Gmina Łomianki jako samodzielna jednostka administracji terytorialnej powstała w wyniku reformy administracyjnej dopiero w 1955r. Poprzednio jako wieś wraz z sąsiednimi wsiami wchodziła w skład gminy Młociny, której władze zajmowały nieistniejący już budynek przy obecnej ul. Muzealnej, a po wojnie w pobliżu dzisiejszej ul. Dzierżoniowskiej. Ostatnim przedwojennym wójtem gminy Młociny był pochodzący z Łomianek Antoni Bogdański, dziadek Cezarego Bogdańskiego – radnego 1-szej kadencji Rady Miejskiej w Łomiankach, wybranego w pierwszych powojennych wolnych i demokratycznych wyborach 1990r. Antoni Bogdański urodził się 2-go czerwca 1900r. jako jedno z pięciorga dzieci w rodzinie, mając za rodzeństwo trzech braci i siostrę Genowefę. Gdy wybucha wojna polsko-bolszewicka 1920r. bierze czynny udział w obronie Ojczyzny za co otrzymuje m.in. Brązowy Krzyż Walecznych. Zwolniony ze służby wojskowej w stopniu porucznika wraca do Łomianek poświęcając się służbie krajowi na niwie cywilnej.

16-wojt-antoni-bogdanski

Fot.1 Antoni Bogdański, wójt wsi Łomianki w latach 1937-1939

Znając z czasów niedawnej wojny niszczycielską siłę ognia zdaje sobie sprawę jakie potencjalne niebezpieczeństwo może zagrażać drewnianej zabudowie rodzinnych Łomianek. Pełen gorliwego patriotyzmu i chęci służenia dobru publicznemu, zakłada w połowie lat dwudziestych, pierwszy miejscowy oddział Ochotniczej Straży Pożarnej. Wraz ze swym przyjacielem Feliksem Bentynem wspólnie zabiegają o wybudowanie remizy strażackiej i odpowiednie wyposażenie oddziału w sprzęt gaśniczy, a zwłaszcza w jego podstawowy element czyli pompę strażacką. Działania te wkrótce uwieńczone zostają sukcesem, a przedmiotem szczególnej dumy staje się nowiuteńka remiza zlokalizowana tuż obok domu Bogdańskiego na działce przy ul. Warszawskiej, pomiędzy obecnymi ulicami Racławicką a Działkową.

Fot. 2 Oryginalna, przedwojenna tabliczka z domu A. Bogdańskiego

Antoni swój czas umiejętnie dzieli pomiędzy pracę społeczną i zarobkową, początkowo pomagając swemu ojcu w piekarni działającej naprzeciwko ich domu mieszkalnego, a w jakiś czas po tym, otwierając na swojej działce własny sklep spożywczy. W tym samym czasie zawiera związek małżeński z Franciszką, córką Zofii i Antoniego Grzelewskich, Ze związku tego przychodzi na świat dwoje bliźniąt, synowie Tadeusz i Mieczysław a po nich w 1935r. trzeci syn Marian. Cieszący się dużym autorytetem i zaufaniem społecznym Antoni w 1937r. zostaje wybrany na wójta gminy Młociny. Ostatnie lata przed wybuchem wojny to trudny okres. Jest to czas narastającej fascynacji tutejszych niemieckich kolonistów płynącymi z Niemiec, od czasu dojścia do władzy Hitlera, faszystowskimi ideami narodowego socjalizmu. Powstaje podziemna komórka NSDAP, znajdująca swą główną ostoję wśród Kolonistów z Dziekanowa Niemieckiego, obecnie Leśnego, a ich herszt, rolnik z Kępy kiełpińskiej, niejaki Korzanowski, organizuje im nocami tajne ćwiczenia tuż pod bokiem majątku wojewody warszwskiego Jaroszewicza w Łomnie. Bogdański, biegły w wojskowym rzemiośle bacznie obserwuje poczynania faszystów i nie wykluczone, że to właśnie dzięki jego czujności w 1938r. Korzanowski na jakiś czas ląduje za kratkami. Tuż przed wojną 1939r. znów kilku innych faszystów trafia do pudła, lecz szybki postęp wojsk niemieckich agresorów uwalnia ich z więzienia. Żądni zemsty koloniści natychmiast po wkroczeniu wojsk wydają wójta Bogdańskiego w ręce gestapo. Wraz z Antonim Bogdańskim gestapo aresztuje jego żonę Franciszkę, właściciela sklepu monopolowego Antoniego Królaka, kupców Władysława Kowalskiego i Jana Paziewskiego, z Prochowni producentów cegły Zbigniewa Przybylskiego wraz z ojcem z Kępy Kiełpińskiej Józefa Struzińskiego, edmunda Skarbka i rolnika Tadeusza Falińskiego i z Burakowa sklepikarza Leona Rurkę i Stanisława Mamaja. Całą grupę przetrzymano przez noc w policyjnym areszcie przy ul. Warszawskiej na posesji p. Jabłońskich, a następnie przewieziono na Pawiak. Dnia 14-go sierpnia 1940r. wszystkich więźniów z Pawiaka w tym Antoniego Bogdańskiego pierwszym transportem wywieziono do Oświęcimia, gdzie przybyli następnego dnia. Żona zwolniona z Pawiaka wraca do Łomianek, zaś Antoni w Oświęcimiu otrzymuje obozowy numer 2426.

