1. Start

Pierwsza siedziba posterunku MO – dom Jabłońskich

Nocą 16-go stycznia 1945 r. oddziały 2 Dywizji Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego pod dowództwem płk. Jana Rotkiewicza, będące częścią 1 Armii WP działającej w ramach 1 Frontu Białoruskiego, pokonując niemiecką obronę na Kępie Kiełpińskiej, przekroczyły Wisłę w trzech miejscach – w Pieńkowie, Kiełpinie, w Młocinach. Nacierający zastali tu puste bunkry i opuszczone okopy, bowiem zagrożone okrążeniem, główne siły niemieckiej 9 Armii same wcześniej opuściły stanowiska wycofując swe siły w kierunku zachodnim, by 18-go stycznia próbować stawić opór w rejonie Błonia i Sochaczewa. Jeszcze tego samego dnia po przejściu frontu, do Łomianek zaczęli powracać z wysiedlenia pierwsi mieszkańcy, zwłaszcza ci, którzy mieli najbliżej. W porównaniu z ubiegłymi dniami ciągłej wymiany ognia między walczącymi stronami, powracających przywitała przejmująca cisza. Cisza, pustka, mróz, pokryte grubym śniegiem szkielety zniszczonych budynków, tu i ówdzie mogiły, wystające ze śniegu pozbawione butów czyjeś nogi, wszystko to powodowało uczucie przygnębienia, mącąc radość z przegnania znienawidzonego okupanta i to właśnie bagnetami polskich żołnierzy. Pomimo zastanej sytuacji i stawianego sobie pytania jak w chłodzie, głodzie, bez dachu nad głową przeżyć najbliższe dni, mieszkańcy Łomianek zakasali rękawy i nie patrząc na różnice polityczne razem stanęli do odbudowy normalnego życia w swojej gminie. Według oceny powracających z wysiedlenia, w Łomiankach w nienaruszonym stanie pozostał zaledwie 1% budynków, część została uszkodzona przez bomby i pociski, zaś większość zdewastowano rozbierając w całości lub częściowo na budowę bunkrów, umacnianie wojskowych transzei a także na opał. Zrujnowane Łomianki wkraczały w nową fazę swego istnienia. Zgodnie z obowiązującą podczas wojny procedurą, do czasu ustabilizowania sytuacji na zajętym terenie i zorganizowania cywilnej administracji, dowództwo armii radzieckiej oddawało władzę w ręce komendantów wojennych. Tak działo się także w gminie Młociny, w której wraz z kilku żołnierzami zakwaterował rosyjski komendant w randze kapitana. Nikt już nie pamięta jego nazwiska ale wiadomo, że był z wykształcenia inżynierem i wytrwałym kolekcjonerem „trofiejnych” zegarków odbieranych schwytanym „germańcom” i tutejszym folksdojczom. Wspomniana pasja kolekcjonerska właściwa był w owym czasie przeważającej masie żołnierskiej sojuszniczej armii co też utrwaliło się w naszej świadomości na długie lata, owocując niezliczoną ilością anegdot z cyklu „dawaj czasy j… twaju mać”. Pierwszym polskim organem władzy jaki powstał na naszym terenie tuż po 17-tym stycznia, był niewątpliwie samorzutnie zorganizowany przez byłych akowców posterunek Milicji Obywatelskiej z siedzibą w domu Jabłońskich przy ul. Warszawskiej. Milicjanci sami spośród siebie wybrali komendantem mieszkańca Łomianek, niedawnego żołnierza Armii Krajowej o pseudonimie „Oset” – Feliksa Bentyna. Jako były uczestnik Rewolucji Październikowej, znający doskonale język rosyjski, bez trudu zyskał akceptację komendanta wojennego z zastrzeżeniem, iż do czasu pełnej odbudowy administracji cywilnej, milicjanci pełnić będą swe obowiązki całkowicie społecznie. Ponieważ w marcu odnajdujemy ślady ingerencji gminy w sprawy kadrowe posterunku (zwolniono jednego milicjanta, a także podjęcie poszukiwań profesjonalisty na stanowisko komendanta) można wnioskować, iż społeczna praca nie trwała zbyt długo i po tym okresie nasi milicjanci wynagradzani byli przez jakiś czas z budżetu gminy. Powojenną cywilną administrację terenową zorganizowano także nadzwyczaj szybko.

