Przyglądając się nowej historii Łomianek nie sposób pominąć milczeniem rolę, jaką w powojennych latach odegrała dla gospodarki naszego terenu Gminna Spółdzielnia Zaopatrzenia i Zbytu „Samopomoc Chłopska”. Kto przeżył swój czas pełnej świadomości społecznej i aktywności życiowej w warunkach jakie wynikały z faktu bycia obywatelem PRL-u ten doskonale pamięta, że ustrój ustrojem, zniewolenie zniewoleniem, zależność zależnością a tak czy inaczej żyć trzeba było. Ci, którzy dziś tak łatwo potępiają w czambuł wszystko co działo się w Polsce przez 44 lata tak zwanej „ludowej demokracji” zapominają, że także byli uczestnikami owego doświadczenia, przez które przeszedł nasz cały, niemal 40-to milionowy naród i że nie wszystko było wyłącznie czarne ale istniała cała paleta kolorów z białym włącznie. Jeśli tak by nie było, to pierwsi dla przykładu, powinni zrezygnować ze zdobytych wówczas dyplomów i tytułów naukowych zwłaszcza, że większość by je uzyskać musiała zdawać obowiązkowy egzamin ze znajomości całego szeregu ideologicznych przedmiotów, począwszy od „Nauki o Konstytucji” w szkole średniej, po „Ekonomię Polityczną” w czasie studiów. Wysiłek milionów ludzi, by w tym kraju pomimo różnych dokuczliwych ograniczeń i uwarunkowań dało się żyć i funkcjonować w miarę normalnie nie poszedł jednak na marne. Widać to jasno porównując dzisiejszą Polskę do sytuacji u naszych niektórych sąsiadów, borykających się nadal ze spuścizną po trwającym dwukrotnie dłużej i bardziej dokuczliwym niż u nas minionym okresem. Jedną z form gospodarki funkcjonującej w socjalizmie i z tego powodu postrzeganej przez ignorantów jako zjawisko negatywne była spółdzielczość. To zasadniczy błąd skutkujący do dziś społeczną niechęcią do samego słowa „spółdzielnia”. Jak byśmy nie oceniali tej formy gospodarowania, musimy uznać fakt, że wobec programowego niszczenia przez państwo, z powodów doktrynalnych, prywatnej przedsiębiorczości i centralnemu sterowaniu gospodarką, dzięki spółdzielczości jednak dało się w PRL-u łatwiej coś kupić, sprzedać, wyprodukować, zbudować itp…

Gospodarstwo kolonisty Byschoffa, w którym ulokowano GS

Nie był to wymysł sowiecki

Spółdzielczość jako dobrowolne, apolityczne zrzeszenie grupy osób pragnących razem realizować jakieś przedsięwzięcie ekonomiczne nie była wymysłem sowieckim lecz narodziła się w połowie XIXw. w państwach Europy Zachodniej / Anglia, Rochdale 1843r./. Z historii tego ruchu wiadomo, iż np. ojczyzną spółdzielni kredytowych były Niemcy, spółdzielni mleczarskich Dania, zaś spółdzielni handlu rolnego Francja i już na początku było ich tak wiele, że w 1895r. postanowiono powołać pierwszy Międzynarodowy Związek Spółdzielczy. Na ziemiach polskich pierwsza organizacja typu spółdzielczego pojawiła się nieco wcześniej i było to założone w 1816r. przez księdza Stanisława Staszica „ Hrubieszowskie Towarzystwo Rolnicze Ratowania się Wspólnie w Nieszczęściach”. Historię prawdziwej polskiej spółdzielczości zaczynamy jednak liczyć nieco później, od powstałych w zaborze pruskim spółdzielni finansowych a następnie w zaborze austriackim spółdzielni zaopatrzenia i zbytu, których pionierami byli również duchowni jak ks. A. Szamarzewski i ks. P. Wawrzyniak. Przełom wieków wnosi do historii polskiej spółdzielczości kilka znamiennych dat, bowiem w 1890r. Franciszek Stefczyk zakłada w Czernichowie pierwszą na tym terenie Spółdzielnię Oszczędnościowo-Pożyczkową, w 1902r. powstaje w Toruniu pierwsza Spółdzielnia Mieszkaniowa, zaś w Warszawie w 1908r. założona zostaje spółdzielnia spożywców „Społem”. Wszystkie one zmieniając po drodze nieco swe nazwy, z powodzeniem funkcjonują do dnia dzisiejszego. Następne lata przynoszą dalszy rozwój różnych form polskiej spółdzielczości oraz wzrost ich liczby tak, że według danych statystycznych, w roku 1937 mamy już 2972 spółdzielnie zrzeszające ok. 350 tyś. członków. W okresie wojny szczególne zadanie przypadło Spółdzielni „Społem”, kiedy to okupant niemiecki powierzył jej zadanie aprowizacji ludności, nie mniej ruch spółdzielczy ogólnie nastawiony był wówczas głównie na przetrwanie.

W powojennej Polsce, narzucona przez Związek Radziecki forma ustrojowa uczyniła ze spółdzielczości jeden z filarów gospodarki socjalistycznej co poważnie wypaczyło jej pierwotne zasady funkcjonowania. Podczas gdy w warunkach konkurencji wolnorynkowej spółdzielnie musiały przynosić zysk swym członkom i upadały gdy były nierentowne, to w socjalizmie ze względów ideologicznych nierentowne spółdzielnie dotowało państwo, czyli pozostali obywatele.

