Jest w Łomiankach wiele rodzin, których wojenne losy godne są poznania i zachowania w pamięci dla potomnych. W poniższym tekście postaramy się przypomnieć okupacyjną działalność dawnych mieszkańców Łomianek, państwa Makólskich, właścicieli majątku zwanego „Łukaszówkiem”, położonego przy dzisiejszej ul. Racławickiej. Historia zaczęła się krót

Harcerki z Szarych Szeregów na terenie „Łukaszówka” podczas kursu sanitarnego prowadzonego przez dr. Zenobię Korwin-Sakowicz

ko przed II-gą wojną światową, gdy głowa rodziny, Radca w Ministerstwie Rolnictwa Rządu RP, pan Zygmunt Makólski korzystając z usług żydowskiego pośrednika handlu łomiankowskimi nieruchomościami, kupił tu zimą 1933 r. swe gospodarstwo. Na stałe zamieszkał tu z rodziną dopiero po wybudowaniu dworku latem 1935 r. Od pierwszych dni, dzięki swej życzliwości, rodzina cieszyła się wielkim szacunkiem wśród polskich i żydowskich sąsiadów. Dowodem tego była choćby bezinteresowna pomoc zaoferowana przez żydowski kahał po pożarze nowo zbudowanego dworku co miało miejsce zimą 1934 r. albo przyznanie panu Zygmuntowi przez tutejszy oddział Ochotniczej Straży Pożarnej tytułu Honorowego Prezesa. Wybuch wojny i ewakuacja Ministerstwa Rolnictwa na wschodnie kresy RP zapisały się w życiu rodziny mozolnym rajdem furmanką z Łomianek do Równego na Kresach i dramatyczną ucieczką z powrotem przed wkraczającą na tamte tereny Armią Czerwoną. Choć sam dworek przetrwał jesienne działania wojenne 1939 r. to podczas nieobecności gospodarzy „Łukaszówek” został przez Niemców tak doszczętnie ograbiony ze zgromadzonych

 

Najmłodszy syn p. Makólskich, Wojtek ps. „Jeż”

zapasów, że ziemniaki i zboże na siew musiano pożyczać od sąsiadów. Na domiar złego okazało się że Zygmunt, jako wyższy urzędnik państwowy znalazł się na liście osób zagrażających bezpieczeństwu III Rzeszy i od pierwszych dni okupacji był poszukiwany przez gestapo. W tej sytuacji cały

trud prowadzenia gospodarstwa, domu, wychowania synów

Miejsce produkcji grantów w czasie okupacji

Andrzeja i Wojciecha oraz troski o bezpieczeństwo męża spadł na barki jego żony Ireny z domu Tokarskiej. To nowe doświadczenie życiowe pokazało jak niezwykle silna i oddana sprawie była to kobieta. Nie dopuszczając do rozpadu rodziny, pod zmienionym nazwiskiem, zmienioną twarzą i z fałszywymi dokumentami ukrywa swego męża zatrudniając go fikcyjnie jako „najemnego robotnika rolnego”, dobrze wiedząc, że w razie dekonspiracji grożą obojgu surowe konsekwencje. Świadomość ciągłego zagrożenia nie wywołuje u niej strachu lecz przeciwnie, mobilizuje do coraz śmielszych kroków.

 

Bolesław Sajdak ps. „Lew”

Z pomocą ukrytego przed Niemcami radia, z wplecioną w dzikie winogrono na ganku anteną, prowadzi stały nasłuch polskojęzycznych audycji BBC i rozpowszechnia usłyszane wiadomości frontowe w czym pomaga jej mieszkający wówczas w „Łukaszóweku” kuzyn, znany po wojnie muzykolog Jerzy Waldorff. Jednocześnie przyjmuje pod swój dach przesiedleńca z Wielkopolski, żołnierza Dywersji Bojowej 8 Rejonu AK, por. Józefa Snarskiego ps. „Czarny”, który doceniając jej zaangażowanie w konspirację, odbiera od niej przysięgę wojskową AK pod pseudonimem „Lula”. Od tej pory sprawy toczą się coraz szybciej. Na poddaszu dworku powstaje poważny magazyn broni i amunicji a w budynku gospodarczym na podwórzu, „Czarny” uruchamia produkcję butelek zapalających i granatów tzw. „sidolówek”. Pracują przy tym Bolesław „Lew” i Irena „Ewa” Sajdakowie z Łomianek. Do pracy włącza się także najmłodszy syn „Luli” – Wojtek, /zaprzysiężony przez „Czarnego” pod ps. „Jeż”/, który gotową broń pakuje w bańki na mleko i ukrywa na polu truskawkowym pozorując nowe nasadzenia. W tym samym czasie najstarszy syn Makólskich – Andrzej, wstępuje do Szarych Szeregów przyjmując pseudonim „Mały Jędrek” i za zgodą „Luli” ich dom staje się jednym z punktów bojowego szkolenia harcerzy, tworzących później sławny, powstańczy Batalion „Zośka”.

