Obiekt ten znają zapewne wszyscy przedwojenni mieszkańcy Łomianek. Nie zna go większość nowej, napływowej ludności, tak samo zresztą jak warszawiacy. Dość głośna była sprawa odzyskania tego pałacu przez panią Barbarę Łada-Grodzicką, spadkobierczynię ostatnich właścicieli. Obecnie należy do Państwa Tomaszewskich mieszkających na stałe w Austrii. Pałacu pionują dozorcy, którzy nie przepędzają ciekawskich wchodzących przez otwartą furtkę. Żal patrzeć na to, co pozostało po malowniczym, romantycznym zespole pałacowo-parkowym, zakładanym w tym czasie co Łazienki Królewskie. Tym bardziej żal, że pałac w Młocinach jest jedyną letnią rezydencją magnacką, jaka zachowała się po północnej stronie Warszawy. Obiekt ten powinien być „oczkiem w głowie” zarówno władz Bielan, jak i konserwatora zabytków. Ale niestety nie jest. Mało kto wie nawet o jego istnieniu. Wokół buduje się współczesne „pałace”, a ten prawdziwy zepchnięty został do roli Kopciuszka. W tak opłakanym stanie pałac ten nie był chyba nigdy. Obecni właściciele nie prowadzą tu żadnych robót remontowych; chcą tylko całą tę nieruchomość dobrze sprzedać. Od frontu obiekt wygląda jeszcze nieźle, natomiast od strony Wisły – horror. Tynki odpadły, woda z urwanych rynien zalewa ściany, które zielenieją od mchów i porostów. Zniszczone jest wszystko, co można było zdewastować lub ukraść. W podobnym stanie są resztki pięknego niegdyś parku. Aż trudno uwierzyć, że w XVIII wieku była to świetna rezydencja, w której bywali królowie, elity towarzyskie i polityczne kraju.

Za czasów ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, Młociny należały do najpiękniejszych rezydencji podwarszawskich. Tu urządzono festyn dla uświetnienia 1 rocznicy obrania go królem Polski (27 VIII 1765 r.). Tu też w noc świętojańską 1768 r. odbyło się doroczne zebranie członków loży masońskiej, połączone z biesiadą i zabawą zakończoną pokazem sztucznych ogni. Ale już wcześniej Młociny – mała wieś należąca do dóbr królewskich – słynęły z istniejącego tu od kilku stuleci zwierzyńca, czyli miejsca, gdzie trzymano leśne zwierzęta, na które urządzano polowania. Do 1750 r. był to wyodrębniony za pomocą ogrodzenia fragment Puszczy Kampinoskiej. W młocińskim zwierzyńcu często polował król August III i jego wszechwładny minister i doradca Henryk Bruhl. Gdy w 1750 r. minister Bruhl „załatwił” swemu 11-letniemu wówczas synowi – Alojzemu Fryderykowi urząd starosty warszawskiego, zaczął działania, aby w pobliżu zwierzyńca, nad brzegiem Wisły, wybudować letnią rezydencję pałacowo-ogrodową o starannej kompozycji przestrzennej, której jednym z elementów miał być właśnie ów zwierzyniec. Autorem kompozycji całego założenia był architekt drezdeński Jan Fryderyk Knobel.

Zwierzyniec, położony po zachodniej stronie obecnej ul. Pułkowej, (w miejscu gdzie dziś stacja benzynowa i nowo wznoszone osiedle mieszkaniowe przy ul. Heroldów), wytyczony na planie kwadratu, przecięty został krzyżującymi się duktami i alejami, które zbiegały się na centralnym placu w jego środku. Ozdobą tego terenu leśnego były pawilony: świątynia Diany, świątynia Miłości, bażantarnia i teatr

leśny. Zwierzyniec, prosto wytyczoną aleją biegnącą na wschód w kierunku Wisły (obecna ul. Heroldów i Muzealna) połączony był z rezydencją pałacową. Niewielkich rozmiarów, murowany pałac położony na skraju skarpy, frontem zwrócony był w kierunku rzeki. Prowadziła doń droga (obecna ul. Prozy) przez wieś Młociny, która składała się z kilku chłopskich siedlisk. Za pałacem, od strony zachodniej, stały wyznaczając dziedziniec, trzy identycznie rozplanowane, drewniane, parterowe oficyny mieszkalne z dachami obitymi gontami malowanymi na czerwono. Oficyny mieściły sień, cztery pokoje i większą salę. Czwartym budynkiem była drewniana, podpiwniczona oficyna kuchenna mieszcząca też piekarnię.