Już w grudniu 1944r. na terenach administrowanych przez t,zw. Rząd Lubelski zwołany zostaje Kongres Chłopski, na którym powołano Związek Samopomocy Chłopskiej z zadaniem wspierania powstających w terenie Gminnych Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu „Samopomoc Chłopska”. Jak mocno upolityczniono wówczas spółdzielczość niech świadczy zapis z pierwszego Statutu GS „SCh” gdzie w Rozdziale II „Cele i działalność Spółdzielni” par. 3 czytamy: „Celem działalności Spółdzielni jest : 1) umacnianie sojuszu robotniczo-chłopskiego i pogłębianie spójni gospodarczej klasy robotniczej z pracującym chłopstwem oraz podnoszenie dobrobytu i kultury pracujących chłopów przez rozwijanie uspołecznionego handlu na wsi, 2) wypieranie elementów kułacko-spekulanckich z obrotu towarowego między miastem i wsią, 3) niesienie pomocy mało i średniorolnym chłopom w wykonaniu ich zadań produkcyjnych 4) pomnażanie mienia spółdzielczego, pogłębianie form kolektywnej pracy i troski o wspólne dobro, wzmacnianie czujności członków w wykrywaniu i likwidacji działalności wrogiej interesom pracujących chłopów i Państwa Ludowego.”

Zniszczony wojną kraj pilnie potrzebował odbudowy wszystkich dziedzin życia a przede wszystkim gospodarki. Brakowało wszystkiego a słaby i programowo marginalizowany sektor prywatny nie był w stanie sprostać potrzebom nienasyconego rynku. W tej sytuacji naturalnym wymogiem chwili było samozorganizowanie się lokalnych społeczności dla zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb i niezależnie od otoczki ideologicznej, taką drogą była spółdzielczość i tę drogę wybrały nasze Łomianki.

Odbudować zniszczoną gospodarkę

Adam Krukowski

W połowie lutego 1945 r. ówczesny prezes Zarządu Głównego Związku Samopomocy Chłopskiej tow. Fedecki zwołuje na Ursynowie Zjazd Związku. W Łomiankach delegatem gminy na Zjazd zostaje wybrany znany mieszkaniec Dąbrowy pan Jan Makólski. Pełen zapału do pracy i pomysłów na działalność takiego Związku na naszym terenie, po powrocie ze Zjazdu organizuje 21-go lutego pierwsze zebranie informacyjno-organizacyjne. Druga część zebrania ma już rangę zebrania założycielskiego i tak powstaje Gminne Koło Związku Samopomocy Chłopskiej w Łomiankach, z zdaniem szeroko pojętej obsługi rolnictwa. Wybrany zostaje Zarząd Koła w składzie Stanisław Wyczółkowski, Dąbrowski, Król oraz Komisja Rewizyjna, do której weszli Ludwig, Makólska i Król. Pierwszym krokiem Zarządu było sprowadzenie i dystrybucja nasion siewnych oraz pomysł utworzenia na terenie gminy Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu. Znów jak za czasów wojny, gdy trzeba było z bronią w ręku walczyć o odbudowę niepodległość państwa, instynkt społecznikowski nakłonił do działania kilku tutejszych obywateli gotowych tym razem do odbudowy gospodarki zniszczonego kraju.

Stanisław Baran

Widząc zielone światło dla organizowania spółdzielczości chłopskiej na poziomie gminy, mając wsparcie nowo powstałego Koła ZSCh i lokalnych władz PPS, w połowie 1945r. powołują oni grupę inicjatywną założycieli Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Tym pierwszymi, którzy podjęli nowe wyzwanie byli: Stanisław Baran – członek PPS, były żołnierz AK ps. „Wacław”, Adam Krukowski – przedwojenny pepeerowiec, ojciec trzech żołnierzy AK „Grupy Kampinos”, Stefan Gocławski – lokalny, działacz gospodarczy, Stanisław Matuszewski – współzałożyciel łomiankowskiej OSP a podczas wojny cywilny zaopatrzeniowiec „Grupy Kampinos” i Kazimierz Zawitaj – żołnierz AK ps. „Wit”.. Widząc szansę dla zainicjowanego przedsięwzięcia, wkrótce dołączyło do nich dalszych 19-tu zapaleńców, wśród nich kierownik miejscowej Szkoły Podstawowej Teofil Jeziorski i tak rozpoczął się, trwający już blisko 70 lat, okres działalności, rozwoju, wzlotów i upadków naszej Spółdzielni, która była ongiś najważniejszym elementem tutejszego krajobrazu gospodarczego.

