Wydana książka „Dawne Łomianki” wzbudziła wśród mieszkańców naszego miasta wielkie zainteresowanie i dla wielu starszych osób stała się inspiracją do wspomnień. Rozgorzała dyskusja, jak przed wojną wyglądała ulica Warszawska? Kto gdzie mieszkał i co robił? Wiemy, że ludzka pamięć jest niedoskonała, ale każda relacja – naszym zdaniem – jest bardzo cenna, nawet jeśli nie jest do końca zgodna z ówczesną rzeczywistością. Poniżej przedstawiamy opis przedwojennej ulicy Warszawskiej autorstwa pana Jerzego Regulskiego.

Przed wybuchem wojny byłem młodym jeszcze człowiekiem, ale doskonale pamiętam miejscowość mojej młodości, czyli Łomianki – wieś w gminie Młociny. Gmina ta składała się wówczas z następujących miejscowości: Górce, Wawrzyszew, Kaliszówka, Placówka, Wólka Węglowa, Buraków, Dąbrowa Leśna, Dąbrowa Zachodnia, Łomianki Górne, Łużyca (obecnie Łomianki Dolne), Kępa Kiełpińska, Dziekanów Polski, Kiełpin, Dziekanów Nowy, Sadowa i Kolonia Niemiecka (obecnie Dziekanów Leśny).

Siedziba gminy mieściła się na Młocinach u zbiegu ulic Muzealnej i Pułkowej, w budynku o czterech izbach, pokrytym gontem z drewna sosnowego. O ile dobrze pamiętam do 1936 r. wójtem był Franciszek Mamaj, mieszkaniec Kaliszówki. Po jego śmierci wójtem został wybrany mieszkaniec Łomianek – Antoni Bogdański, syn Wacława, właściciela piekarni. Nowy wójt był właścicielem sklepu spożywczo-kolonialnego, który po wyborze prowadziła jego żona. Pełnił też funkcję komendanta Straży Pożarnej.

Warto wiedzieć, że gmina Młociny wchodziła wówczas w skład Starostwa Warszawskiego z siedzibą w Warszawie, a starostą byt właściciel majątku ziemskiego w Łomnie pan Jarosiewicz.

Dzisiejsza ulica Warszawska, nazywana w tamtych czasach „szosą”, była podobnie jak dzisiaj, główną osią handlową Łomianek. Wynikało to z oczywistego faktu, że była to droga w kierunku Kazunia, Modlina i Zakroczymia, miejscowości bardzo ważnych z wojskowego punktu widzenia. Początkowo szosa była utwardzona drobnymi kamieniami a po obu jej stronach znajdowały się rowy odwadniające. W latach 1935-1937 szosę pokryto solidną nawierzchnią betonową, którą wykonało niemieckie przedsiębiorstwo ze Śląska. Oficjalnym powodem wykonania nowej nawierzchni były względy wojskowe, ale nie bez znaczenia byt fakt, że przejeżdżał tędy do swego majątku starostą i jego goście, między innymi marszałek Śmigły-Rydz oraz żona generała Stawoja-Składkow

Dom Mali, Wiślana róg Warszawskiej

skiego, udająca się do swego majątku w Pomiechówku.

Handlowy charakter szosy zadecydował zapewne o tym, kto się tam osiedlał. Według moich wyliczeń, oczywiście orientacyjnych, po obu stronach szosy było 80 posesji zamieszkałych przez 39 rodzin polskich, 30 żydowskich i 11 niemieckich. Ciekawe, że Żydzi w zasadzie osiedlali się wyłącznie wzdłuż szosy. Spróbuję teraz z pamięci odtworzyć i opisać posesje zamieszkiwane przez łomiankowskich Żydów.

Na skrzyżowaniu z dzisiejszą ulicą Brukową stał obszerny murowany budynek, w którym właściciel, niejaki Widerszal, przetapiał łój bydlęcy, wlewał go do blaszanych beczek i dostarczał do fabryki mydła w Warszawie. Posesja numer 25 należała do Eustachego Rykowskiego, znajdowała się tam piekarnia. Właściciel wydzierżawił ją Żydowi Jankiewiczowi, który wypiekał w niej pieczywo i galanterię cukierniczą. Obecnie w tym lokalu jest apteka.

Na rogu ulicy Warszawskiej i Wiślanej była posesja nr 31, stał na niej dom drewniany z poddaszem mieszkalnym, w którym zamieszkiwała rodzina Bulaszewskich zajmująca się usługami rymarskimi. Właścicielem posesji był Żyd o nazwisku Szyja, który prowadził gospodarstwo rolne. Obok znajdował się skład desek i drewna budowlanego, którego właścicielem był niejaki Lam. Na posesji nr 35 stał mały parterowy domek, zamieszkiwała go biedna, samotna Żydówka Masia, która prowadziła usługi szklarskie. W specjalnym plecaku brała na plecy szyby, do ręki kubeł na kit i gwoździe, i chodziła od wioski do wioski świadcząc usługi szklarskie. W tamtych czasach szyby często pękały, więc jakoś zarabiała na skromne życie. W sąsiedztwie była posesja nr 37. Stał na niej długi na 12 metrów budynek z dwuspadowym dachem pokrytym papą. Obok mieszkających tam łomiankowskich robotników – Skowronków, Grafów, Modzelewskich i Pankraców, miał tam zakład krawiecki Żyd Bochenek. Był on cenionym fachowcem, ale w Łomiankach było aż 4 krawców, więc pracy miał niewiele. Ale pomimo ciężkich warunków, zaoszczędził trochę pieniędzy i przeczuwając, co się może stać, wyjechał z całą rodziną za granicę. Do mojej klasy chodził jeden z jego synów – Icek. Siedzieliśmy nawet w jednej ławce.

