Wzajemna życzliwość i dobrosąsiedzkie stosunki Polaków i Niemców zamieszkałych przed II wojną światową w naszej okolicy zakłócone zostały poważnie w latach 30-tych XX w., z chwilą dotarcia do Polski  ideologii niemieckiego ruchu narodowo-socjalistycznego. Według relacji starszych mieszkańców Łomianek,wraz z objęciem przez Hitlera urzędu kanclerza Rzeszy w 1932 r. zauważono nasilenie wizyt partyjnych emisariuszy przybywających z Berlina do naszych niemieckich sąsiadów. Dla zachowania konspiracji, emisariusze ci najczęściej przeprawiali się łodziami od strony Jabłonny, a swe tajne spotkania agitacyjne z kolonistami organizowali w nadwiślańskich zaroślach. Pod niewinnie brzmiącymi nazwami różnych związków zaczęły powstawać nielegalne, faszystowskie komórki, jak choćby chór kościelny przy łomiankowskiej kaplicy ewangelickiej.
W takich to okolicznościach powoli dorastał i kształtował swą polityczną świadomość bohater naszej relacji, niejaki Henryk Korzanowski. Był on mieszkańcem Kępy Kiełpińskiej, gospodarował jako rolnik na kilku hektarach niezłej ziemi, pozostawionej mu przez polsko-niemieckie mieszane małżeństwo. Jego matka, córka tutejszego niemieckiego kolonisty musiała widocznie mocno dominować nad swym polskim małżonkiem Korzeniowskim, skoro po ślubie wymogła na mężu zniemczenie jego nazwiska, a syna zdołała do tego stopnia zafascynować niemieckością, że nie tylko wyrzekł się swego pochodzenia, lecz został zaciętym wrogiem Polaków. Otumaniony faszystowską ideologią Korzanowski staje się głównym filarem tajnej, lokalnej komórki NSDAP, która dla hitlerowskiego wywiadu musiała być bardzo cennym źródłem informacji wojskowych z uwagi na sąsiedztwo składów amunicyjnych w Palmirach i bliskość twierdzy Modlin. Zachowanie Korzanowskiego i jego kamratów wzbudziło jednak uzasadnione podejrzenia co do ich tajnej działalności, bowiem dzięki czujności ówczesnego wójta gminy Młociny Antoniego Bogdańskiego w 1938r. został on, wraz z kilku innymi aresztowany i na jakiś czas osadzony w Berezie Kartuskiej, skąd jednak wkrótce go wypuszczono. Incydent ten jeszcze bardziej wzmógł w Korzanowskim nienawiść do polskich sąsiadów, wspólnie więc z innymi faszyzującymi kolonistami przystąpił do sporządzania tajnej listy osób „wrogich” III-ciej Rzeszy. Już pod koniec września 1939r. gestapo w oparciu o listę Korzanowskiego aresztowało szereg bardziej znanych tutejszych obywateli, m.in. w Łomiankach wójta Antoniego Bogdańskiego (będącego jednocześnie właścicielem sklepu i piekarni) wraz z żoną Franciszką, właścicieli sklepów Antoniego Królaka, Władysława Kowalskiego, Jana Paziewskiego i rolnika Jakuba Salwowskiego. W Kępie Kiełpińskiej Józefa Struzińskiego, Edmunda Skarbka, Józefa Kostewicza, Wacława Makowskiego, Tadeusza Falińskiego, a w Burakowie Leona Rurkę i Stanisława Mamaja. Całą grupę osadzono na jedną noc w policyjnym areszcie przy ul. Warszawskiej na terenie posesji p. Jabłońskich, następnie przewieziono na Pawiak a po jakimś czasie, z wyjątkiem Franciszki Bogdańskiej, wywieziono do Oświęcimia. Według zgodnych opinii, motyw polityczny mógł dotyczyć tylko wójta, zaś pozostałych wskazano przez zwykłą zawiść.
