W dzisiejszych Łomiankach podczas nocy sylwestrowej odbywa się kilkanaście bali i zabaw organizowanych w tutejszych restauracjach i klubach. Przed wojną, w latach 30. XX w., też urządzano zabawy karnawałowe i bale sylwestrowe, ale najważniejszy, taki który skupiał miejscową społeczność, był bal parafialny. Celem tego balu, oprócz wspólnej zabawy, była zbiórka pieniędzy na potrzeby nowego kościoła. Bale organizowane w latach 1931-1939 przez ówczesnego proboszcza Apoloniusza Kosińskiego odbywały się w dużej sali, mieszczącej się w domu parafialnym. (Fragment tego domu stoi do dziś na ul. Wiosennej i Warszawskiej obok kościoła. Pierwotnie był on piętrowy. Kilka lat temu rozpoczęto jego rozbiórkę, którą wstrzymał obecny ks. proboszcz. Po remoncie mieści się tu katolicka księgarnia.)

Organizacją balu zajmował się specjalny komitet wyłoniony spośród parafian. Głównymi organizatorami byli: Feliks Bentyn, Feliks Przytuło i Stefan Gocławski. Bufet oraz przystrojenie sali, jak też kolorowe kotyliony i konfetti byty przygotowywane przez miejscowe parafianki. Muzykę do tańca zapewniał zespół muzykantów zorganizowany przez Franciszka Dąbrowskiego, składający się z akordeonisty, perkusisty i skrzypka – niejakiego Skowronka. Frekwencja dopisywała, bo oprócz miejscowych najbogatszych gospodarzy przybywali też zaproszeni goście z Warszawy. Zapadły mi w pamięć przygotowania moich rodziców do bali parafialnych, w których brali udział kilkakrotnie. Pamiętam piękną suknię mamy kupioną w warszawskim salonie mody. Była z wysokiego gatunku marszczonej gazy w geometryczny wzór cieniowanych kół o różnej wielkości, jakby zwojów pajęczyny. Na tle lekkiej szarości kota były w kolorze bieli i gaszonego szafiru ze smużkami czerni. Długa suknia lekko dopasowana, marszczona w ramionach, miała dekolt o asymetrycznym wycięciu wykończony falbaną. Szyku dodawał angielski rękaw z niewielkim rozcięciem oraz wiązana z tyłu ogromna kokarda. Uzupełnieniem stroju były dodatki w postaci szafirowego szala do okrycia ramion oraz czarne pończochy i szpilki. Mama swój gruby warkocz zwijała w rulon, który tworzył podwyższony kok. Na przodzie włosy układała w fale za pomocą karbówki nagrzewanej nad płomieniem lampy naftowej. Innego roku kreacją balową mamy była suknia z jedwabiu w kolorze koralowym uszyta u miejscowej, wyśmienitej krawcowej pani Fontanny. Krój długiej do ziemi sukni był rozszerzany w stylu dzwonu. Drapowana w ramionach, miała dekolt w skośny zakład i bardzo bufiasty rękaw. Dyskretną ozdobą dekoltu była duża róża wykonana z tego samego co suknia materiału oraz biały szal z muślinu zarzucany na ramiona.

Tata był równie elegancki. Wkładał garnitur z kamizelką w kolorze mlecznej czekolady, w prążki, uszyty z wełny przez łomiankowskiego krawca – Żyda o nazwisku Słoń. Dodatkiem była koszula z krawatem i brązowocieliste pantofle z giemzy.

Szykowanie się na bal najbardziej interesowało mnie i moją młodszą siostrzyczkę Hanię. Wścibskie dziewczynki chciałyśmy asystować przy strojeniu się mamy, ale że bardziej przeszkadzałyśmy niż pomagały, stale nas przepędzano. Babcia pomagała ubierać się mamie, mama doglądała tatę – doradzała jaką ma włożyć koszulę i krawat.

Rodzice okryci w wyjściowe ciepłe palta wychodzili z domu ok. godz. 21-szej. Wracali ze wschodem słońca w gronie kuzynek mamy z Wawrzyszewa. Babcia zawsze czujna i zapobiegliwa przygotowywała śniadanie, po którym uczestnicy balu odsypiali nocne godziny zabawy. Budzili się na noworoczny świąteczny obiad, podczas którego rodzice i ciotki opowiadali Babci o tym jak się bawili. Atrakcją dla nas, dzieci, były kolorowe kotyliony. Każde z nas otrzymywało taki wykonany z krepiny kotylion, który przez resztę dnia nosiło na głowie. Upstrzone kolorowym konfetti włosy i podłoga do wieczora przypominały o balu sylwestrowym.

Uzyskany z balu dochód komitet organizacyjny przekazywał na spotkaniu Rady Parafialnej na ręce ks. proboszcza. Pieniądze miały pomóc w wykończeniu i wyposażeniu parafialnej świątyni -wzniesionej kilka lat wcześniej w nowym miejscu w Łomiankach przy ul. Warszawskiej.

Nasze Łomianki 1(32)2004