 

Kazimierz Zawitaj

Działalność gospodarczą tutejszego „GS-u”, jak w skrócie zaczęto nazywać łomiankowską Spółdzielnię „Samopomoc Chłopska”, rozpoczęto od otwarcia niewielkiego, wielobranżowego sklepiku na parterze nieistniejącego już domu p. Kąkolewskich przy zbiegu ulic Warszawskiej i Wiślanej, w miejscu funkcjonowania obecnej placówki banku PEKAO. S.A. i uruchomienia bazy magazynowej. Pierwszy magazyn „GS-u” działał do 1948r. na terenie „aluminiówki”- obecnie POLMO S.A. a następnie w 1949r. przeniesiony został do gospodarstwa po byłym koloniście Byschoffie przy ul. Kasztanowej, gdzie mieści się do dnia dzisiejszego. Biuro zajmowało część I-go piętra w domu Kąkolewskich. Pierwszy spółdzielczy sklep był typowy dla tamtych czasów, gdy sprzedawano razem przysłowiowy „szwarc, mydło i powidła”, czyli towary i produkty rolnicze, artykuły gospodarstwa domowego, artykuły chemiczne, wyroby tekstylne, art. spożywcze, papiernicze it.p. Wraz z otwartym w 1948r. drugim, ogólnospożywczym sklepem PCH /Państwowej Centrali Handlowej z siedzibą w Warszawie/ zlokalizowanym na parterze prawego skrzydła budynku administracyjnego „aluminiówki”, stanowiły wówczas dwa główne źródła zaopatrzenia naszych mieszkańców, posiadające nieco bogatszą ofertę handlową niż kilka innych, wegetujących w terenie prywatnych sklepików.

Na koniec 1945r. Spółdzielnia liczyła już ok. 200 członków a jej ambitne plany zapowiadały dalszy szybki rozwój. Czujne władze nie mogły jednak zrezygnować ze ścisłej kontroli nad rozwojem spółdzielczości, zaczęły więc rosnąć kolejne „czapki” by maksymalnie scentralizować wszystkie decyzje i pozbawić terenowe ogniwa jakiejkolwiek samodzielności. Już rok później, w 1946r. powstaje pierwsza „czapka” w postaci Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni, zaś w maju 1948r. sejm uchwala ustawę o kolejnej „czapce” nazwanej Centralnym Związkiem Spółdzielczym. Tak podporządkowawszy sobie spółdzielczość, kierowana przez Edwarda Ochaba Naczelna Rada owego CZS wyodrębniła 8 branżowych central spółdzielczych i od tej pory „GS-y” zaczęły podlegać branżowej Centrali Rolniczych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Po 1948 roku już cała wieś polska była pokryta jednolitą siecią Gminnych Spółdzielni.

Na przekór pesymistom

Stanisław Matuszewski

 

Stefan Gocławski

Wielu ciekawych informacji o pionierskiej działalności łomiankowskiego „GS-u” dowiadujemy się z zachowanego, archiwalnego wystąpienia ówczesnego sekretarza Rady Nadzorczej Spółdzielni pana Kazimierza Zawitaja /prezesem Rady był wówczas Eugeniusz Mamaj/, wygłoszonego w 1960r. z okazji 15-to lecia Spółdzielni. Czytamy w nim m.in.: „…Zanim rozkręcił się pierwszy sklep, już realizowano dalsze plany, zakładając filie w Laskach, Placówce i Młocinach. Pesymiści nie wróżyli spółdzielcom sukcesów a Spółdzielni długiego żywota, argumentując przykładem chylącej się ku upadkowi, sąsiedniej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej w Wawrzyszewie. Jakby na przekór pesymistom, łomiankowska Spółdzielnia przejęła wawrzyszewską w związku z czym doszły nam dwa sklepy /w Radiowie i Wawrzyszewie/ oraz piekarnia w Wawrzyszewie. Jednocześnie zorganizowano w Łomiankach ośrodek maszynowy i wypożyczalnię maszyn rolniczych….Dziś /t.j. w 1960r. red./ G.S. Łomianki liczy 720 członków, obejmuje zasięgiem obszar dwu Gromadzkich Rad Narodowych i zaopatruje 8 tyś mieszkańców….Ludność rolnicza owego obszaru gospodarczego, licząca ok. 30% populacji, gospodarzy sobie całkiem nieźle, skoro w terminie i w całości wywiązuje się z dostaw obowiązkowych odstawiając 80 t żyta, 105 t ziemniaków oraz 106 t żywca. Dotychczasowi pesymiści z dumą obecnie podkreślają, że dziś G.S. Łomianki posiada 15 sklepów różnych branż, 3 zakłady produkcyjne, rozlewnię piwa, masarnię, magazyn nawozów sztucznych z zainstalowaną wagą wozową a nawet lokal gastronomiczny /gospoda „Mazowiecka” przy ul. Warszawskiej red./. Sklepy spożywcze zaopatrzone są w szafy i lady chłodnicze. W ubiegłym roku Spółdzielnia kupiła samochód ciężarowy, lecz niestety wóz został zaanektowany przez P.Z.G.S. w Nowym Dworze Maz.” Tu dodajmy uzupełnienie, iż wśród wymienionych sklepów funkcjonowała połączona ze sklepem papierniczym pierwsza i jedyna na naszym terenie księgarnia a kilku współpracujących z nią tutejszych kolporterów docierało z książkami bezpośrednio do domów na terenie całej gminy. Wróćmy jednak do przerwanego sprawozdania. „…Zaopatrzenie Spółdzielni powierzono hurtowni w Nowym Dworze Maz., odległym od Łomianek o 20 km….Zarząd Spółdzielni kołacze o bliższy przydział zaopatrzenia , w stołecznych hurtowniach, miejmy więc nadzieję, że „odgórniacy” ujmą Łomiankom niepotrzebne kilometry. Sprawa oszczędności na transporcie ma szczególne znaczenie dla miejscowego budownictwa, ponieważ powstają tu jak grzyby po deszczu domy, domki i domeczki więc zapotrzebowanie na budulec jest ogromne. Tymczasem w przydzielonej hurtowni w Nowym Dworze brak często wielu materiałów jak n.p. siatek ogrodzeniowych, pokryć dachowych i t.p. Poza wspomnianymi już sklepami i zakładami, G.S. Łomianki prowadzi wypożyczalnię sprzętu gospodarstwa domowego, organizuje kursy kroju i szycia, ma fachową bibliotekę, zakłada spółdzielnie uczniowskie. Na działalność kulturalno-oświatową wydatkuje rocznie 40.000 zł, często organizuje wycieczki do teatrów, kin, na wystawy i t.p. O prawdziwie kupieckim podejściu Spółdzielni do klienta, świadczy sklep konfekcyjny gdzie każdy garnitur, czy sukienka dopasowywane są, gdy zachodzi potrzeba, u warszawskich krawców bez dopłat ze strony kupującego. Obecnie budujemy własny, nowy sklep spożywczy i 2 sklepy – baraki, urządzamy magiel elektryczny i punkt cięcia drzewa. Planuje się rozbudowę rozlewni piwa /jej kierownikiem został Władysław Kostrzewa przyp. red./ i wód gazowych, budowę magazynu nawozów i utwardzenie nawierzchni składnicy opału. Powstanie również nowoczesny lokal gastronomiczny a także projektowana jest budowa wiejskiego domu towarowego /zarezerwowano plac u zbiegu ul. Warszawskiej i Wiślanej/. Do 1955r. Spółdzielnia pracowała na stratach, od pięciu lat wypracowuje już pokaźne zyski i wyrównała straty ubiegłych lat….Oto ilustracja cyfrowa: rok 1955 – straty 1.024.000 zł, rok 1961 – przewidywany zysk 500,000 zł. Do roku 1955 obroty wynosiły 600.000 zł, obecnie ponad 2.000.000 zł rocznie.” Jak widzimy z cytowanego sprawozdania a większość pamięta to z własnych doświadczeń, dzięki „GS-owi” coś się jednak w tych Łomiankach działo, nie mniej w sposób namacalny natrafiamy na wspomniany wcześniej fenomen gospodarki socjalistycznej, gdzie Spółdzielnia przynosząca przez 10 lat /!/ same straty nie miała prawa splajtować i żyła z państwowego garnuszka, czyli z naszych podatków.

