W wąwozie młocińskiego parku, kilkadziesiąt metrów od ul. Parkowej znajduje się samotna mogiła z drewnianym krzyżem i tabliczką z napisem: „Miejsce straceń 1939 – 1945. Cześć ich pamięci. Pokój ich duszy.” Taki wydawałoby się bezimienny grób. A tymczasem starsi mieszkańcy Burakowa pamiętają okoliczności jego powstania. Było to we wrześniu 1943 r.

Mogiła w lesie młocińskim, stan przed renowacją

Niemcy przywieźli do lasku, pierwszego za granicami Warszawy, dwóch chłopców w wieku 11-13 lat. Byli to bracia, mieszkający w Legionowie. Niemcy zabili ich ojca i chłopcy w akcie odwetu dokonali sabotażu. Zostali schwytani, przewiezieni do lasku młocińskiego i rozstrzelani. Pozostały po nich na miejscu stracenia tylko

tornistry. Dzieci pochowali dwaj mieszkańcy Burakowa, jednocześnie żołnierze AK, Stefan Majewski i Witek Świerczewski usypali mogiłę oznaczoną brzozowym krzyżem i zawiadomili matkę braci. Przyjeżdżała przez kilka pierwszych lat. Potem grobu nikt już z rodziny nie odwiedzał. Mieszkańcy Burakowa i kombatanci dbają o mogiłę. Kilkakrotnie wymieniany był krzyż. Jeden z nich ufundował Piotr Laskowski w początku 2001 r., krzyż poświęcił proboszcz miejscowej parafii Kazimierz Gers.

Nikt z żyjących mieszkańców Burakowa nie pamięta nazwiska tych dzieci. Być może widnieją gdzieś w zapiskach archiwalnych sióstr Niepokalanek, bo z nimi matka chłopców była w kontakcie. Może warto podjąć takie poszukiwania, aby do dziejów wydarzeń wojennych na tym terenie dopisać jeszcze jeden tragiczny epizod.

Na podstawie relacji Poli Urbaniak opracowała Ewa Pustoła-Kozłowska

Eugeniusz Żebrowski – jeden z rozstrzelanych i pochowanych w mogile w Lesie Młocińskim

Po opublikowaniu w lokalnej prasie powyższej notatki, tutejsi regionaliści podjęli starania o dokładniejsze wyjaśnienie historii owej mogiły. Ustalono, iż wydarzyło się to 12-go września 1944 r. Niemcy przywieźli tu z za Wisły dwóch chłopców w wieku 18 lat. Byli to, mieszkający w Wiśniewie, bracia cioteczni Eugeniusz Żebrowski i Władysław Kowalik. Ktoś w rejonie ich miejsca zamieszkania dokonał sabotażu, przecinając przewody telefoniczne. Ponieważ obaj mieli na pieńku z synem miejscowego folksdojcza, ten bez wahania wskazał ich jako sprawców owego czynu. Zostali natychmiast zatrzymani, przewiezieni motocyklem z koszem po moście pontonowym, który łączył wówczas oba brzegi Wisły na wysokości Burakowa. Po przesłuchaniu przez żandarmerię zostali rozstrzelani w lasku młocińskim i pochowani w dole, który wcześniej sami sobie musieli wykopać. Był z nimi także trzeci chłopak, który na nich doniósł i służył Niemcom jako świadek a także miał powiadomić rodzinę o miejscu pochówku. Znalezione tornistry były puste i nie należały do nich. Ostatni krzyż postawiono na mogile społecznym staraniem w 2009 r. umieszczając na nim także stosowną tabliczkę.

Eugeniusz Żebrowski z rodziną

Kazimierz Medyński