantów – powstańców czym tylko mogła, żywiła ludność wsi puszczańskich. Podstawowym pożywieniem dla około 2.500 żołnierzy przez okres 2 miesięcy był żytni razowy chleb, wypiekany przez miejscowe gospodynie i gospodarzy, którzy na śrutownikach za pomocą konnych kieratów robili z żyta mąkę (małe ziarno całe a duże na pół). Było też mięso ze zdobytych na Niemcach krów , codzienny gulasz. Jarzyny, owoce i drób były głównie dla rannych i chorych. Dawali je w miarę swych możliwości miejscowi gospodarze, rodziny partyzantów z przyległych do Puszczy wiosek i osiedli, oraz niektóre majątki ziemskie. Na wiejskich kwaterach w mieszkaniach umieszczani byli zwykle ranni i chorzy żołnierze, pozostali w stodołach, szopach i stajniach . W obozie warownym zapanowała epidemia wszawicy i bardzo uciążliwej czerwonki, chorych z każdym dniem było więcej.

Ostatnie dni września, nad Warszawą ciągle widać morze ognia i dymu, na froncie cisza, czasem tylko na tle pożarów daje się zauważyć przelot sowieckiego samolotu.

Nastaje jesień. Powstanie w Warszawie zbliża się ku upadkowi. Jesteśmy skazani na równi z Powstańcami Stolicy na zagładę, pomimo iż nasze siły partyzanckie Niemcy podobno oceniali na około 20.000 osób. Tak jak można było przewidzieć, Niemcy zaczynają przenosić swe siły bojowe w kierunku Puszczy Kampinoskiej ,która była wolną od wroga przez dwa miesiące i dawała poważne odciążenie krwawiącej i niszczonej Warszawie. 27-go września po rozpoznaniu lotniczym, od wczesnych godzin popołudniowych do zmroku eskadra samolotów bojowych „JU 87” bombardowała i ostrzeliwała z broni pokładowej z bardzo niskiej wysokości nas i nasze kwatery we wsiach Wiersze, Krogulec, Truskawka i Brzozówka. Było to wielogodzinne piekło wojenne, w czasie którego ponieśliśmy poważne straty.

W naszym dowództwie zapada decyzja wymarszu z Puszczy Kampinoskiej w Góry Świętokrzyskie. O zmroku tegoż dnia następuje koncentracja wszystkich oddziałów Grupy Kampinos i formowanie w lesie kolumny marszowej z około 150-ma zaprzęgami konnymi. Wyruszamy w kierunku południowym, zmieniamy na zachodni, nad ranem jesteśmy w lesie koło Zamościa, następnie Bielin. Przed wieczorem znów pogotowie marszowe, padają słowa „Okonia” – „wyruszamy z Puszczy Kampinoskiej, będziemy przebijać się przez wojska niemieckie, o powrocie do puszczy nie ma mowy, kto chce niechaj zostaje na miejscu”. Pozostał na miejscu oddział sochaczewski majora „Korwina” i kilkunastu miejscowych. Zbiegli z jenieckich obozów żołnierze sowieccy tzw. przez nas „Mikołaje” poszli z nami wbrew wydanemu poleceniu „Okonia”.

O zmroku 28.09. Grupa Kampinos wyruszyła z Puszczy. Pierwsi na motocyklach w niemieckich mundurach z żołnierzami-jeńcami niemieckimi wolno jechali zwiadowcy, za nimi szła kompania por. „Lawy”, po nim Kompania Młodzieżowa por. „Zetesa” z dowódcami plutonów „Polanem” i ”Murzynem”, a za nimi pozostałe oddziały. Na końcu kolumny szpital polowy na wozach taborowych i ubezpieczenie tylne – kawaleria i saperzy. Szliśmy w ciszy przestrzegając skrupulatnie zakazu rozmowy. Po opuszczeniu lasu brniemy poprzez bagienne tereny uroczyska Pożary Nadleśnictwa Kampinos. We wsi Korfowe, przy furtce jednej z wiejskich zagród spotykamy stojącego na warcie z karabinem na plecach niemieckiego żołnierza. Stał przerażony na baczność bez ruchu do końca przemarszu całej kolumny rozciągniętej na odcinku około 2 km. Koło Brzeźnika, przed Wiejcami pierwsza potyczka z wojskiem niemieckim. Daliśmy im wolny przejazd pomiędzy naszymi kompaniami, przejechali ale pierwsi otworzyli do nas ogień, długo jednak to nie trwało – bo już nie mogli… . ..