Dekret PKWN z września 1944 r. restytuował instytucje samorządu terytorialnego wiążą je

teraz z Radami Narodowymi, którym przyznano zadania organów uchwałodawczych.

Budynek Urzędu Gminy w Młocinach

Prof. Stanisław-Brzósko, przewodniczący zarządu Gminy Młociny w 1945 r.

Na czele województw stanęli mianowani przez Rząd Tymczasowy wojewodowie, zaś starostów mianował minister administracji publicznej. Gmina Młociny wchodziła wówczas w skład Powiatu Warszawskiego z siedzibą starostwa w Michalinie (!) na czele którego stał starosta Białecki. On to z kolei mianował wójtem Gminy Młociny niejakiego pana Lipsza z Młocin. Pierwszą informację o działalności naszej Gminy odnajdujemy już 29-go stycznia 1945 r. z notką, iż w jednym pokoju urzęduje wójt Lipsz i sekretarz gminy Jan (Stanisław?) Miecznikowski z Burakowa wraz z czterema urzędnikami: Smolarzem z Młocin, Olgierdem Bartoszewiczem, Feliksem Paplińskim i jego żoną z Dąbrowy. Ponieważ poprzedni budynek zajmowany przez Gminę uległ zniszczeniu, urząd zainstalował się w nowej siedzibie przy obecnej ul. Dzierżoniowskiej. Ogrom zadań jaki nagle wyrósł przed gminną administracją wymagał nie tylko ciężkiej pracy w zawrotnym tempie ale wymuszał angażowania w nią coraz większej liczby osób. Każdy miał do Gminy jakąś sprawę, od przepustki na wejścia do Warszawy po przydział poniemieckich gruntów. Tu trzeba wyjaśnić, iż ze względu na penetrację opuszczonej stolicy przez okolicznych szabrowników, 22-go stycznia o godz. 11-tej na granicach Warszawy stanęły wojskowe posterunki wpuszczające wyłącznie osoby z warszawskim meldunkiem w kennkarcie lub posiadające przepustki wystawione przez wójta i podpisane przez lokalnego komendanta wojennego. Osobom opuszczającym Warszawę kontrolowano już tylko sam bagaż, zakazując wywozu przedmiotów nie stanowiących ich udokumentowanej własności. Nadchodzi czas na budowę terenowych organów przedstawicielskich. Na polecenie wójta Lipsza od 3-go lutego rozpoczęto w gromadach wybory sołtysów i ich zastępców zwanych wówczas pod sołtysami. Tego właśnie dnia, na zebraniu zorganizowanym na posterunku łomiankowskiej milicji, kilkunastu mieszkańców Łomianek Dolnych i Łomianek Wsi, wybrało na sołtysa pana Majchra i pod sołtysa Stanisława Wyczółkowskiego. Tydzień później Łomianki Górne wybierają sołtysem Wawrzyńca Balcerzaka a jego syna Piotra na zastępcę. Podobnie dzieje się w pozostałych gromadach całej gminy. Następnym krokiem było utworzenie Gminnej Rady Narodowej. Ciekawie wyglądał wówczas proces kompletowania jej członków. Otóż do 1954 r. członkowie Rad Narodowych nie pochodzili z wyboru lecz powoływały ich zabrania gromadzkie, organizacje polityczne i społeczno- zawodowe z tym, że rady niższego szczebla mogły z kolei delegować swoich przedstawicieli do rad wyższego szczebla. U nas klucz wyglądał tak, że do GRN mieli wejść delegaci z poszczególnych gromad plus 6-ciu delegatów z organizacji politycznych (po dwu z PPR, PPS i PSL). W niedzielę 4-go lutego 1945 r. wszystkie gromady wchodzące w skład gminy Młociny, na lokalnych zebraniach, wydelegowały swoich przedstawicieli do Gminnej Rady Narodowej. W Łomiankach zostają nimi dwaj znani z aktywności społecznej obywatele prof. Stanisław Brzósko i Stefan Gocławski oraz osoby delegowane przez organizacje jak np. przez ludowców Feliks Radzikowski czy przez Związek Nauczycielski Teofil Jeziorski, (w Kiełpinie Poduchownym dopiero 15-go lutego wybrano Teodora Dudzińskiego). Mając już wybranych delegatów, wójt wyznacza na dzień 6.02.1945 r. pierwsze zebranie organizacyjne Gminnej Rady Narodowej. Całkowity brak środków na pierwsze, podstawowe potrzeby przyszłej Rady spowodował, że w przeddzień posiedzenia, S. Gocławski ruszył w teren do działaczy, prosząc o dobrowolne datki na pokrycie niezbędnych wydatków. Jakie to były potrzeby niech świadczy fakt, że brakowało nawet papieru do pisania, w związku z czym przez pewien czas urzędowe pisma pisane była na odwrocie niemieckich dokumentów lotniczych, wyszperanych na bielańskim lotnisku.