Począwszy od pionierów

Biuro GS-u, 1961 r.

Pracownicy spółdzielni, 1961 r. Siedzą od lewej: Mikołaj Atys, Stefania Medyńska, Janina Padzik,(?) Stoją: Ryszard Wojciechowski, Stanisław Gryziak, Krystyna Zdanowska, (?), Władysław Kostrzewa,(?),(?),

Według zachowanych dokumentów, pierwszym prezesem Zarządu Spółdzielni był w latach 1945-1948 Stanisław Baran, zaś v-ce prezesem mieszkaniec Dąbrowy Leśnej, Adam Krukowski. Na ich barkach spoczął więc największy trud organizacyjny i gdyby właśnie nie przynależność partyjna prezesów, cała grupa założycielska miała by niewątpliwie trudniejszy start. Na początku 1949r. kolejnym prezesem zostaje kierownik Państwowego Domu Dziecka w Dąbrowie, bratanek znanego właściciela ziemskiego Mieczysława Czerwińskiego – Zbigniew Czerwiński. Za jego kadencji biuro „GS-u” przeniesione zostaje z domu Kąkolewskich do zabudowań po niemieckim koloniście Andrzeju Byschoffie przy ul. Kasztanowej, gdzie jak wcześniej wspominaliśmy od 1949r. funkcjonowała przeniesiona z „aluminiówki” baza towarowo-materiałowa. Prezesura Z. Czerwińskiego trwała do kwietnia 1959r. ponieważ po wykryciu zawinionych prze niego nieprawidłowości w jednym z poprzednich miejsc pracy, tu właśnie dosięgła go „ręka ludowej sprawiedliwości”. Po aresztowaniu, następnym prezesem zostaje znany w Łomiankach nauczyciel Mikołaj Atys. Człowiek pogodny, o wysokiej kulturze osobistej i bogatej przeszłości konspiracyjnej, który za swą akowską przeszłość jako ppor. „Lepa” w zgrupowaniu „Głuszec” w grójeckim, doznawał od zakończenia wojny rozmaitych szykan ze strony bezpieki. Przez pewien czas próbował utrzymać się w zawodzie nauczyciela, lecz w końcu zmuszony został w 1952r. do odejścia ze szkolnictwa znajdując zatrudnienie w „Łączności”, gdzie jako szeregowy pracownik ekipy radiofonii przewodowej wchodził na słupy, zakładając ludziom głośniki radiowe, zwane popularnie „kołchoźnikami”. W wyniku postępującej „odwilży” władze zmieniły nieco politykę kadrową, to też 13.04.1959r. Mikołaj Atys został nowym prezesem Spółdzielni i piastował to stanowisko przez kolejne 6 lat. Dla łomiankowskiej Spółdzielni nie były to łatwe czasy. By uchronić ją od plajty na skutek spadającej rentowności, należało natychmiast podjąć jakieś radykalne działania naprawcze. Podobnie jak kiedyś, gdy nasz „GS” wchłonął upadającą Spółdzielnię w Wawrzyszewie, ratunkiem stało się połączenie łomiankowskiej Spółdzielni z dobrze stojącą ekonomicznie Spółdzielnią w Czosnowie. Konsekwencją połączenia obu Spółdzielni w jedną jednostką była nie tylko zmiana nazwy na „GS” Czosnów ale przeniesienie biura do odległego Czosnowa co wywołało zrozumiałe niezadowolenie wśród łomiankowskich pracowników. Od 1965r. prezesem połączonych Spółdzielni został Marian Mamaj z Czosnowa. Wielki niepokój wśród mieszkańców wywołała wtedy pogłoska także o możliwości przeniesienia bazy magazynowej, na szczęście były to tylko plotki i popularnie zwany „skład” pozostał na starym miejscu. Dla mieszkańców Łomianek i okolic było to bardzo ważne, bowiem tu przez lata kupowaliśmy węgiel, koks, materiały budowlane, nawozy sztuczne, środki ochrony roślin i wiele innych towarów. Trzeba pamiętać, że w czasach reglamentacji większość towarów kupowało się na t.zw. „przydział” i do tego w ograniczonej ilości. Nie wystarczyło mieć pieniądze na towar /mowa o legalnej drodze, bo „na lewo” było wszystko ! / ale należało złożyć do Gminy odpowiednio umotywowane p