Pałac w Młocinach stał się ulubioną siedzibą najstarszego syna ministra – starosty warszawskiego – Alojzego Fryderyka, od 1763 r. generała artylerii koronnej, miłośnika sztuk, który otaczał się artystami i sam parał pisaniem sztuk teatralnych. W latach 60. XVIII w., będąc już właścicielem Łomianek i Kiełpina, rozpoczął starania o przejęcie też na własność Młocin wraz z Burakowem i Wólką Węglową, które należały do starostwa. Uzyskał je w 1774 r. w drodze zamiany za, przynoszącą nawet większy dochód, połowę swej wsi Wola. W ten sposób utworzone zostały rozległe dobra, których ośrodkiem administracyjnym na ponad 150 lat pozostawały Młociny.

Pałac w Młocinach, 1916 r.

Alojzy Fryderyk od 1760 r. czynił starania o rozbudowę i upiększenie rezydencji. Projekt zlecił jednemu z najlepszych architektów Szymonowi Bogumiłowi Zugowi. Najistotniejszą zmianą, którą wówczas wprowadzono, było „odwrócenie” pałacu. Dojazd do rezydencji z Warszawy prowadził teraz drogą wysadzaną lipami – obecną ulicą Farysa. W miejscu skrzyżowania z aleją do zwierzyńca powstał plac z gwiaździście rozchodzącymi się drogami. Jedna z nich prowadziła na dziedziniec, który był teraz przed, a nie za pałacem. Dziedziniec, wraz z pałacem i murowanymi oficynami połączonymi ogrodzeniem na planie ćwierćkoła, otrzymał geometryczną formę czteroliścia. Nie dobudowano wówczas jeszcze kolumnowego portyku do elewacji frontowej pałacu.

S.B. Zug był też projektantem parku. Obok zwierzyńca, który tracił na znaczeniu, zaczynał powstawać park krajobrazowy zlokalizowany na skarpie i brzegach Wisły. Miał on wykorzystywać jej naturalne walory krajobrazowe. Szeroki dukt widokowy rozciągał się z tarasu pałacowego na rzekę i malowniczy pawilon ogrodowy w formie „starej chaty rybaka”. Wewnątrz mieściła się zupełnie niestara, luksusowa łazienka i kilka pięknych saloników urządzonych każdy w innym stylu. Wzdłuż krawędzi skarpy, pośród drzew, stanęły pawilony parkowe takie jak altana w kształcie walca, zwieńczona cebulastym hełmem ozdobionym iglicą z półksiężycem; mała świątynia grecka, holenderski wiatrak i murowana austeria na skraju wsi. Zapewne także wówczas brama wjazdowa otrzymała ozdobę w postaci rzeźb leżących lwów. Wszystkie prace budowlane w pałacu, oficynach i ogrodzie, jak też formowanie parku dokonały się do 1782 r. Jest to data śmierci drugiej żony Bruhla (rok wcześniej zmarł jego jedyny syn). Po tych tragediach rodzinnych generał całkowicie się załamał i odsunął od życia publicznego. W 1790 r. sprzedał ukochane swe Młociny Michałowi Starzeńskiemu i opuścił Polskę na zawsze.