2.A jednak się kręci

Pierwsze, organizacyjne posiedzenie Gminnej Rady Narodowej w Młocinach, 6-go lutego 1945 r. uroczyście otworzył wójt Lipsz w obecności rosyjskiego komendanta wojennego. Przedstawił rolę i zadania Rady w nowym systemie prawnym oraz zapoznał radnych z bieżącymi zarządzeniami władz centralnych jak np.: rejestracja kilkunastu roczników poborowych do wojska, ochrona majątków poniemieckich, obowiązek otwarcia wszystkich świątyń i t.p. Po tym wstępie przystąpiono do wyborów organu wykonawczego Rady jakim był Zarząd Gminny zwany również prezydium. Pierwszym przewodniczącym Zarządu został prof. Stanisław Brzósko z Łomianek, jego zastępcą Feliks Radzikowski z Dąbrowy, zaś członkami Zarządu m.in. Z. Gawroński z Placówki, Jan Miecznikowski z Burakowa, Stefan Gocławski z Łomianek, Kaczmarek z Wawrzyszewa, i Dobrzyński z Górc. Rada liczyła wówczas 20 osób / w kwietniu wzrosła do 23 osób/ można więc było przystąpić do wyborów podstawowych komisji jak Budżetowa, Rewizyjna, Gruntowa, Mieszkaniowa, Opiniodawcza itp. Najbardziej kontrowersyjną sprawę wójt zatrzymał na koniec posiedzenia. Był to dekret Rządu Tymczasowego o wprowadzeniu dla rolników obowiązkowych dostaw niektórych płodów rolnych a wyznaczanie wielkości dostaw i ścisłe ich egzekwowanie powierzono właśnie Gminie. Ponieważ wszyscy skojarzyli to z niedawnymi kontyngentami jakie narzucił okupant niemiecki, powstał tak silny niesmak, iż wielu radnych z przewodniczącym na czele, zaczęło wątpić w słuszność podjętej decyzji uczestniczenia w strukturach nowej władzy. Na koniec radni wybierają prof. Brzóskę na delegata do Powiatowej Rady Narodowej z siedzibą w Pruszkowie.

