Wiktoria i Stanisław Majewscy

Dzisiaj mieszkańcy Łomianek w razie choroby mogą zwrócić się o pomoc do dwóch przychodni zdrowia i licznych prywatnych gabinetów lekarskich. Mieszka tu też kilkudziesięciu zapewne lekarzy. Jakże inaczej byto przed wojną. Ludność miejscowa na terenach od Młocin po Kiełpin była pod opieką jedynego, mającego tu praktykę, lekarza. Była nim, mieszkająca w Dąbrowie Leśnej, dr Zenobia Korwin-Sakowicz, która wiele lat przepracowała w naszym rejonie. Niewielka, korpulentna, była osobą skromną, bardzo energiczną i jednocześnie delikatną. Wschodni akcent dodawał jej ciepła i uroku. Chorych, dowożonych wozami konnymi, przyjmowała w gabinecie, który mieścił się w drewnianej willi na gruntach Makólskich przy ul. Długiej. Do tych, którzy nie mogli stawić się w gabinecie, dojeżdżała na rowerze lub dochodziła pieszo bez względu na pogodę. Nigdy nie odmawiała pomocy lekarskiej, była oddana społeczności miejscowej niezależnie od zamożności rodzin. Chętnie leczyła osoby biedne, a zwłaszcza dzieci. Dr Sakowicz do wybuchu II wojny miała pod swoją opieką dzieci w szkole. Szkoła w Łomiankach posiadała osobny pokój dla higienistek, w którym dr Sakowicz badała i szczepiła uczniów.

W przededniu wybuchu wojny dr Sakowicz w miejscowościach wokół Warszawy organizowała kursy dla sanitariuszek na wypadek wojny. Ówczesna mieszkanka Placówki (osady wydzielonej z dóbr młocińskich niedaleko Wólki Węglowej) Anna Gumińska tak wspomina kontakty z miejscową lekarką: „Miałam wtedy 32 lata. Placówka, w której mieszkałam, była małą wsią podmiejską. Naokoło mieli swoje gospodarstwa rolnicy, stały też letnie domy, które pobudowali sobie warszawiacy, na przykład aptekarz Gesner. W sierpniu 1939 r. doktor Sakowicz zwróciła się m.in. do mnie i do pani Michalczyk – żony sołtysa, abyśmy w razie bitwy czy bombardowania włączyły się do służby jako sanitariuszki. Zorganizowała krótki kurs dla dziesięciu czy dwunastu kobiet i każda z nas otrzymała torbę sanitarną”.*

Oprócz lekarza, na terenie naszej gminy przyjmował chorych felczer. W latach 30. XX w. do Burakowa sprowadzili się małżonkowie Stanisław i Wiktoria Majewscy z synem Stefanem. Stanisław Majewski był felczerem. Młodym czytelnikom należy wyjaśnić, że felczer to dawniej chirurg wojskowy, który w czasach pokoju miał uprawnienia pomocnika lekarza i mógł wykonywać prostsze czynności lekarskie. Udzielał pierwszej pomocy, leczył choroby zakaźne, stwierdzał zgon.

Stanisław Lenczowski zdjęcie z nagrobka na cmentarzu w Kiełpinie

Rodzina Majewskich wynajęła dwupokojowe mieszkanie w nowym domu Lewandowskich położonym vis a vis kapliczki w środku Burakowa. Na ścianie domu pojawił się szyld reklamujący zawód i godziny przyjęć felczera. Okoliczni mieszkańcy chętnie korzystali z jego porad. Chorych przyjmował w swoim gabinecie albo z lekarską torbą śpieszył na każde wezwanie. Otaczał opieką pielęgniarską, robił zastrzyki, stawiał bańki i, kiedy była taka potrzeba, wyrywa łzęby, składał złamane kości, kierował do szpitala osoby, które mu-siały być hospitalizowane. Swoją medyczną wiedzą i uprawnieniami przynosił ulgę i pomoc. Jego młode i aktywne życie przerwała na początku II wojny niemiecka kula. Wraz z innym mieszkańcem Burakowa – Janem Królakiem został rozstrzelany jako zakładnik. 17-letni Stefan, syn felczera był świadkiem niemieckiej zbrodni. Postanowił zemstę wobec Niemców. Działał w ruchu oporu pod pseudonimem „Mściciel”. Brał aktywny udział w akcjach, należał do zgrupowania AK „Kampinos”. To on z kolegami wysadził magazyn broni i amunicji w Harcówce, w której to akcji zginęło kilku niemieckich żołnierzy.

Dziś zapomniane też zostało pojęcie akuszerki. A przecież dawniej dzieci rodziło się w domu. W naszym rejonie działały trzy akuszerki: w Młocinach – Jadwiga Jakucka, w Dąbrowie mieszkała Maria Soporowska-Ratyńska, a w Łomiankach pani Kurkus-Rykowska. Były to kobiety bardzo ofiarnie zajmujące się położnicami, wzywane do porodu o różnych porach dnia i nocy, dobrze znające swój fach i mające dużą praktykę. Oprócz tych akuszerek z uprawnieniami, bardzo często dzieci odbierane były przez wiejskie kobiety, tzw. babki, które doskonale znały się na sztuce akuszerskiej i potrafiły właściwie opiekować się kobietami w połogu. Wielu starszych ludzi z Burakowa zawdzięcza swoje szczęśliwe przyjście na świat Helenie Liszewskiej i Ewie Rockiej-Stelmaszczyk. One nigdy nie odmawiały pomocy przy porodach w sytuacjach gdy nie było akuszerki.

dr Zenobia Korwin-Sakowicz

Na koniec należy wspomnieć też o miejscowych aptekarzach. Jedyna apteka znajdowała się w Łomiankach przy ul. Warszawskiej. Do 1926 r. aptekarzem miejscowym był Stanisław Lenczowski, który zmarł w Łomiankach i został pochowany na cmentarzu w Kiełpinie. Po nim aptekę prowadzili małżonkowie Janiszewscy, po których przejął ją ich syn Zdzisław, magister farmacji. Apteka mieściła się w drewnianym domu przy Warszawskiej, róg obecnej Działkowej. Dom ten został spalony podczas wojny. Po wyzwoleniu aptekę prowadził Zdzisław Janiszewski wraz z matką w wynajętym lokalu dużo gorzej przystosowanym do takiej funkcji.

*Bielany. Przewodnik Historyczno-Sentymentalny, Warszawa 2003, s. 108.

Ewa Pustoła-Kozłowska, Pola Urbaniak

Nasze Łomianki 5(36) 2004