Fot.3 Dom Bogdańskich przy Warszawskiej, stan współczesny

Po jakimś czasie zostaje przeniesiony do obozu koncentracyjnego Neuengamme na terenie Rzeszy, dostając nowy numer więzienny 18460. Dnia 23-go kwietnia 1945 r. hitlerowcy ewakuują obóz, przewożąc ponad 9000 więźniów, głównie Rosjan i Polaków, w tym część jeńców z Powstania Warszawskiego pociągami na zakotwiczone w Zatoce Lubeckiej trzy statki pasażerskie. Bogdański wraz z 2800 więźniami, 26 kwietnia 1945r. w wielkim ścisku, po dwunastu lub czternastu w dwuosobowych kajutach, zostaje zaokrętowany na statek „Thielbeck”. W towarzystwie dwu innych jednostek, „ Cap Arconie” z 4600 więźniami na pokładzie i „Athen” z 1988 więźniami, konwój zawija na redę portu Neustadt. Jest 3 maj 1945 r., zbliża się koniec wojny, Hitler już nie żyje, wojska brytyjskie zbliżają się do miasta, lotnictwo RAF rozpoczyna szeroką operację przeciwko niemieckiej flocie. Alianci kierują do Niemców żądanie, by wszystkie pływające jednostki natychmiast zawinęły do najbliższego portu, w przeciwnym wypadku zostaną uznane za obiekty wojskowe i zaatakowane.

Pomimo ostrzeżenia, nie wykluczone, że celowo, „Thielbeck” pozostaje na redzie. Około godz. 14.30 dziewięć angielskich bombowców typu Typhoon z 198 dywizjonu RAF sądząc, że mają do czynienia z wojskowym transportem, w locie nurkowym atakują bombami dwie jednostki wroga. Bomby spadają na liniowiec „Cap Arconie” i „Thielbeck”, oba stają w płomieniach. Trafiony w śródokręcie „Thielbeck” tonie w pół godziny, załoga opuszcza na wodę szalupy, lecz piloci rażą je ogniem broni pokładowej. Nikogo nie interesuje los zamkniętych pod pokładem więźniów. Tylko 50-ciu najsilniejszym, w tym 22 Polakom, udało się wydostać i dopłynąć do brzegu. W kilka godzin później do portu Neustadt wkraczają Brytyjczycy. W sumie życie straciło wtedy ponad 8 tysięcy więźniów i jeńców. Przez kilka następnych dni morze wyrzucało na brzeg setki nadpalonych zwłok, które chowano w masowych grobach. Być może właśnie wśród nich spoczywa nasz przedwojenny wójt, który o ironio losu, przeżywszy ponad pięć lat obozowego koszmaru, utracił życie na progu wolności, i to z rąk aliantów!

W czasie procesu oprawców z obozu Neuengamme w kwietniu 1945r. szef SS i policji w Hamburgu von Bassewitz-Behr przyznał: „zgodnie z rozkazem, więźniowie ci mieli być zabici”. Brytyjski atak tragicznie przybliżył więc to, co i tak było wcześniej zaplanowane.

Kazimierz Medyński