 

Irena Sajdak ps. „Ewa”

Częstymi gośćmi są tu m.in. Jan Wuttke „Jaś Czarny”, czy Maciej Aleksy Dawidowski „Alek”/poległy pod arsenałem podczas odbicia „Rudego”/. Tu także, pod okiem dr. Zenobii Korwin-Sakowicz z Dąbrowy Leśnej szkolą się na kursach sanitarnych harcerki, które potem, niosły pomoc rannym powstańcom warszawskim. Nie obyło się oczywiście bez sytuacji dramatycznych grożących totalną „wsypą”. O jednej z po

ważniejszych, opowiedział jeszcze za swego życia były uczestnik owego wydarzenia pan Antoni Leszczyński z ul. Rolniczej w Łomiankach. Otóż pewnego dnia, niespodziewane, przed dworkiem pojawił się na motocyklach wzmocniony patrol żandarmów, zaskakując go wraz z kilku innymi żołnierzami AK na poddaszu, podczas czyszczenia broni. Szykowali się na najgorsze licząc z walką do końca i utratą życia. Do walki jednak nie doszło a „Łukaszówek” chyba nie był ich celem, bowiem po pobieżnej rewizji na parterze domu, nie weszli na poddasze, lecz spokojnie odjechali.

 

 

 

Antoni Leszczyński ps. Kruk”

Innym razem, w ręce wroga omal nie wpadł transport broni wieziony do Lasek, gdy fura pełna baniek z „mlekiem”, powożona przez „Lwa” i „Jeża” spotkała na ul. Wiślanej maszerującą z przeciwka niemiecką kolumnę. Jedynie zimna krew i opanowanie pozwoliły im bez paniki spokojnie przejechać wzdłuż kolumny i tym sposobem uniknąć wpadki. Wybucha Powstanie a z nim dotykają panią Irenę poważne ciosy. Mąż Zygmunt udaje się do Warszawy i tam znika bez śladu, Andrzej ginie w Powstaniu broniąc szpitala Jana Bożego na ul. Bonifraterskiej (odznaczony Krzyżem Virtuti Militari), zaś Wojtek, idzie do Puszczy i służy w plutonie Zwiadu pod dowództwem Stanisława Barana „Wacława”. Podczas powrotu z walk o Dworzec Gdański, za zgodą majora „Okonia” przechodzi do zgrupowania „Żyrafa II” i zostaje na Żoliborzu szukając swego ojca. Po kapitulacji zostaje internowany w Stalagu XI A w Altengrabow koło Magdeburga gdzie pracuje przymusowo w cukrowni Gatersleben. Wraca do kraju w 1946 r. Pomimo tak bolesnych doświadczeń, Irena Makólska nigdy nie straciła ducha prawdziwej patriotki i woli wychodzenia naprzeciw potrzebom innych. Tuż po wyzwoleniu Łomianek, nim skończyła się wojna, mając świadomość dotkliwych braków lokalowych, udostępniła „Łukaszówek” dla nauki podstawowej tutejszych dzieci na popularnych wówczas prywatnych grupach nauczenia t.zw.„kompletach”. Oczywiście działalność okupacyjna „Luli” i „Jeża” nagrodzona została po wojnie szeregiem stosownych odznaczeń wojskowych, nie mniej ważnym jest fakt uznania ich zasług przez tutejsze społeczeństwo, czego dowodem było nadanie im przez Radę Miejską Miasta Łomianki honorowego tytułu „Bohatera Ziemi Łomiankowskiej”.

Kazimierz Medyński