Na początku drugiej połowy XVII wieku, po latach rozkwitu gospodarczego, rozpoczęty się rujnujące kraj wojny ze Szwedami. Podczas „potopu” największe straty poniosła Warszawa, która w latach 1655-1657 kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk. Spustoszone straszliwie były też okolice, głównie po praskiej stronie Wisły, ale także wsie Powązki, Młociny, Wola Borakowska i Boraków. Jak duże były zniszczenia w Łomiankach i Kiełpinie, nie wiadomo, ale można przypuszczać, że podobne jak w sąsiednim Borakowie i Młocinach. Obraz gospodarki w tych miejscowościach w 1660 roku, a więc 3 lata po wojnie, daje spisana wówczas lustracja opisująca stan dóbr królewskich. Wieś Boraków była „całkowicie przez nieprzyjaciela spalona i poddani w niej częścią pozabijani, częścią powieszeni pomarli” – zanotował lustrator. Pozostał ogrodnik i dwaj kmiecie, którzy uprawiali tylko „pół-włóczek”. Nie uprawiany grunt chłopów, którzy poginęli, był „częścią piaskami zaszorowany, częścią Wisła zabrała”. Przy opisie folwarku w Borakowie zanotowano: „Przez lat kilkadziesiąt bywał w tej wsi, teraz żadnego nie masz. Grunt folwarkowy wszystek Wisła zabrała, a po części piaski zasypały”. Równie spustoszone przez wojnę były Młociny, które dodatkowo wyludniło „morowe powietrze” tak, że w całej wsi pozostał tylko jeden poddany. Pamięć wydarzeń tamtej wojny przekazywana z pokolenia na pokolenie dotrwała do naszych czasów. Dowodem są zapiski mieszkanki Burakowa Apolonii Urbaniak, która we wspomnieniach swego dzieciństwa pisze:

Figura Chrystusa ustawiona przy ul. 11 Listopada w Burakowie

Z opowiadań starszych można było dowiedzieć się, że podczas napaści Szwedów na Ojczyznę, w naszych okolicach zginęło bardzo dużo żołnierzy i mieszkańców. Panowała straszna epidemia cholery, która dziesiątkowała resztę ocalałych. Rozkładające się ciała leżały wszędzie i nie było komu pogrzebać zabitych i zmarłych. Pozostali przy życiu zebrali wszystkie ciała i pochowali we wspólnej mogile, na której wznieśli Wyniosły krzyż. Mogiłę i krzyż kolejne pokolenia otaczały czcią. Wokół krzyża rosły potężne dęby, akacje i dzikie grusze. Drogę, przy której stał, nazywali „figurną drogą”. Przy tym krzyżu miejscowa ludność zbierała się w majowe wieczory na śpiewanie pieśni maryjnych. Dzieci zdobiły mogiłę kwiatami z łąk i ogródków. Krzyż co kilkadziesiąt lat wymieniany był na nowy przez gospodarzy wioski. Kolejnej wymiany przed II wojną dokonali Paweł Tuszyński z Feliksem Miecznikowskim. Ostatni, akacjowy krzyż wykonany przez cieślę Czesława Bochenka w 1946 roku, z inicjatywy Feliksa Miecznikowskiego i Antoniego Liszewskiego, poświęcony został przez ks. Franciszka Romanowskiego. Krzyż ten stał czterdzieści pięć lat. Opisana mogiła ziemna z krzyżem usytuowana była poza wsią, przy drodze do Łomianek.

Rozwój Burakowa po II wojnie światowej spowodował, że ta historyczna mogiła znalazła się na terenie prywatnej posesji przy ul. 11 Listopada nr 67. W 1991 roku po rozebraniu spróchniałego, walącego się ze starości krzyża postanowiono wznieść bardziej okazały obiekt – murowaną kapliczkę. Właściciel działki Piotr Dołgałło ofiarował na ten cel kawałek placu na końcu własnej posesji. Staraniem księdza Mirosława Jaworskiego i przy dużym zaangażowaniu mieszkańców Burakowa wzniesiono tu murowaną arkadową kapliczkę, w którą wstawiony został krzyż odlany z cementu, według projektu mieszkańca Dąbrowy plastyka Marka Pisury. Przy wznoszeniu obiektu miejscowi gospodarze, oprócz ofiar pieniężnych, włożyli dużo społecznej pracy. Po ukończeniu budowy w ostatnią niedzielę września 1991 r. poświęcenia kapliczki dokonał ks. prof. Marek Starowieyski w obecności nowego dusźpasterza ks. Zbigniewa Godlewskiego i niewielkiej grupy wiernych – odnotowała pani Pola Urbaniak, kreśląc historię dalszego losu kapliczki, która po 5 latach wymagała już remontu. Odparzone tynki zaczęły odpadać z filarów, a jeden z nich uszkodzony został przez samochód. Nowy proboszcz ks. Zbigniew Sajnóg przebudował kapliczkę. Arkady rozebrano, a placyk ogrodzono niskim drewnianym płotkiem między murowanymi filarkami. W miejsce krzyża postawiono postument, na którym stanęła niewysoka, figura „Dobrego Pasterza” – Chrystusa trzymającego baranka. Poprzedni krzyż usunięto na drugi plan; oparty został o kamienną ścianę – pozostałość poprzedniej kapliczki. Z tablicy umieszczonej na postumencie dowiadujemy się, że figura ta wystawiona została w „Hołdzie wdzięczności za 50 -lecie kapłaństwa Ojca św. Jana Pawła II”.

I w ten sposób, w 340 rocznicę wydarzeń krwawej wojny ze Szwedami, podjęta w słusznej sprawie inicjatywa kościoła i gospodarzy Burakowa, spowodowała nieumyślne zniszczenie najstarszej materialnej pamiątki historii tej miejscowości. Rzadko się w życiu zdarza, że błędy można naprawić. Szczęśliwie mamy tu do czynienia z taką sytuacją. Pamiątką historyczną jest grób ze szczątkami ofiar wojen szwedzkich, podobnie jak zabytki archeologiczne, schowany pod ziemią. Miejsce to oznaczał krzyż. Samo zniknięcie krzyża nie zlikwidowało grobu, który nadal istnieje w swym pierwotnym miejscu. Starsi mieszkańcy Burakowa doskonale pamiętają to miejsce i mogą je wskazać. Należy zatem przywrócić naszej miejscowości to historyczne miejsce pamięci narodowej, oznaczając mogiłę np. kamieniami i stawiając na niej krzyż z odpowiednim napisem. Mogiłę ponadto należy zgłosić do Urzędu Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (wniosek może złożyć albo Urząd Gminy, albo proboszcz parafii, albo właściciel posesji), aby została oficjalnie uznana za dobro kultury (czyli zabytek). W ten sposób, nasza uboga w zabytki gmina, wzbogaci się o prawnie chronione miejsce pamięci narodowej. Pamiątki, odnoszące się do tak dawnej przeszłości, są w naszych okolicach rzadkością. Tym bardziej są cenne, a odpowiednie ich promowanie podnosi historyczne i krajoznawcze wartości Burakowa i Łomianek. Mam nadzieję, że właściciel posesji nie będzie przeciwnikiem oznaczenia mogiły skromnym krzyżem i wpisania jej do rejestru zabytków.

Ewa Pustoła-Kozłowska, Nasze Łomianki 2/2001