Dobra te w rękach Starzeńskiego nie pozostawały długo, bo już wkrótce właścicielem ich został bankier Jerzy Fryderyk de Poths herbu Trójstrzat, uszlachcony przez Sejm Czteroletni syn kupca przybyłego ok. 1776 r. do Warszawy ze Stuttgartu. Rodzina Pothsów była w posiadaniu dóbr młocińskich i łomiankowskich do ostatniej wojny. Wyjątek stanowił jednak pałac wraz z częścią parku. W 1876 r. rodzina Pothsów, ze względu na duży koszt utrzymania zespołu pa-tacowego, sprzedała go dwóm znanym bankierom warszawskim Hipolitowi Wawelbergowi i Stanisławowi Rotwandowi. Obiekt ten nazwany willą pałacową stał się jednym z kilku willi letniskowych, z których zaczęły słynąć Młociny w końcu XIX w. Pałac pozostawał w rękach wymienionych bankierów przez kolejne 20 lat.

Od 1896 r. do 1906 r. nieruchomość trzykrotnie zmieniała właścicieli, którymi byli obywatele wyznania mojżeszowego. To prawdopodobnie w tym czasie pałac i oficyny poddano remontowi, który częściowo zatarł cechy stylowe obiektu – elewacje i bryła otrzymały tzw. kostium francuski. To wówczas dopiero dostawiono do elewacji frontowej pałacu kolumnowy portyk, ale przede wszystkim położono nowe, mansardowe dachy również na oficynach. Wówczas też mogły pojawić się daty wypisane rzymskimi cyframi na elewacji : MDCCXLVIII i MDCCCXCVIII (1748 i 1898). Pierwsza nawiązuje do rzekomej daty wzniesienia budynku, drugą odczytuje się jako datę jego przebudowy. Nie potwierdzone źródłowo wzmianki w przewodnikach z początku XX wieku podają, że w pałacu działała w tym czasie restauracja z lokalem rozrywkowym. W 1906 r. pałac w Młocinach kupili trzej wspólnicy za sumę 27.000 rs. Jednym z nich był Antoni Stefan Grodzicki. Z zachowanego aktu ślubu Antoniego Stefana Grodzickiego z Teresą z Dulembów dowiadujemy się, iż pochodził on z Sierakowa w powiecie kutnowskim i z zawodu był ślusarzem. Wkrótce wykupił pozostałe części nieruchomości. Zmarł w 1919 r. i majątek odziedziczyły po nim dzieci: Irena z Grodzickich Żeglińska oraz Stefan Kazimierz Grodzicki.

Ewa Pustoła-Kozłowska

Nasze Łomianki 7/2001

(Red. za Wikipedia.pl )

Pałac nie został poważniej zniszczony podczas II wojny światowej, jednak na skutek zaniedbań został odrestaurowany w latach 1947-1949. W okresie po II wojnie światowej siedziba Muzeum Etnograficznego, po którego likwidacji od lat 80. XX wieku pałac stał się własnością PAN do lat 90. XX wieku.

W 1993 pałac próbowała odzyskać córka Stefana Grodzickiego, Barbara Róża Horodyska. Choć pierwsza próba była nieudana, ostatecznie spadkobiercom udało się to później. Od nich pałac przejął Sławomir Tomaszewski, honorowy prezes austriackiego Forum Polonii. Pałac pozostający w fatalnym stanie technicznym miał zostać odremontowany. Właściciel uzależniał jednak remont od uzyskania zgody na budowę w parku przed pałacem 9 nowoczesnych budynków-apartamentowców. Biuro Naczelnego Architekta Miasta odmówiło wydania pozwolenia na budowę, jednak w 2006 zgodę wydał mazowiecki konserwator zabytków Ryszard Głowacz, który za tę decyzję został odwołany ze stanowiska.

W połowie 2008 Pałac ponownie zmienił właściciela, którym został Sylwester Gardocki. Nowy właściciel zbudował wokół parku przypałacowego ogrodzenie aż do podnóża skarpy wiślanej, włączając w to fragment wału przeciwpowodziowego, niebieskiego szlaku turystycznego oraz dojazd rowerowy do sezonowego promu w Łomiankach.