Zbliżający się Dzień Nauczyciela i Święto Zmarłych przywodzą wspomnienia moich nauczycielek, których sylwetki i historię tragicznej śmierci chciałabym przybliżyć obecnym mieszkańcom Łomianek, a przypomnieć moim szkolnym koleżankom i kolegom -uczniom roczników międzywojennych.

Pani Janina była szczupła i wysoka. Ciemne włosy zaczesane gładko z przedziałkiem splecione w warkocz tworzyły „koszyczek” z tyłu głowy. Przeważnie ubierała się na czarno. Chodziła w przedłużonej spódnicy i białej lub brązowej bluzce. Na to nakładała fartuch z rękawami i biały, zawsze świeżutki, kołnierzyk z jedwabnej piki. W chłodne dni w klasie narzucała na siebie duży, luźny, czarny sweter robiony na drutach. W zimie nosiła czarne palto ze stojącym kołnierzem z foki. Z futra foki była też duża mufka z kieszenią. Na nogi wkładała zakopiańskie buty z tyłu wiązane na paski. Zamiast damskiej torebki nosiła oryginalny harcerski plecak przewieszony przez ramię, zawsze ciężki od książek i zeszytów.

Pani Irena, młodsza siostra pani Janiny, też była nauczycielką. Miała trochę inną sylwetkę – była niższa i pulchniejsza. Twarz miała bardziej owalną, oczy piwne, tylko włosy, jak siostra, splecione w koszyczek. Podobnie nosiła wąskie spódnice, fartuch z białym kołnierzykiem, choć w jej stroju przeważał kolor brązowy lub granatowy. Zimą chodziła w karakułowym futrze z brązowym kołnierzem lub szalem wokół szyi, na głowę wkładała przylegającą czapkę „pończoszkę”, do grzania rąk służyła karakułowa mufka. Harcerski plecak służył jako torebka.

Tak zapamiętałam panie nauczycielki, które rano, zawsze w grupie uczniów z Burakowa i Prochowni wędrowały z Wrzosowa do szkoły w Łomiankach kilka lat przed wojną i podczas okupacji. Były to siostry Wojtkowiczówny. Pani Janina była wychowawczynią mojej klasy A, do której chodziły dzieci wykazujące zdolności do przedmiotów humanistycznych. Uczyła języka polskiego, historii i robótek ręcznych. Wyrabiała w uczniach zamiłowanie do książek i poezji, uczyła deklamacji, a przede wszystkim patriotyzmu. Podczas okupacji uczyła z narażeniem życia polskiej literatury, historii i geografii – przedmiotów wycofanych z programu nauczania w szkołach. Umiała uśmiechać się, opowiadać, wysłuchiwać zwierzeń dzieci i cierpliwie znosić ich wybryki. Pamiętam, jak w drodze do szkoły pytała czy jadłyśmy śniadanie i poganiała, abyśmy szły prędzej, bo dzwonek zastanie nas na szosie, zamiast w korytarzu szkolnym.

Zdjęcie klasy 7, 1942 rok. I rząd, siedzą od lewej: Maryla Dąbrowska, Pola Liszewska, Jasia Urbaniak, Wanda Szczęśniak, Krysia Fretner, Kalina Stanek, Krysia Woźniak, Jasia Serafin, Alina Gołąb. Drugi rząd, klęczą: Łodzią Dąbrowska, Amelia Gołąb, Józia Sikora. Trzeci rząd, stoją: Jadzia Dąbrowska, Marysia Lornacka, Jasia Gryziak, Irenka Pleszyńska, Halinka Górska, Halinka Lurko, Marysia Skarbek, Basia Osińska

 

Pani Irena była wychowawczynią i uczyła matematyki w klasie B, gdzie byli uczniowie ze zdolnościami do przedmiotów ścisłych. Była bardziej poważna i mniej rozmowna od siostry. Na jej lekcjach uczniowie zachowywali się bardzo spokojnie.

