Pan Wojciech Makólski z Łukaszówka napisał w Naszych Łomiankach (nr 51 z września 2005 r.) ciepłe wspomnienie o żydowskim pośredniku z Łomianek zwanym „Helenką”.

Pan Makólski wspomina, że Jego rodzice przed wojną mieszkali na ul. Marszałkowskiej w Warszawie i że w roku 1934 zakupili „Łukaszówek” za pośrednictwem „Helenki”.

Rodzice moi Janina i Henryk Jezierscy mieszkali również w Warszawie na ul. Marszałkowskiej i w 1938 r. zakupili przez pośrednika nazwiskiem Ukower ponad hektar ziemi w Burakowie Małym (obecnie Łomianki). Sądzę, że Ukower i „Helenka” to ten sam pośrednik.

Na części zakupionego przez moich rodziców gruntu firma Zakłady Mechaniczne Dołęgowski i Jezierski sp. z o.o. zwana „Resorówką” zbudowała hale i mały budynek biurowy. Obecnie, po nacjonalizacji jest to własność fabryki Polmo SA przy ul. Warszawskiej.

Do naszego skromnego domu za fabryką (przez miejscową ludność nazywanego „na gojku”) przychodził Ukower i handlował różnymi towarami. Musiało być coś szczególnego w tym człowieku, skoro kilka osób z tamtych czasów zachowało go w swej pamięci. Ukower i nie był jedynym Żydem, który mieszkał w Łomiankach.

Wspominam go jako biednego, zaaferowanego człowieka biegającego po okolicy. On sam był jak dom towarowy w skromnych przedwojennych Łomiankach. Księgowość i kasa mieściły się w kieszeni jego zniszczonego paltota. Jego mowa, to mieszanina słów polskich i żydowskich, wypowiadanych ze szczególnym akcentem. Aktorskie gesty, zapał, naiwne kłamstewka i argumenty były bardzo sugestywne i często skłaniały do niepotrzebnych zakupów. Jednak kiedy stał przed Tobą biedny, mizerny człeczyna, który uniżenie i bez agresji namawiał do kupna towaru, a jego oczy zaczerwienione i zmęczone wołały: „Kup Pani cokolwiek, bardzo potrzebuję pieniędzy dla moich dzieci, Ukower bardzo potrzebuje pieniędzy”, to wtedy własny rachunek ekonomiczny przegrywał – i towar był kupiony.

Przypominam sobie, że kiedy Ukower przychodził do naszego domu, jego rozmowy z moją mamą były np. takie:

Dom p, Jezierskich, lata 30. XX w

– Moje uszanowanie Pani Gospodyni. Jak zdrowie Szanownej Pani? Pani może potrzebuje gęś?

Pani mówi, że nie – ale Szanowna Pani, to nie jest zwykła gęś, to jest i cymes nie gęś. Ona kosztuje tylko 5 złotych!

– Pani Szanowna mówi, że to jest drogo? No, a ile ona jest dla Szanownej Pani warta?

I – Ajwajajwaj! za taki gęś 4 złote? Za taki gęś to Ukower sam zapłacił 4 złote. No, ale dla Szanownej Pani gospodyni to ona będzie koszto-! wać tylko 4 złote. Ukower wie, że Pani jest szlachetny człowiek i daje zarobić Ukowerowi. No – sigit.

– Jutro ma Pani ten cymes w domu, ale, ale jeszcze chwileczkie Pani ; Gospodyni – czy Ukower, biedny Żyd, może zebrać kilka jabłek w Pani sadzie? To się rozumie, że tylko takie co spadły. Moje dzieci bardzo lubią owoc. Mówi Pani – git! No to ja dziękuję bardzo Pani Gospodyni i do widzenia się.

Ukłonił się i wybiegł uszczęśliwiony chowając 4 złote do kieszeni, tylko jeszcze widać było jego rudą brodę migającą wśród jabłoni. Takiego właśnie Ukowera – handlarza łomiankowskiego zachowałam w pamięci.

Krystyna Nowacka

Nasze Łomianki 1(54)2006