Feliks Radzikowski wójt gminy Młociny

Jeszcze tego samego dnia Rada rozpoczęła swą normalną pracę bowiem wszystkie sprawy były wówczas ważne i nie cierpiące zwłoki. Najbardziej palącą była jednak inwentaryzacja gruntów i gospodarstw poniemieckich, to też jeszcze przed powstaniem Komisji Gruntowej GRN, wójt powołał trzyosobowy zespół w składzie Sławiński, Pawlak i Żółkoś, który już od 2-go lutego rozpoczął spisywanie gospodarstw po byłych kolonistach niemieckich oraz opuszczone nieruchomości pożydowskie, dalsze prace prowadzono już w ramach zadań Komisji Gruntowej. Jakimi sprawami żyła wówczas nasza gmina, czym zajmowali się pierwsi nasi radni, czego oczekiwali mieszkańcy? O niektórych aspektach życia w powojennych Łomiankach dowiadujemy się z relacji dawnych mieszkańców, ze starych dokumentów a także z zachowanych zapisków jakie w owym czasie prowadził przewodniczący Zarządu Gminnego prof. Stanisław Brzósko. Z nich poznajemy m. in. nazwiska niektórych kolonistów niemieckich, których majątkami musiała zająć się gmina rozdzielając je wśród rolników deklarujących utrzymanie gospodarstwa i uprawę otrzymanej ziemi. Ponieważ jest to jak na razie pierwsza i jedyna lista, przytaczamy z obowiązku historycznego owe nazwiska w porządku alfabetycznym, mając świadomość, że może ona być niepełna. Oto one: E. Blick, Beskier, A. Byschoff, Dalman, Gatzke, Hintz, Kopp, Lutz, Marks, Metz, Meyer, A. i G. Neuman, Pede, Pejda, Szmidt, Talman, Tober. Chętnych na ich ziemię lub domy z terenu gminy a nawet nietutejszych było bardzo wielu, zazwyczaj po kilka osób ubiegało się o jedno gospodarstwo. Aby Komisja Gruntowa mogła wydać najsłuszniejszą decyzję, składane podania najpierw kierowano do Komisji Opiniodawczej ds. Gruntów Poniemieckich, a ta w składzie St. Brzósko, S. Gocławski, Z. Roeslerowa, T. Jeziorski, Kozicka oceniała zasadność prośby i przewidywany efekt ekonomiczny przyznania określonego areału. Największe szanse na przydział mieli rolnicy, których ziemie przylegały do pól kolonistów oraz ci, którzy im wcześniej jakiś grunt sprzedali lub wydzierżawili. Pierwsze grunta zaczęto przydzielać już w połowie lutego. Im bliżej wiosny, tym sprawa uprawy leżącej odłogiem ziemi stawała się coraz bardzie nagląca, jednak jak na tamte czasy szło to dosyć sprawnie, lecz wyrósł nowy problem jakim był brak różnego rodzaju ziarna siewnego, sadzeniaków i inwentarza gospodarskiego, a zwłaszcza koni. Napływająca z zagranicy pomoc w tym zakresie, głównie w postaci darów amerykańskiej organizacji UNRRA (United Nations Refugee Emergency Fund) podlegała centralnemu rozdzielnictwu to też gminy konkurowały między sobą w staraniach o jak najpełniejszą realizację zgłoszonych zapotrzebowań. Równolegle z innymi sprawami podjęto szacowanie strat wojennych w budynkach i inwentarzu, a następnie przystąpiono do ich odbudowy, co przy dojmującym braku materiałów budowlanych wymagało od właścicieli nie lada sprytu i pomysłowości. Na potrzeby doraźnych remontów Gmina wydaje zezwolenia na rozbiórkę poniemieckich bunkrów nad Wisłą i wycinkę drzew w Puszczy Kampinoskiej. Pomimo postępującego remontu budynków mieszkalnych narasta głód mieszkaniowy, do którego dochodzą kierowane do Gminy podania o przydział lokali pod sklepy, placówki usługowe, warsztaty i tp. Trzeba także pilnie znaleźć pomieszczenie dla spalonej szkoły. Wybór pada na budynek po pastorze Koppie, przy obecnej ul. Szpitalnej, w którym już 7-go lutego rozpoczęto intensywny remont zakończony 19-go marca oddaniem do użytku 4-ech izb lekcyjnych oraz mieszkania dla kierownika szkoły. Trwa również odbudowa młyna Mieczysława Zaręby, przy obecnej ul. Gościńcowej, którego wagę docenił nawet komendant wojenny wizytując go osobiście w połowie lutego. W tym samym czasie w domu Antoniego Bogdańskiego przy ul. Warszawskiej naczelnik poczty Dobrowolski uruchamia Urząd Pocztowy, mgr Zdzisław Janiszewski występuje o przydział domu Szwarca na aptekę a prof. Brzósko rozpoczyna starania o założenie w Łomiankach Szkoły Rolniczej.

3. Samo życie

Stefan Gocławski członek Zarządu Gminy w 1945 r.

