Powódź w Dziekanowie Polskim 1924 r. Rodzina Zomerfeld

W 2018 roku minie 94 lat od wielkiej powodzi, która nawiedziła Łomianki, Kiełpin i Buraków w 1924 r. Warto przy pomnieć, że poprzedni ogromny wylew Wisły miał miejsce w 1844 r. Straty po tej po wodzi musiały być ogromne, bo uruchomiły działania mające na celu ochronę ludzi i zwierząt, a nawet pól uprawnych, przed zalewaniem wodą. Przede wszystkim zaczęto przenosić siedliska włościańskie położone na trasie zalewowej, wzdłuż ul. Kościelna Droga, na wyższe miejsce. Nie odbywało się to szybko, bo 18 lat później rejestry wymieniają jeszcze zagrody na dawnym miejscu, ale już 15 we wsi nowej, czyli wzdłuż ul. Rolniczej, która położona jest na niewielkim wypiętrzeniu. Podobne działania przeprowadzono w Kiełpinie. Tam również zagrody zostały przeniesione na nowe, wyżej położone miejsce. Na dawnym miejscu pozostał tylko kościół i towarzyszące mu zabudowania należące do probostwa.

Drugą inwestycją była budowa wału przeciwpowodziowego. Wał ten biegł od Młocin i jak pokazują stare mapy, kończył się na granicy z Kiełpinem i Kępą Kiełpińską. Od wału biegnącego wzdłuż rzeki odchodziła w głąb lądu, po linii obecnej ul. Armii Poznań, grobla osłaniająca pola łomiankowskie od zalania wodą. Nasuwa się pytanie, dlaczego wał nie ochraniał pozostałych wsi należących do dóbr łomiankowskich? Odpowiedź jest prosta, gdyż wiemy, że na terenach graniczących z brzegiem Wisły gospodarowali tzw. olędrzy – koloniści, dla których wylewy rzeki to dobrodziejstwo. Budowali oni swe domy na wzniesieniach, odpowiednio ustawiając względem nurtu rzeki. Domy mieszkalne połączone pod jednym dachem z budynkami inwentarskimi i spichrzami były tak rozplanowane, aby ludzie i zwierzęta mogli przetrwać powódź bez strat. System obsadzeń drzew oraz wiklinowych płotów miał natomiast zatrzymywać muły rzeczne, które bardzo użyźniały ziemię. Tak dobrze nawiezione pola dawały obfitsze plony. Koloniści dla swych upraw wykorzystywali wiosenne wylewy Wisły, natomiast żywioł powodzi i osadnikom wyrządzał wielkie straty.

Kapliczna pw. św. Jana Nepomucena, po 1844 r.

Po klęsce powodzi 1844 r. pozostała na terenie naszej gminy materialna pamiątka – jest nią kapliczka z figurą św. Jana Nepomucena przy ul. Warszawskiej w miejscu o historycznej nazwie „Prochownia”. W murowanej kapliczce „na kopcu”, czyli ostańcu dawnej, splantowanej już wydmy, stała do lat 90. XX w. piękna osiemnastowieczna drewniana figura św. Jana Nepomucena – opiekuna wód i obrońcy przed powodziami. Statuę tę przyniosły w lipcu 1844 r. wody wielkiej powodzi i osadziły na wyniosłej wydmie. Tam znaleźli ją włościanie niedalekiego Burakowa. W miejscu jej znalezienia postanowiono wystawić dla figury świętego kapliczkę. Ufundował ją Ludwik de Poths, za własne pieniądze i na podarowanym gruncie. Ówczesny dziedzic wsi Młociny i Łomianki rozpoczął starania u władz kościelnych i cywilnych o pozwolenie na wybudowanie kapliczki. Nawet na taki mały obiekt musiał być przedłożony projekt do zatwierdzenia w Wydziale Wyznań i Oświecenie Publicznego. Na rysunku przedstawionego projektu dokonano korekty tak, aby „postument pod figurę zmieniony został na kwadratowy dla lepszego pomieszczenia zaproponowanego napisu”. Zgodę na wystawienie kapliczki, „czyli daszku gontami krytego na czterech drewnianych słupach”, otrzymał dopiero w 1849 r.

W XX w. włościanie wsi Buraków i osady Prochownia na miejscu pierwotnej wystawili nową, murowaną kapliczkę, która stoi tu do dziś. Ze starej kapliczki pochodzi tablica z piaskowca, ale napis jest już bardzo słabo czytelny. Figura w kapliczce jest już inna. Nową, ludową statuę wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza Kazimierza Peczyńskiego wstawiono tu ok. 1994 r., po pożarze starej figury. Rzeźbę podpaloną przez chuliganów lub też od świeczki szczęśliwie ugaszono i po tym wydarzeniu przeniesiono do nowego parafialnego kościoła w Burakowie. Tę wyjątkowo piękną rzeźbę świętego warto obejrzeć. Zagadką do dziś nie wyjaśnioną jest pochodzenie świątka. Miejscowa legenda głosi, że jeszcze w XIX w. rozpoznali ją pielgrzymi z sandomierskiego i chcieli zabrać do siebie. Spowodowało to nawet ukrycie figury w parafialnym kościele, który wówczas znajdował się w Kiełpinie.

Tenże kościół w Kiełpinie, stojący nadal na nisko położonym terenie zalewowym, padł ofiarą kolejnej wielkiej powodzi w 1924 r. Zniszczenia, jakich dokonał żywioł w drewnianej świątyni były tak duże, a budynek tak stary, że zdecydowano się na budowę nowego kościoła. Postanowiono wystawić go w centrum rozwijających się Łomianek, gdzie stała już dość okazała synagoga i mały ewangelicki kościółek. Katolicka świątynia wraz z plebanią i domem parafialnym stanęły w zachodniej części miejscowości. We wrześniu bieżącego roku ks. proboszcz rozpoczął rozbiórkę tego kościoła, który był materialną pamiątką ostatniej wielkiej powodzi w Łomiankach.

Ewa Pustoła-Kozłowska

Nasze Łomianki 8(29) 2003