Strzelanina poderwała w stan alarmu pobliskie niemieckie jednostki. Słyszymy jak w stronę naszej kolumny wyruszyła broń pancerna od strony Leszna, a następnie Błonia i Warszawy, oświetlają nas rakietami, reflektorami i strzelają wszystkimi rodzajami broni. Pociski świetlne, niczym robaczki świętojańskie iskrzą się wśród nas, zapalają się zabudowania i sterty zboża na polach. Nasi saperzy i kawalerzyści „Doliny” są nadzwyczaj aktywni, nie pozwalając nieprzyjacielowi na zbliżenie. Podążamy naprzód, łuny pożarów wzrastają, most na Utracie i rzeka są naszym przejściowym utrapieniem, wielokrotnie przecinana kolumna znów się łączy, trwa nieustanna walka z doborowymi niemieckimi oddziałami pancernymi, sanitariuszki zastrzykami uspakajają rannych. Zmęczeni, niewyspani i głodni po trzech dobach akcji, o świcie 29-go września, na rozkaz „Okonia” zatrzymujemy się przed torami kolejowymi blisko stacji kolejowej Jaktorów. Krótka chwila odpoczynku po przebytych 80 km. polnych dróg, oraz całonocnej walce w trakcie marszu (podczas krótkich przerw ogniowych szliśmy i spaliśmy trzymając się wozów). Przed wschodem słońca nadlatują na nas samoloty, ruszamy na tory kolejowe a tam w okopach czekają już na nas Niemcy. Od strony Żyrardowa nadjeżdża pociąg pancerny, szybko zabieramy ustawiony na torach nasz erkaem „ MG 34”. Nasz podopieczny Karolek Vacula z Pragi Czeskiej, który jako żołnierz niemiecki walczył pod Stalingradem, znosi go pod tory w kanał przepływowy rzeczki Pisi, gdyż pancerka jest już bardzo blisko. Zatrzymuje się w pobliżu nas. Zamaskowane krzewami czołgi „Tygrysy”, samochody pancerne „Pantery”, a za nimi przybyła pociągiem od strony Warszawy do Jaktorowa piechota zaczynają nas otaczać. Pociąg zamknął naszą trasę przemarszu, strzelają do nas z bliskiej odległości wzdłuż naszej kolumny. Na pociski naszych dział odpowiadają miotaczami min rozbijając w strzępy naszą artylerię, na nic zadają się wołania – piaty naprzód! Na wzywania rannych, sanitariuszy także nie widać. Do stawu wpada zestrzelony przez nas samolot. Niemcy spieszą lotnikom na ratunek ale skutecznie im to udaremniamy. Znajdujące się na polu walki zabudowania płoną porozbijane pociskami, płynąca rzeczką Pisią woda staje się czerwona, w niej zabici i ranni.

Walka w okrążeniu pod Jaktorowem trwała cały dzień i noc. Z okrążenia na wysokości Wiskitek przebił się „Dolina” ze swoimi ułanami, a nazajutrz przedarła się przez tory zdziesiątkowana Kompania Młodzieżowa por. „Zetesa”. Po wielu potyczkach dotarli do Gór Świętokrzyskich. Karolek Vacula niestety nie doszedł do mamy w Czeskiej Pradze – poległ pod Jaktorowem. Około 200 partyzantów ocalili Węgrzy stacjonujący w Stanisławowie, Budach Zosinych i Baranowie. Wziętych do niewoli otaczali troskliwą opieką, opatrywali rannych, organizowali wyżywienie (także miejscowa ludność gotowała strawę obdzielając nią wszystkich jeńców) ,a następnie konnymi wozami pod eskortą wywozili z okrążenia do szpitala w Grodzisku. Również i ja doznałem od „bratanków” realnej pomocy gdy uzbrojonego w pistolet maszynowy „Sten”, karabin i granaty zaprowadzili mnie do kwatery swego kapitana. W chwilę potem podjechali pod dom samochodem pancernym Niemcy. Dzięki węgierskiemu tłumaczowi zostałem błyskawicznie przebrany w furażerkę i płaszcz węgierski i posadzony w pokoju przy stoliku sztabowym gdzie, by nie mówić, zajadałem chleb z konserwą. Oficer niemiecki klął i nie mógł pojąć gdzie się podział ten partyzant, którego tu ponoć widziano. Przez tłumacza został jednak szybko wyproszony, a mnie zaproszono bym po wojnie koniecznie odwiedził Budapeszt.

Zygmunt Bogucki