Niemalże dwudziestoletni pobyt Józefa Przyłuskiego i jego rodziny we Wrzosowie zapisał się piękną kartą w dziejach Burakowa.

prof. Józef Przyłuski

Profesor z żoną Stanisławą, córkami: Marią i Hanną oraz synem Włodzimierzem w latach dwudziestych przeniósł się z Lublina w nasze strony. Teren graniczący z parkiem miejskim w Młocinach, malowniczo położony na wzniesieniach porośniętych zagajnikiem, sąsiadujący z Wisłą i połączony kolejką z Warszawą, znakomicie nadawał się na osiedlenie. Od kilku gospodarzy wykupił ziemie orne, nieużytki i zagajniki wraz z dzierżawcami, którzy mieli tu swoje chałupy. Niektórzy spadkobiercy tych dzierżawców trwają na tych placach do dziś. Teren wykupiony przez profesora to fragment dzisiejszego Burakowa położony między ulicami Parkową i J. Przyłuskiego od szosy A7 do Wisły. Obszar ten otrzymał nazwę „Wrzosów”. Pośrodku, wśród zagajników, profesor wzniósł dom w stylu dworkowym, który nazwał „Kaczką”. Właśnie ten dworek stał się pierwszym miejscem zamieszkania całej rodziny. (Stoi jeszcze, ale bardzo znacznie przebudowany i zmodernizowany. Mieści firmę Karcher.) Nieco później, bliżej Wisły, została wybudowana willa „Jutrzenka” przeznaczona na wynajem na okres letni.

Profesor – rolnik z wykształcenia, a pszczelarz z zamiłowania, byt również wielkim społecznikiem. Widział potrzebę szerzenia oświaty na wsi zarówno wśród dzieci i młodzieży, jak i wśród dorosłych. W sąsiedztwie „Jutrzenki” wybudował parterowy budynek, w którym mieściła się świetlica wraz z ufundowaną przez rodzinę Przyłuskich biblioteką. W jesienno-zimowe wieczory ze świetlicy korzystała młodzież. Mogła tu wypożyczać i czytać książki. W okresie karnawału odbywały się zabawy i przyjacielskie spotkania. Miejsce to również służyło do gromadzkich zebrań sołeckich i spotkań mieszkańców, podczas których profesor wygłaszał fachowe prelekcje rolnicze i służył radami. Szczególnie potrzebna świetlica była jednak w lecie. W czasie najcięższych prac polowych gospodarze i wyrobnicy przyprowadzali tu dzieci. Zajmowała się nimi Hanna, młodsza córka profesora, bardzo czynnie zaangażowana w ruch harcerski. Zapewniała dzieciom opiekę, zabawy, naukę pacierza. Pani Stanisławie, żonie profesora, osobie cichej, spokojnej i pobożnej, dzieci zawdzięczały posiłek przygotowywany z produktów z własnego gospodarstwa. Stałą pomocą w prowadzeniu gospodarstwa domowego była młoda dziewczyna Kasia Cyngrat, która wraz z rodziną Przyłuskich przyjechała z Lublina. Była to osoba zaufana i oddana rodzinie, w której pracowała. Wyszła za mąż za mieszkańca Burakowa – Mikołaja Liszewskiego.

Przed samą wojną prof. Przyłuski wybudował zachowany do dziś, piętrowy dom przy ul. Czarneckiego 1, jako posag dla córki Marii. Zamieszkała w nim wraz z mężem Włodzimierzem Wojtkowiczem. W domu tym mieszkały też dwie siostry męża – Janina i Irena Wojtkowiczówny – nauczycielki łomiankowskiej szkoły, o których pisałam więcej w nr 6 z października 2001 NŁ. Obie rodziny – Przyłuskich i Wojtkowiczów miały duży wpływ na podniesienie poziomu oświaty i kultury w Burakowie i Łomiankach w środowisku dzieci, młodzieży, a nawet dorosłych. Praca na polu oświaty po wyjeździe z Wrzosowa rodziny profesora w 1940 r. nie była zaprzepaszczona. Profesor zadbał o kontynuację opieki oświatowej nad miejscową ludnością, sprowadzając i osadzając w willi „Jutrzenka” siostry Niepokalanki -zgromadzenie zajmujące się krzewieniem nauki wśród młodzieży. Wybór tego zgromadzenia nie był przypadkowy. Niepokalankami bowiem były dwie siostry noszące to samo co profesor nazwisko. Były to – Janina (s. Angelica) i Kazimiera, przełożona we Wrzosowie w latach powojennych, które znałam osobiście. Podczas okupacji siostry odegrały ogromną rolę w podziemnej walce z Niemcami, przechowywały żydowskie dzieci, ale przede wszystkim opiekowały się i uczyły miejscowe dzieci i młodzież.

Po rodzinie Przyłuskich ginie pamięć wraz z najstarszym pokoleniem. Pozostała nazwa „Wrzosów” dla tej części Burakowa, ulica „Przyłuskiego” nie wiadomo dlaczego pozbawionego imienia, oraz w bardzo znacznym stopniu przebudowana dworkowa willa „Kaczka”. Stoi tylko przy ul. Czarneckiego 1 dom wybudowany dla córki Marii. Właśnie na tym domu należałoby umieścić tablicę upamiętniającą rodzinę Przyłuskich oraz zasłużone nauczycielki Wojtkowiczów-ny, które w nim także mieszkały.

Pola Urbaniak

Nasze Łomianki 9(18)2002