Obie nauczycielki pracowały w łomiankowskiej szkole około 20 lat. Były inicjatorkami założenia szkolnej biblioteki, prenumeraty czasopism dziecięcych, z których najbardziej popularny był Płomyczek. Zachęcały do czytelnictwa i systematycznego oszczędzania grosików w Szkolnej Kasie Oszczędności,Zorganizowały drużynę harcerską do której należały dziewczęta i chłopcy z klas A i B. Siostry Wojtkowiczówny przybyły do Burakowa w latach 20. wraz z matką Marianną i braćmi Włodzimierzem i Stanisławem. Zamieszkały w murowanym domu państwa Wasilewskich, przy obecnej ul. Kościuszki 5. Ich brat Włodzimierz był mężem Marii, córki profesora Józefa Przytuskiego, właściciela Wrzosowa. Maria Wojtkowiczowa w wianie otrzymała od ojca, wzniesiony przez niego obszerny dom (ul. Czarnieckiego 1) i w którym na 1 piętrze w pokoju z kuchnią i łazienką zamieszkały też szwagierki. Znałam dobrze to mieszkanie, bo często biegałam tam z różnymi produktami dostarczanymi z naszego gospodarstwa.

Rodzina Wojtkowiczów, zanim przyszła do Burakowa, mieszkała na Ukrainie we Lwowie. Pani Janina opowiadała nam o tym mieście, jego zabytkach, cmentarzu „Orląt”. Znała język ukraiński i w przypływie tęsknoty za swoimi stronami mówiła po ukraińsku j tłumaczyła nam, że wiele słów można zrozumieć; To we Lwowie obie siostry zdobyły swoją nauczycielską profesję, którą kontynuowały w łomiankowskiej szkoleniu też na naszym cmentarzu jest miejsce ich wiecznego spoczynku.

Trwające od 10 października 1944 r. ostre ostrzeliwanie przez artylerię sowiecką umocnień niemieckich w Burakowie spowodowało masową ucieczkę jego mieszkańców. 14 października nauczycielki wraz z bratem Włodzimierzem i jego żoną Marią oraz rodziną Dławichowskich idąc z bagażami na plecach mieli nadzieję, że dotrą do Dąbrowy. Przechodząc przez zagajniki w dwóch grupach, znaleźli się w pasie ostrego natarcia z katiusz sowieckich. Idące razem nauczycielki, ich brat i 10-letnia córka sąsiadów Tereska Dławichowska zginęli na miejscu rażeni rozrywającym się pociskiem. Pozostająca nieco z tyłu i osłonięta niewielką górką z drzewami druga grupa uciekinierów uratowała życie. Gdy ucichły działania ofensywne ciała zabitych zabrał Piotr Osiński i przewiózł konnym wozem na cmentarz w Kiełpinie. Siostry Wojtkowiczówny zostały pochowane w grobie rodzinnym wybudowanym przez profesora Przytuskiego, w którym w sierpniu tegoż roku pochowana została ich matka Marianna.

I tak zasłużone nauczycielki spoczęły na ziemi rodzinnej swych uczniów. Od ich tragicznej śmierci minęło 57 lat, a miejsce wiecznego spoczynku na cmentarzu w Kiełpinie do lipca b.r. przypominało ich uczniom o swoich nauczycielkach i wychowawczyniach. W lipcu bowiem ks. proboszcz parafii łomiankowskiej rozebrał będący w złym stanie grobowiec z zamiarem, jak mnie zapewnił, wymurowania nowego, do którego mają wrócić doczesne szczątki nauczycielek i ich matki. Mają też być przywrócone tabliczki epitafijne. Poświęcenie grobowca po przebudowie ma być dokonane w październiku, co będzie podane do wiadomości publicznej w Gazecie Łomiankowskiej. Na grób nauczycielek czekamy my, żyjący jeszcze ich wychowankowie, aby uczcić ich pamięć kwiatami i lampkami w dzień zaduszny.

Pola Urbaniak

Nasze Łomianki 6/2001