Kennkarta z wycięciem oznaczającym wymianę pieniędzy

Luty 1945 r. to czas powrotów. Pod koniec miesiąca wraca z wysiedlenia na parafię ksiądz Franciszek Romanowski. Kościół wprawdzie stoi ale dach i otwory wymagają remontu nie mówiąc o placu przed świątynią, gdzie Niemcy urządzili sobie prowizoryczny cmentarz wojenny blokujący dostęp do bramy wejściowej (chodzi o plac, na którym stoi figura Matki Boskiej). W tej sytuacji proboszcz zwraca się do komendanta Bentyna o splantowanie niemieckich grobów. Pełni zdumienia po tak dziwnej jak na kapłana prośbie, milicjanci nakazują wykonanie tej pracy podlegającym resocjalizacji w postaci robót publicznych, tutejszym folksdojczom, panom M., N., Z., P. i S. (ze względu na żyjące tu rodziny nie podajemy nazwisk). Jednocześnie ofiarni parafianie remontują kościół, dzięki czemu już w niedzielę wielkanocną 1-go kwietnia w huku wybuchów wyrusza rezurekcyjna procesja, podczas której niefortunnie rzucony granat omal nie rozrywa celebransa a kościelne okna pozbawia większości szyb. Jedną z dolegliwości pierwszych dni był brak w obrocie nowych pieniędzy. Otóż już 10-go stycznia utraciły ważność pieniądze okupacyjne popularnie zwane „młynarkami” co spowodowało, że przez pewien czas nie wiedziano jak się rozliczać. Dla mieszkańców lewobrzeżnej Warszawy uruchomiono na Pradze punkt wymiany pieniędzy, w którym można było wymienić jednorazowo 500 okupacyjnych „młynarek” na nowe 500zł za okazaniem „kennkarty”, z której wycinano kwadracik na znak dokonanej wymiany. Jak to było niewiele niech świadczy fakt, iż bochenek chleba kosztował wówczas 80zł, 1kg słoniny 420zł a metr ziemniaków 800 zł. W tej sytuacji królował handel wymienny lub obracano dolarami i złotem. Coś także zaczyna się dziać na naszym terenie w sprawie organizacji rolniczych. Prezes Zarządu Głównego, powołanego w grudniu 1944 r. Związku Samopomocy Chłopskiej, pan Fedecki zwołuje w połowie lutego na Ursynowie zjazd Związku. W Łomiankach delegatem gminy na zjazd zostaje wybrany Jan Makólski. Pełen zapału i pomysłów na działalność takiego Związku na naszym terenie, po powrocie ze Zjazdu organizuje 21 lutego 1945 r pierwsze zabranie informacyjno – organizacyjne. Powstaje Gminne Koło ZSCh z zadaniem szeroko pojętej obsługi rolnictwa. Wybrany zostaje Zarząd w składzie: Wyczółkowski, Dąbrowski, Król, oraz Komisja Rewizyjna: Ludwig, Makólska, Król a ich pierwszym krokiem jest sprowadzenie i dystrybucja nasion. Równolegle toczą się inne wydarzenia. Po odejściu Niemców, pozostawieni sobie łomiankowscy folksdojcze zwani „krzyżakami” przychodzą do Gminy z prośbami o wydanie im swoistych „świadectw moralności” stwierdzających, że podczas okupacji nie zrobili nikomu żadnego świństwa. Dochodzi nawet do zabawnych historii, gdy matka córek podejrzanych o prowadzanie się z Niemcami przynosi do władz świadectwo ginekologa o zachowanym dziewictwie „co by ludzie nie gadali”. Nadchodząca wiosna przypomina o możliwości powodzi a ponieważ temat aktualny jest do dziś, to też z uwagą odnotowujemy informację, że niejaki inż. Mieszkowski kończy 28 lutego łatać wał przeciwpowodziowy. W połowie marca przeprowadzona zostaje rejestracja wszystkich koni w gminie, planowane są nasadzenia nowych drzew wzdłuż szosy, czyli wszystko powoli normalnieje. Jednak wraz z nowym ustrojem zaczynają napływać nieznane dotąd u nas sowieckie obyczaje i ceremonie. Pierwszą tego typu imprezę mieliśmy już 11-go marca, gdy na polecenie starostwa zwołano zebranie gromadzkie celem wybrania przodownika i przodownicy pracy w rolnictwie! Ponieważ była to absolutna nowość i nikt nie wiedział o co tu naprawdę chodzi, na odczepne i dla świętego spokoju wybrano Leokadię Gawrońską i Władysława Balcerzaka. Tak oto wkroczyliśmy w epokę absurdu i gry pozorów. Inną znaczącą dla gminy datą był 