Pracownicy GS-u przed wejściem do biura, 1961 r.

odanie z prośbą o przydział danego „dobra”, najlepiej poparte przez jakieś ważne „czynniki” z dużą ilością pieczątek, a tam specjalna komisja złożona z gminnych radnych , decydowała komu, co i ile „GS” może sprzedać. Dziś wierzyć się nie chce jakie koszmarne głupoty wypisywali ludziska w swych podaniach, by uzasadnić konieczność zakupu worka cementu lub rolki papy! W owych czasach łomiankowska Spółdzielnia była znaczącym w gminie, dużym pracodawcą, dającym pracę nie tylko w biurach i magazynach ale całej rzeszy sprzedawców zatrudnionych w licznych sklepikach rozsianych w terenie. Często w szeregach pracowników znajdowało się po kilku członków jednej rodziny, a że Łomianki były wówczas niewielkie, zawsze miało się kogoś, ktoś pracował w „GS-ie”. Spośród wielu zasłużonych dla Spółdzielni pracowników o nazwiskach szczególnie znanych tutejszemu społeczeństwu, trzeba wymienić choćby dwu wiceprezesów, których życiorysy trwale zrosły się z historią naszego „GS-u”. Do takich niewątpliwie należał były żołnierz „Grupy Kampinos” ps. „Mały” Józef Czerwiński oraz były żołnierz Kompanii Młodzieżowej AK Jerzy Regulski ps. „Grzmot”, który przepracował w Spółdzielni równe 40 lat. Rdzenni mieszkańcy Łomianek do dziś życzliwie wspominają ich solidność i otwartość podczas załatwiania swoich spraw w biurze „GS-u”. Dziwnym dziś się wydaje, że niezależnie od czasów, praca naszych spółdzielców nakierowana była zawsze dla dobra innych z pominięciem własnych wygód. Spójrzmy na siedzibę biura „GS-u”, która pomimo upływu tylu lat pozostała nadal skromna i nikogo nie kłuje w oczy swym okazałym wyglądem. To efekt gospodarności, który w okresie prosperity nakazywał inwestować każdy grosz w obiekty służące ogółowi a nie w podkreślanie swego prestiżu.

