Stanisław Baran na cmentarzu w Wierszach

S.Baran-prezes Koła ZBoWiD w Łomiankach

Wojenne wspomnienia Stanisława Barana „Wacława” dowódcy zwiadu konnego Grupy Kampinos

Dnia 15 sierpnia około godz.7,30 goniec konny ze sztabu Grupy Kampinos AK przygnał galopem do naszej kwatery z rozkazem dla I plutonu zwiadu konnego, „ wachmistrz „Wacław” zamelduje się natychmiast u majora „Okonia”-nowego dowódcy Grupy Kampinos”. Siadam na koń i wraz ze zwiadowcą Stanisławem Romanowskim „Zdolnym” udaję się do kwatery d-cy Grupy Kampinos. Zameldowałem się u adiutanta mjr „Okonia” por.”Wyrwy”,który kazał mi chwilę poczekać. Pierwszy raz miałem stanąć przed obliczem przysłanego przez Komendę Gł. AK mjr „Okonia”.Za chwilę por. „Wyrwa” zameldował mnie „Okoniowi”. Nowy dowódca Grupy Kampinos zrobił na mnie wrażenie surowego oficera, typowego przedwojennego sztabowca. Mjr „Okoń” po przywitaniu, przedstawił zaistniałą sytuację i zapoznał z moimi zadaniami. W dniu wczorajszym Niemcy próbowali od strony Modlina przejść przez miejscowość Pociecha do szosy Warszawa-Sochaczew. Zwiadowczy pluton pancerny najechał na pole minowe zaminowanej drogi brukowanej w lesie Palmirskim gdzie jeden z czołgów został uszkodzony i pozostał w pułapce minowej, reszta czołgów wycofała się. Moim zadaniem jest dotrzeć do uszkodzonego czołgu i wymontować z niego działko i ckm, które muszę dostarczyć do sztabu w Wierszach. Przydzielono mi dwóch minerów i trzech ludzi z rusznikarni z narzędziami oraz wóz taborowy. Major „Okoń” zalecił mi szczególną ostrożność, zwłaszcza na terenie zaminowanym, gdzie w czasie zaminowywania pod ogniem z ciężkich karabinów maszynowych z kolumny pancernej Niemców zginął saper Izydor Regulski „Jastrząb”, który w skutek nieuwagi zaczepił o własne stawiane miny. To tragiczne gdy wybuch własnej miny zabija naszych saperów.
Do mojej dyspozycji stanęły trzy sekcje zwiadu i ckm, razem 24 ludzi,w tym dwaj minerzy i rusznikarze. Marszem ubezpieczonym dotarliśmy do m. Pociecha. Moi minerzy

Patent weterana

znali teren więc należało ubezpieczyć się od strony Palmir. Tam też ustawiłem ckm i sekcję km Józefa Żydowicza. Ten doświadczony partyzant z Naliboków gwarantował mi całkowite bezpieczeństwo od strony Pociechy, rkm i sekcja st. zwiadowcy „Starego” Jana Sochajdykiewicza. Tak ubezpieczony przystąpiłem do działania. Minerzy rozminowali i oznakowali przejście do rozbitego czołgu, któremu mina uszkodziła gąsienicę unieruchamiając go. Załoga czołgu po wyskoczeniu zginęła na minach i pozostała na nich. Nie wdając się w dalsze badania terenu, przystąpiłem przy pomocy ludzi z rusznikarni do wymontowania działka i ckm. Po pokonaniu wielu trudności, dzięki zdolnościom i umiejętności rusznikarzy, działko przeciwlotnicze i ckm stanowiące uzbrojenie czołgu zostały wymontowane i umieszczone na wozie taborowym. Zabrano też amunicję wraz z taśmami oraz broń załogi trzech czołgistów niemieckich, którzy zginęli na minach to jest jeden pistolet maszynowy, 3 parabelki szturmowe, 36 pocisków do działka, 3 załadowane taśm do ckm., kilkanaście granatów i skrzynkę z amunicją do ckm. Po ściągnięciu ubezpieczeń i ponownym zaminowaniu przejścia, marszem ubezpieczonym wróciliśmy do Wiersz, gdzie zameldowałem o wykonaniu zadania, przekazując zdobycz rusznikarni. Muszę nadmienić, że zdobyte działo zostało potem zamontowane na platformie wozu konnego, a wzięty do niewoli feltfebel niemiecki uczył obsługiwać go naszych chłopców z działonu artylerii por. Leszczyca. To zdobyczne działo, sprzężone z ckm było nowoczesną bronią jak na nasze partyzanckie uzbrojenie. Szkoda tylko że było tak mało amunicji przy zdobytym działku. W akcji tej wyróżnił się rusznikarz partyzancki Aleksander Stanek, dzięki którego zdolnościom udało się wymontować i zabezpieczyć cenną zdobycz.

Na podstawie materiałów udostępnionych przez Córkę St. Barana panią Zofię opracował
Kazimierz Medyński