24 marzec, tego dnia odchodzi komendant wojenny. Uradowani tym faktem żołnierze komendanta urządzają sobie huczną pijatykę, podczas której ustawiają na tarasie nad gankiem gminnego budynku karabin maszynowy i sieją po okolicy długimi seriami. Kilku mężczyzn z Młocin próbuje przeszkodzić w zabawie lecz nieuzbrojeni, wkrótce stają pod ścianą z wycelowaną w siebie bronią. Nie, nie chcą ich rozstrzelać, chcą zamienić się butami! Propozycja nie do odrzucenia więc po chwili nasze zuchy wracają do domów w znoszonych sowieckich „akordeonkach”. Zawiadomiony o incydencie Feliks Radzikowski przybywa z Dąbrowy rowerem i grożąc pijanym mołojcom sprowadzeniem wojskowej żandarmerii kończy bezkrwawo całą awanturę. Tymczasem w gminie narasta konflikt kompetencyjny pomiędzy wójtem a Radą, do tego pojawiają się nieprawidłowości finansowe a rozsierdzony ich ujawnieniem wójt każe 4-go kwietnia naszym milicjantom aresztować 6-ciu gminnych urzędników. Ponieważ krok ten nie znajduje żadnego uzasadnienia, tłumaczy to żartem „prima aprilisowym”. Tego radnym było za wiele, nie dość że facet niekompetentny, konfliktowy i nieporadny to jeszcze idiota! Radni zaczynają poważnie szukać kandydata na nowego wójta składając w tej sprawie kilkakrotną wizytę w starostwie. Próby kompromisowego, polubownego rozwiązania konfliktu pomiędzy wójtem Lipszem a Radą nie przynoszą rezultatu. W tej sytuacji przewodniczący Zarządu Gminy prof. Brzósko zwołuje na 25 kwietnia posiedzenie Rady i w obecności wszystkich radnych zostaje zgłoszone w stosunku do wójta wotum nieufności. Po jego przyjęciu przystąpiono natychmiast do wyborów nowego wójta, którym jednogłośnie wybrano Feliksa Radzikowskiego, zaś zastępcą dotychczasowy przewodniczący Komisji Rewizyjnej Stanisław Baran z Burakowa. Lipsz nie ustępuje, jeszcze kilka dni trwają zmagania lecz nowy starosta pan Trojanowski ma już tego dosyć i ostatecznie akceptuje wybór Rady. Kim był nasz pierwszy, wybrany demokratycznie przez Radę wójt? Feliks Radzikowski pochodził ze szlacheckiej rodziny przybyłej do Dąbrowy pod koniec XIX w. z Wierszy. Urodził się 15.01.1906 r. jako trzecie z siedmiorga dzieci Władysława i Marii z d. Kajszczak. Jako syn przedwojennego sołtysa Dąbrowy wcześnie zetknął się sprawami publicznymi to też nie chcąc stać na uboczu wydarzeń, wkrótce wstąpił do lokalnego koła Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici”. Po kapitulacji obrońców Warszawy wraca do domu lecz już 28-go września 1944 r. zostaje schwytany i wraz z dwoma braćmi osadzony w jenieckim obozie przejściowym pod Żyrardowem. Po udanej ucieczce, ukrywa swą tożsamość przed okupantem, jednocześnie angażując się w działalność konspiracyjną jako zaprzysiężony żołnierz AK. Po rozbiciu Grupy Kampinos, ukrywa się w Puszczy aż do 17-go stycznia, następnie zabiera z wysiedlenia z Babic swoją rodzinę i udają się na Grochów. Zastawszy same ruiny ostatecznie wracają do Dąbrowy. Tu spotyka szereg znajomych osób organizujących lokalne władze więc jako były działacz ludowy szybko zostaje wciągnięty w nurt politycznych wydarzeń owocujących wyborem na wójta. Na stanowisku tym pozostaje do 1947 r. ustępując miejsca Janowi Miecznikowskiemu z Burakowa. Dla uzupełnienia obrazu tych pierwszych dni odnotujmy jeszcze, iż 12-go maja wojsko zakłada w Łomiankach linię telefoniczną, 27-go lipca powstaje gminne koło Stronnictwa Demokratycznego, 5-go sierpnia poświęcone zostaje pierwsze, założone przez Związek Samopomocy Chłopskiej przedszkole a parę tygodni później również z ich inicjatywy powstaje Gminna Spółdzielnia S. Ch. Przedstawione wydarzenia roku 1945 obrazują jak ówcześni mieszkańcy gminy silnie oddani byli sprawie szybkiej odbudowy normalnego życia w zrujnowanym kraju i o czym warto wiedzieć, wspominając powojenne Łomianki.

Kazimierz Medyński