Nie samym chlebem

Sklep GS Warszawska róg Wiślanej

Reklama „z epoki” towaru „dostępnego” w GS-ie

Jednak działalność Spółdzielni nie ograniczała się tylko do handlu. Podobnie jak w innych przedsiębiorstwach owego czasu, również w „GS-ie” kwitło życie zbiorowe organizowane dla pracowników i ich rodzin. Młoda „władza ludowa” maksymalnie starała się podlizać narodowi, co dla wielu miało także swe dobre strony. Rozwijając poprzez Centralną Radę Związków Zawodowych akcję wypoczynku i rekreacji dla „świata pracy” poprzez powołanie instytucji Funduszu Wczasów Pracowniczych nie zapomniano o obdarowaniu Central Spółdzielczych domami zrabowanymi dotychczasowym właścicielom z przeznaczeniem na Domy Wypoczynkowe. Oczywiście nie omieszkano tego faktu obficie podlać sosem ideologiczno-propagandowym, od którego dziś aż dech zapiera w piersiach. I tak w „Przewodniku Wczasów FWP” z roku 1950 na stronie 4 czytamy: „ stały wzrost produkcji i wydajności prac, stworzył podstawy ekonomiczne dla podniesienia stopy życiowej mas pracujących, dzięki czemu mogła się rozwijać m.in. organizacja wczasów pracowniczych. Zupełnie inny obraz przedstawia sytuacja mas pracujących w krajach kapitalistycznych i zmarshalizowanych. Stała obniżanie stopy życiowej w wyniku zniżki zarobków i dewaluacji pieniądza, bezrobocie, coraz większa nędza, aresztowania, rozstrzeliwania, tortury fizyczne w więzieniach i obozach – to rezultaty gospodarki imperialistów i ich prawicowych agentów – socjalistów.” Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w te stosy rozstrzelanych, zalegające ulice zachodnich miast ale za ceną przytakiwania głoszonym bredniom, bardzo chętnie jeździł na tani wypoczynek. I o to właśnie chodziło bowiem „Stwarzając warunki dla pełnej regeneracji sił robotników i pracowników,…wczasy winny przyczyniać się jednocześnie do zaostrzenia czujności i wzmożenia walki klasowej przez należycie postawioną pracę kulturalno-polityczną w domach wczasowych” jak wyjaśnia nam kolejny cytat z owego, nieocenionego „Przewodnika”. Wśród pracowników łomiankowskiej Spółdzielni takimi najbardziej popularnymi miejscami wypoczynku były dwa domy CRS w Krynicy Górskiej i Krynicy Morskiej. Podczas gdy CRS specjalizowała się w organizowaniu przeróżnych szkoleń i kurso-konferencji, to domeną PZGS-u był zakup zbiorowych biletów do kin teatrów, oraz na różne inne imprezy a także organizowanie wycieczek krajoznawczych, nawet kilku w ciągu roku. Chyba pierwszą, w której najwięcej miejsc dostał „GS” Łomianki, była zorganizowana przez PZGS w sierpniu 1954r. kolejowa wycieczka do Gdyni i Gdańska połączona z rejsem po porcie. W następnych latach podróżowano

„Elegancka” witryna sklepu GS

już tylko autokarem i to nie tylko po całym kraju ale nawet do „przygranicznej strefy turystycznej” w Czechosłowacji. Poza wspomnianymi formami rekreacji, własnymi siłami organizowano dla pracowników okolicznościowe zabawy dla dorosłych i imprezy dla dzieci. Tradycyjnym, corocznym obowiązkiem „GS-u” była obsługa wszystkich świąt i uroczystości państwowych a zwłaszcza obchodów Święta Pracy 1-go Maja i Święta Odrodzenia Polski 22-go Lipca w zakresie podstawowego zaopatrzenia i godziwej rozrywki dla mas. Na te okazje, świętowane zazwyczaj w plenerze, podstawiano ciężarówki z alkoholem i oranżadą / ciepłą i bez gazu !/, czasami sprzedawano kiełbasę, rzadziej pomarańcze, zaś obowiązkowo ustawiano stoiska z książkami i organizowano loterię książkową.

Gierkowska dekada

Era gierkowska 1970-1980r., to dla spółdzielczości najlepsze lata, rozwija się sieć nowych placówek handlowych, powstają pierwsze wielobranżowe sklepy wielkopowierzchniowe, jak stojący do dziś, otwarty 1-go kwietnia 1974r. pawilon przy zbiegu ul. Warszawskiej i Wiślanej /MARCPOL, obecnie Biedronka/. W lutym 1976r. G.S. „Samopomoc Chłopska” w Czosnowie razem z Łomiankami zostaje przyłączona do Warszawskiej Rejonowej Spółdzielni „S.Ch”, która funduje nam również przy ul. Warszawskiej podobnie duży, drugi pawilon / kiedyś GLOBI/. W tamtym okresie była to prawdziwa rewolucja handlowa jeśli chodzi o sposób ekspozycji towaru i jego sprzedaż na wsi. Nareszcie w Łomiankach powiało znanym z zachodnich filmów szerokim światem, gdzie mieszkańcy mogli się zapatrzyć w wiele towarów pod jednym dachem. Nic też dziwnego, że otwarcie nowego pawilonu odbyło się z wielką pompą przy udziale najwyższych lokalnych czynników partyjnych, spółdzielczych i gminnych. Drugi pawilon otwierano równie uroczyście. W pamięci mieszkańców pozostało z dnia otwarcia, wrażenie pustej w środku, obszernej sali, z lichymi stoiskami przyklejonymi do okalających ją ścian, świadectwo całkowitej nieumiejętności zagospodarowania powierzchni handlowej. Minęło kilka dobrych miesięcy nim na środku powstało wreszcie stoisko owocowo-warzywne, jednak pawilon ten nigdy nie dorósł w oczach mieszkańców do rangi swego poprzednika.

Budowa pawilonu GS, 1974 r.

Próba czasu

Nadszedł rok 1980 a z nim powstanie NSZZRI „Solidarność”. Od samego początku działalności Związek postanowił odbiurokratyzować wiejską spółdzielczość próbując rozbić dotychczasowe „czapki” czyli kolejne, centralne szczeble administracji. Niestety, stan wojenny i ogólna stagnacja gospodarcza kraju były początkiem upadku „Samopomocy Chłopskiej”.

