Jerzy Regulski ps. Grzmot

Zakłady Aluminiowki przy ul. Warszawskiej przed 1939 r. (Obecnie POLMO)

Z wiekiem człowiek coraz chętniej sięga do wspomnień, do młodzieńczych lat, które zazwyczaj trwale wryły się w naszą pamięć, i do których tak chętnie później wracamy. Poproszony przez redakcję „NŁ” o kontynuowanie moich wspomnień o przedwojen­nych mieszkańcach Łomianek wybrałem się na wspomnieniowy spacer ulicą Warszawską, tym razem od Brukowej.
W sąsiedztwie topialni zwierzęcego łoju Żyda Widerszala została wybudowana fabryka pod nazwą „Zakłady Aluminium i Magnezji”, przez mieszkańców zwana „Aluminiówką”. Zakład ten produkował proszek aluminiowy i magnezję do celów zbrojeniowych na potrzeby Wojska Polskiego. Pamiętam, że w zakładzie miały miejsce różne niebezpieczne wydarzenia. Bardzo często wybuchały pożary, które były gaszone w zarodku przez Ochotniczą Straż Pożarną. Fabryka prowadziła produkcję do wybuchu wojny 1939 r.
Kiedy przyszła wojna i ciężkie walki z okupantem niemieckim pod Łomiankami w dniach 21- -22 września, na rozległym pobojowisku po bitwie leżeli polegli żołnierze Wojska Polskiego, nieprzyjaciele, zabite konie, porzucony sprzęt. Okupant z łapanki zorganizował przymusowe prace, związane z pochówkiem żołnierzy, zebraniem leżącej broni i innego sprzętu wojskowego. W tych pracach osobiście brałem udział.
Pod wieczór, po zakończeniu pracy, spośród młodych ludzi wybrano dziesięć osób i zamknięto nas w jednym z pomieszczeń fabryki. Było ono strzeżone pr
zez dwóch żołnierzy niemieckich. Pozostali mieszkańcy zostali zwolnieni do domów z poleceniem stawienia się następnego dnia do dalszych prac porządkowych. Osobom zamkniętym nakazano rozciągnięcie niemieckiego kabla telefonicznego pod groźbą rozstrzelania, jeśli kabel zostanie uszkodzony. W nocy przychodziły mi do głowy myśli, że przez przypadek będziemy musieli chyba pożegnać się z tym światem.
Na drugi dzień, gdy grupa mieszkańców przystąpiła do dalszego porządkowania terenu wpadłem, na pewien pomysł. Powiedziałem niemieckim strażnikom, że mieszkam blisko Łomianek i poprosiłem, aby mnie wypuścili. Obiecałem wrócić z bimbrem i kotletami, ponieważ rodzina gotuje właśnie bimber i ma mięso wieprzowe, bo zabiła świniaka. Żandarm, który nas pilnował, pozwolił mi pójść do domu po obiecane rzeczy.
Kiedy opuściłem „Aluminiówkę”, oczywiście więcej już tam nie wróciłem. Powędrowałem prosto do wujka Józefa Sternickiego, który mieszkał w Kiełpinie. U wujka ukrywałem się około tygodnia. Wściekły żandarm przez trzy dni poszukiwał mnie w miejscu, gdzie mieszkałem, ale nie mógł mnie nigdy zastać. .
Uporządkowanie terenu oraz pochówek poległych żołnierzy trwały około trzech dni. Żołnierzy pochowano na Cmentarzu Kiełpińskim. Po zakończeniu akcji nastąpiła zamiana obsługi dywizji telefonicznej i przybyła inna jednostka. Zakładników zwolniono, a mieszkańcy powrócili do domów.
Zakłady zwane „Aluminiówką” w czasie okupacji nie produkowały, stały bezczynnie. Były wykorzystywane na magazyny różnego sprzętu wojskowego, w czasie gdy Niemcy szykowali się do ataku na Związek Radziecki. W 1944 r. Niemcy w fabryce tej stworzyli obóz dla ludności, która brała udział w Powstaniu Warszawskim. Był to obóz przejściowy, z którego następnie wywożono do obo­zów karnych lub na roboty przymusowe do Niemiec.
Po 1945 r. w pomieszczeniach „Aluminiówki” zaczęły działal­ność Zakłady Sprzętu Samochodowego zwane obecnie „Polmo”, które istnieją do dziś.