Na rogu ulic Warszawskiej i Szpitalnej, w miejscu gdzie obecnie stoi budynek Urzędu Gminy, znajdował się skład drewna Majlocha Rechtmana. Oprócz handlu drewnem firma Rechtmana zajmowała się budową domów drewnianych. Powstawały one w bardzo nowoczesny sposób. Na terenie składu wytwarzano gotowe elementy, które montowano u klienta. Ciekawe, że już wtedy u Rechtmana można było kupić na raty dom, jak to się dzisiaj mówi „pod klucz”.

Takie domy stoją do dziś. Na przykład domy Adama Kozdroja i Adama Królaka przy ul. Warszawskiej (zdj. powyżej). Oprócz domów mieszkalnych firma Rechtmana budowała budynki gospodarcze, stodoły, stajnie, wozownie, a nawet płoty drewniane. Drewno sprowadzane było z Wołynia koleją. U Rechtmana pracowali między innymi Teodor Dudziński, Stanisław Gutowski i jego syn Sylwester. Nieopodal składu drewna Rechtman postawił okazały dom z dwuspadowym dachem, w którym na parterze znajdowały się cztery izby, a na poddaszu dwa mieszkania. W budynku tym zięć Rechtmana – Widerszal prowadził sklep branży metalowej. Dom ten stał do lat dziewięćdziesiątych. Na parterze były pomieszczenia Rady Narodowej, a na poddaszu mieszkała rodzina Atysów. Niestety spłonął i został rozebrany. Obecnie jest to pusty plac obok Urzędu Gminy.

Teraz spróbuję opisać domy łomiankowskich Żydów mieszkających po prawej stronie ulicy Warszawskiej.

Idąc od Brukowej, pierwszą zamieszkałą przez Żydów posesją był numer 8 – gospodarstwo rolne Szapska. Dzisiaj to mniej więcej rejon pawilonu Globi i osiedla przy ul. Baczyńskiego. Stał tam drewniany, piętrowy budynek mieszkalny, na zewnątrz otynkowany, o długości około 12 m i szerokości 10 m. W podwórzu były zabudowania gospodarcze. Szapsek trudnił się rolnictwem i drobnym handlem produktami rolnymi.

Posesja nr 14 usytuowana była w okolicach ul. Fabrycznej. Był tam zajazd. Tradycyjna budowla wykonana z bali sosnowych w stylu góralskim. Zajazd, wybudowany jeszcze za czasów carskich, stał dłuższym bokiem wzdłuż ul. Warszawskiej i miał wymiary około 40×20 m. W trzech rogach znajdowały się izby, a w czwartym mieszkali robotnicy: Skowronek, Ocipka, Sternicki i Dąbrowski. Do zajazdu wjeżdżały wozy konne zdążające z towarem do Warszawy. Konie wyprzęgano, natomiast woźnice odpoczywali od wieczora do rana, aby wraz ze świtem ruszać do Warszawy. Na utwardzonym kamieniem polnym placu przed zajazdem była studnia z żurawiem i koryto do pojenia koni. Według opowiadań mojego ojca zajazd był czynny jeszcze na przełomie XIX i XX w. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. był w nim sklep budowlano-metalowy prowadzony przez Żyda Lewina i mieszkania dla robotników. W miejscu spalonego przez Niemców w 1945 r. zajazdu stoi obecnie pawilon handlowy firmy MarcPol i bank PKO.

Obok zajazdu, naprzeciwko Sióstr Salezjanek, frontem do ul. Warszawskiej, stał piętrowy dom o dwuspadowym dachu z czterema mieszkaniami na parterze i dwoma na poddaszu. W budynku tym Żydówka Mała prowadziła sklep spożywczy. Przez ścianę Żyd Galanter prowadził sklep z pasmanterią. Galanter był społecznikiem, działał w Ochotniczej Straży Pożarnej. Dom ten przetrwał okupację, jednak nieremontowany uległ zniszczeniu i został rozebrany. Na jego miejscu jest teraz parking dla klientów MarcPolu. Tuż obok, na ul. Wiślanej zięć Mali, niejaki Lederman, prowadził sklep z obuwiem.

Na rogu ul. Wiślanej i Warszawskiej, w sąsiedztwie Sióstr Salezjanek, stała kolumna stacji benzynowej, której właścicielem był Żyd Meridel.

Posesja nr 22 to był budynek drewniany, w którym znajdował się sklep mięsny, z mięsem wołowym i cielęcym, prowadzony przez Żyda Naparstka.

Posesja nr 50 to był sklep, tzw. „jatka” z mięsem cielęcym i wołowym oraz handel krowami mlecznymi i rzeźnymi, którego właścicielem był Żyd Kucyk. Budynek istnieje do dzisiaj i jest tam sklep z artykułami wędliniarskimi i mięsem.

Przyszła okupacja, terror, wywózka Żydów do getta i obozów koncentracyjnych. Z łomiankowskiej społeczności żydowskiej uratowali się jedynie Korensztajn i córka Szyi -Maria. Od pewnej śmierci uratował ją Stefan Bulaszewski, narażając siebie i swoją rodzinę.

Na zakończenie warto zaznaczyć, że ludność pochodzenia żydowskiego w gminie Młociny osiedlała się głównie w Łomiankach i prawie wyłącznie przy ul. Warszawskiej lub w najbliższych okolicach. Próbowałem te czasy opisać tak jak je pamiętam, bo pokolenie przedwojenne już niestety odchodzi, a z nim wiedza o dawnych Łomiankach.

Jerzy Regulski

Nasze Łomianki 12/2005