Po zmianach ustrojowych bilans naszej Spółdzielni, tkwiącej jeszcze w strukturach WSR, wykazał w 1990r. znów duże straty. Postanowiono więc je pokryć ze sprzedaży za 370 ml. zł niedokończonego pawilonu bankowi PKO, jednocześnie podjęto kroki zmierzające do oddzielenia się od WRS, co nastąpiło w marcu 1991r. z jednoczesną zmianą nazwy na Łomiankowska Spółdzielnia Handlowo-Usługowa „Samopomoc Chłopska”, której prezesem został Albin Ocipka. Zmianie organizacyjnej towarzyszyło także bardzo trafne posuniecie ekonomiczne, bowiem pusty dotąd plac na zapleczu I-go pawilonu, zagospodarowano w 1992 roku pod funkcjonujący do dziś, ku zadowoleniu i wygodzie mieszkańców- „Bazar Handlowy”. Od 1994r. stanowisko prezesa piastuje zasłużony ongiś w uzyskaniu przez Łomianki praw miejskich i pierwszy ojciec tego miasta na przełomie lat1989-1990 -Wiesław Bochenek W pierwszych latach przełomu regres dotknął nie tylko Łomianki ale całą spółdzielczość wiejską w skali kraju i tak np. z liczby 75000 sklepów, po 1992r pozostało zaledwie 15000, zaś gastronomia skurczyła się z 5500 placówek do 200 a w ciągu następnych lat liczby te stale malały. Obecnie Krajowy Związek Rewizyjny „Samopomoc Chłopska” skupia tylko 1242 spółdzielnie, co z siedmiu innymi związkami „SCh” skupiającymi dalszych 350 spółdzielni daje obraz poważnego upadku wiejskiego ruchu spółdzielczego. Czas pokaże, czy po dwustu latach istnienia, spółdzielcza forma gospodarowania obroni się przed współczesnym kapitalizmem XXI wieku.

GS” w anegdocie

Książeczka członkowska

Wycieczka do Łańcuta, 1965 r.

Kończąc wspomnienia o historii naszej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” warto wspomnieć, iż jak w życiu każdej instytucji, tak poza normalnym tokiem pracy miały i tu miejsce mniej lub bardziej śmieszne incydenty, wypowiedzi lub zdarzenia, które długo po tym krążyły w opowieściach, powtarzane przez mieszkańców Łomianek i okolic. Przypomnijmy więc niektóre anegdoty z naszym „G S”-em w tle, by lepiej poznać klimat tamtych dni gdy było jak mawiają Rosjanie – „straszno i smieszno”. Gdy w roku 1952 zmarł krwawy oprawca, „wódz postępowej ludzkości” Józef Stalin, pracownicy należącej do naszej Spółdzielni, piekarni w Wawrzyszewie urządzili z uciechy suto zakrapianą prywatną stypę. By podkreślić żałobną okoliczność owej libacji, jeden z pomocników piekarza, dla żartu wymalował sobie sadzami na obnażonym ramieniu czarną opaskę. Ponieważ radosne zachowanie pracowników zwróciło uwagę któregoś z „życzliwych” sąsiadów, wkrótce w piekarni pojawiła się milicja. Niefortunny żałobnik został z całą powagą oskarżony przez funkcjonariuszy o „próbę obalenia ustroju siłą” co zazwyczaj skutkowało w sądzie wyrokiem 25 lat więzienia. Ponieważ stan upojenia alkoholowego w tamtych latach, stanowił jeszcze okoliczność łagodzącą a i przybyli milicjanci nie wylewali za kołnierz, sprawę zatuszowano, zobowiązując jedynie prezesa do ukaranie pracownika naganą za spożywanie alkoholu podczas pracy. Rzecz jasna, że mniej bolesne załatwienie poważnej afery wymagało „opicia sprawy” co też wkrótce uczyniono lecz bardziej dyskretnie. W styczniu 1954r. Zarząd „GS” dla dzieci swych pracowników postanowił w pomieszczeniu biurowym /jeszcze w domu Kąkolewskiego/ zorganizować „noworoczną choinkę” z udziałem „Dziadka Mroza”. Już od samego początku zabawy, ubrany na czerwono, z wacianą brodą „Dziadek” raczej nie wzbudzał sympatii dzieci, bowiem zamiast rozdawać łakocie wymachiwał rózgą i niegrzeczne straszył chłostą. W pewnym momencie gdy „Dziadek” do wspólnego zdjęcia zapalał fajkę, jego broda i włosy nagle stanęły w płomieniach. Na oczach częściowo przerażonej, częściowo usatysfakcjonowanej dzieciarni, „Dziadek” zerwał płonące sztuczne owłosienie depcząc je na podłodze wraz ze swymi okularami, usiłując jednocześnie rękami zgasić płonące na głowie resztki waty. Gdy na drugi dzień pracownicy biura mijali uchylone drzwi mieszkania państwa B. poparzony „Dziadek” kleił wytrwale szczątki okularów biadoląc nad losem, który tak go pokarał za zdradę św. Mikołaja. Odtąd pan B. wrócił do religijnej tradycji, zrywając definitywnie z komuszymi obrzędami.

Zapewne pamiętamy jak do niedawna, co miesiąc przychodził do naszych domów inkasent z elektrowni, celem spisania stanu licznika i określenia ilości zużytej energii elektrycznej mierzonej w kWh czyli w kilowatogodzinach. Dotyczyło to również biur, zakładów i instytucji, w ich liczbie także Biura Spółdzielni „SCh” na ul. Kasztanowej. Pewnego dnia po jego wizycie, z korytarza, gdzie wisiał licznik energii, wbiegła do pokoju mocno zaniepokojona sprzątaczka pani L. wołając od progu – „Pani Stefo, pani powie gdzie to ta wata się pali, bo ja nic tu nie widzę?” „Jaka wata?”- pyta zdumiona urzędniczka. „No ta co ją elektryk spisuje, sama słyszałam jak mówił prezesowi, że spaliliśmy 322 kilo waty”!