W sąsiedztwie fabryki znajdowały się zabudowania Feliksa Przytuły. Dom mieszkalny murowany, a obok w podwórku warsztat ślusarsko-mechaniczny. Właściciel wykonywał usługi napraw maszyn rolniczych i sprzętu gospodarstwa domowego. Budowle te przetrwały okupację i stoją do dziś. W sąsiedztwie gospodarstwa Feliksa Przytuły, gospodarstwo rolne jego brata Władysława, który zajmował się hodowlą krów, trzody chlewnej oraz uprawą zbóż i roślin okopowych.
Obok znajdowało się gospodarstwo Aleksandra Radzikowskiego, właściciela warsztatu ślusarsko-metalowego oraz napraw samochodowych i produkcji części samochodowych. Zatrudniał bardzo wielu miejscowych i szkolił młodych ludzi na dobrych fachowców tej branży. Drewniany budynek przetrwał działania wojenne 1939 r.
Na placu przy ul. Leśnej nieco w głębi, w obszernym, murowanym budynku w stylu pałacowym, aż do początku działań wojennych mieściła się przychodnia zdrowia, jedyna tego typu placówka w okolicy, z ktorej korzystali również mieszkańcy pobliskich wiosek. W budynku tym znajdowała się duża sala, w której odbywały się uroczystości, pokazy filmów i bale sylwestrowe. Budynek przetrwał wojnę, ale w latach 90. został rozebrany, a na działce powstały domy jednorodzinne.
Idąc dalej w kierunku centrum Łomianek pamiętam budynek murowany pochodzący prawdopodobnie z okresów zaboru carskiego. Budowla ta wraz z zapleczem gospodarczym znajdowała się w podwórku Władysława Przytuły i zakupiona została od Ostrowskiego, właściciela piekarni na Słodowcu. Był tam zajazd dla przejeżdżających na trasie Zakroczym – Warszawa. Obiekt ten stał frontem do ul. Warszawskiej, miał przeszło 20 m długości i 12 m szerokości. Dwuspadowy dach z zabytkowymi wieżyczkami był pokryty blachą cynkową. W podwórku znajdowały się stajnie i wozownie. Od frontu stała zabytkowa studnia oraz kamienne poidło dla koni. Podjazd przed zajazdem był wybrukowany kamieniami polnymi.
Z opowiadań mojego ojca pamiętam, że w czasie zaboru rosyjskiego co niedziela rodziny polskie spotykały się tam zaraz po niedzielnym nabożeństwie. Spożywano obiad, popijano wódkę lub piwo z łomiankowskiego browaru, tańczono i dyskutowano o sytuacji politycznej. W tamtych czasach wszystkie konflikty, bunty i spory rozwiązywali konni kozacy carscy, którzy siłą rozprawiali się z ludnością. Takie spotkania miały cel integracyjny i konsolidowały ludność polską.
Po 1945 r. w dwóch izbach tego budynku spółdzielnia Samopomoc Chłopska prowadziła sklep spożywczo-przemysłowy. Obiekt przetrwał do dziś, niestety konflikt rodzinny i ciągnące się latami sprawy sądowe doprowadziły ten zabytkowy budynek do ruiny.
Dalej w kierunku ul. Majowej były położone grunty Leonarda Guzowskiego, kiedyś niezabudowane. Na rogu ul. Majowej i Warszawskiej od strony Łomianek znajdował się teren państwa Kwiatkowskich, którzy w owym czasie zakupili dwie działki i tak powstały wille Kwietnik i Pokłosie. Oba drewniane budynki zachowały się. Pan Leonard Kwiatkowski był założycielem Powszechnego Banku Związkowego.
Kolejne nieruchomości aż do ulicy Szkolnej należały do kupców żydowskich oraz Jana Makólskiego. To właśnie na podarowanych przez niego gruntach wybudowano szkołę 7-klasową. Szkoła została wybudowana około 1933 r. z inicjatywy Teofila Jezierskiego. Sale szkolne mieściły się w kilku izbach na piętrze. Budynek szkoły był drewniany, zwrócony frontem do ul. Warszawskiej, od wschodniego szczytu na piętrze mieszkał kierownik. Wejście do budynku znajdowało się po lewej stronie, na środku był szeroki korytarz, po obu stronach mieściły się sale lekcyjne.

Jerzy Regulski

NŁ 10/2007