Od tego czasu Korzanowski przywdziewa i z dumą obnosi strój organizacyjny NSDAP, lecz widocznie mu mało, ponieważ wkrótce zakłada lokalną komórkę S.A. i już uzbrojony w broń palną, jako sturmbandfiurer ćwiczy swoje oddziały na okolicznych polach i w laskach. Prześladowania polskich sąsiadów, tropienie konspiratorów, urządzanie polowań na Żydów tak mocno dokuczyły tutejszym mieszkańcom, że w połowie 1944r. postanowiono go zlikwidować. Według relacji mieszkańców Kępy Kiełpińskiej, którzy łodziami przeprawili z rejonu Jabłonny kilkunastu akowców, mających wykonać wyrok, akcja trafiła w próżnię, bowiem Korzanowskiego nie było w tym czasie w domu. Tuż przed powstaniem, w obawie przed nadciągającym frontem, na polecenie władz niemieckich następuje exodus niemieckich kolonistów na zachód, wśród nich jest i Korzanowski. Jednak na  skutek wojennego rozgardiaszu kolumna uchodźców utyka na dwa tygodnie pod Wyszogrodem, co pozwala wielu z nich zajrzeć jeszcze raz do opuszczonych gospodarstw. Potwierdza to relacja syna kierownika łomiankowskiej szkoły Lecha Jeziorskiego, który w połowie sierpnia 1944r. rankiem zobaczył niespodziewanie Korzanowskiego, myjącego się pod studnią przy ewangelickiej kaplicy. „To pan jeszcze nie wyjechał, panie Henryku?”- spytał, na co Korzanowski bez słowa machnął ręką i więcej go już nie widziano.
Kilka miesięcy później sprawiedliwość upomniała się jednak o nicponia w zupełnie niespodziewanych okolicznościach. Przytoczymy tu relację, jaką wróciwszy do kraju po wojnie, złożył rotmistrz Wiktor Dmochowski, najstarszy brat mieszkanki Łomianek, łączniczki AK Genowefy Konopka ps. „Mak” (żony Tadeusza ps. „Szybki”). Otóż Wiktor Dmochowski w 1940 r. znalazł się w szeregach tworzonej we Francji polskiej armii gen. Sikorskiego. W 1944 r. wojenne losy zaprowadziły go spod Tobruku do Włoch, gdzie w składzie 2 Korpusu Polskiego gen. Andersa, bił Niemców u boku 8 Armii Brytyjskiej. Podczas któregoś starcia wzięto do niewoli grupę niemieckich żołnierzy, a że wiedziano, iż w szeregach Wehrmachtu często służyli wcieleni siłą Polacy ze Śląska i Wielkopolski, rutynowo spytano czy wśród jeńców są żołnierz narodowości polskiej. Rzeczywiści, zgłosiło się kilka osób, deklarujących jednocześnie chęć wstąpienia do Polskiego Korpusu. Zgodnie z procedurami, odpowiednia komisja żandarmerii niezwłocznie przystąpiła do weryfikacji chętnych. Traf chciał, że jednym z przesłuchujących był rotmistrz Dmochowski. Jakież było jego zaskoczenie, gdy wśród przyznających się do swej polskości jeńców usłyszał –„ Henryk Korzeniowski z Kępy Kiełpińskiej gmina Młociny”! Rotmistrz nie dając poznać, że go zna, nakazuje dokładne przeszukanie munduru. W nogawce spodni odnajdują zaszyty, niemiecki dokument nakazujący udzielenie okazicielowi wszelkiej  niezbędnej pomocy. To wystarcza! Postawiony przed sądem wojennym, obciążony znalezionym dokumentem i zeznaniami Wiktora Dmochowskiego dotyczącymi przeszłości, zostaje za próbę oszustwa władz wojskowych Korpusu i zdradę Polski skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Karę niezwłocznie wykonano.

Kazimierz Medyński