Kursokonferencja Głównych Księgowych GS, Soczewka wrzesień 1962 r.

Swego czasu w Łomiankach urządzano lokalne pochody pierwszomajowe, których trasa wiodła spod „prezydium” jak popularnie nazywano Urząd Gminy, zajmujący wówczas dom Kąkolewskiego, pod ustawioną na boisku piłkarskim trybunę honorową, z której już tradycyjnie pan G. plótł jakieś dyrdymały o „zgniłym Zachodzie” i „złotym cielcu”. Prawdopodobnie ze względu na śmiesznie niską frekwencję manifestantów, władze partyjne zdecydowały wysyłać delegacje pracownicze tutejszych zakładów i instytucji ciężarówkami, na powiatowe obchody w Nowym Dworze Maz. Pewnego roku nasz „GS” wystawił swoją grupę demonstrantów wyposażoną w „szturmówki”, portrety dostojników państwowych i okazały transparent z jakimś, jak zawsze idiotycznym hasłem. Gdy manifestanci byli już na wysokości Górki Dziekanowskiej usłyszano dramatyczny głos szefa całej grupy-„Towarzysze! A gdzie macie transparament?” Niezależnie od szczerej odpowiedzi jednego z grupy gdzie go mają, nastąpiła konsternacja, bowiem okazało się, że podczas zamieszania przy wsiadaniu, całe wyposażenie manifestantów pozostało oparte o ścianę budynku. Samochód natychmiast zawrócił po zguby, lecz pod ścianą było już pusto. Polak potrafi, to też niektórzy z mieszkańców do dziś mają w domach jako pożyteczną pamiątkę po święcie 1-go Maja solidne kije do szczotek i grabi! Przez pewien czas w domu A. Królaka przy ul. Warszawskiej funkcjonował na parterze „GS”-owski sklep monopolowy zaś obok mieścił się posterunek MO. Trudno było wyobrazić sobie bardziej bezpieczne i bardziej strzeżone miejsce, to też nikt nie chciał wierzyć, że właśnie ubiegłej nocy doszczętnie go okradziono z płynnego towaru i to pod nosem dyżurującego na posterunku milicjanta. W reakcji na alarm jaki podniosła sklepowa po przybyciu do pracy i stwierdzeniu włamania, na posterunku rozległ się od środka potężny łomot do drzwi wejściowych. To zaspany funkcjonariusz usiłował pokonać blokadę jaką złodzieje na wszelki wypadek założyli na drzwi posterunku. Od tego czasu wielu mieszkańców Łomianek poszerzało znane powiedzenie –„nie śpij bo cię okradną” dodając –„i jeszcze zamkną”.

W połowie lat 70-tych, jeszcze przed żniwami, tow. Edward Gierek miał złożyć niezapowiedzianą, gospodarską wizytę bodajże w Kazuniu, czy gdzieś w tamtym rejonie.

Otwarcie pawilonu GS, 1974 r.

Trasa podróży wiodła przez Łomianki niedawno oddaną do eksploatacji trasą szybkiego ruchu E7. Ponieważ zazwyczaj o takiej wizycie wiedziano co najmniej miesiąc wcześniej, władze gmin mijanych przez kawalkadę partyjnych dygnitarzy stawały na głowie by widok wzdłuż trasy przejazdu świadczył jak najlepiej o ich gospodarności. W Łomiankach nakazano zżęcie wzdłuż szosy niedojrzałego jeszcze zboża, ustawienie go w kopkach a mieszkańcom przyległych posesji zadbanie o schludny widok gospodarstw. Godną podziwu inicjatywą wykazał się wówczas jeden z naszych sołtysów występując do Zarządu „GS-u” o dodatkowy przydział wapna celem odnowienia ewalacji budynków, deklarując jednocześnie doręczenie ich właścicielom stosownej informacji o możliwości jego zakupu o ile zostanie ona powielona przez kogoś na cyrografie. Zielone zboże w kopkach zgniło, wapna nie dowieźli ale Gierek przetrwał jeszcze do 1980r.

W czasach bardziej współczesnych, gdy rynek nasycony był już wszelkim towarem i mógł sprostać najdziwniejszym zachciankom kupujących, w naszej Spółdzielni nadal panował duch słusznie minionej epoki, troskliwie pielęgnowany przez niektórych jej pracowników. Otóż całkiem niedawno, do jednego z pozostałych jeszcze spółdzielczych sklepów spożywczych wszedł klient, któremu akurat nie chciało się robić grzanek do cebulowej zupy więc postanowił wsypać coś gotowego. „Czy jest groszek ptysiowy w torebkach?”- pyta grzecznie sklepową, na co słyszy równie grzeczną odpowiedź – „Niestety, nie ma ale mogę dać groszek zielony w puszce”. Okazuje się że czas „węgorza z drobiu w opakowaniu zastępczym” jest tu nadal wiecznie żywy, nie mówiąc o nieznajomości towaroznawstwa. No cóż na bezrybiu i rak ryba, smacznego!

Kazimierz Medyński