Zbiórka łomiankowskich harcerzy, 1936 r.

Ulica Parkowa oddziela tereny parku młocińskiego od zabudowań Burakowa. Warto przypomnieć, że park młociński założony został po 1907 r. kiedy to magistrat Warszawy kupił tereny między Wisłą a szosą do Zakroczymia od rodziny Pothsów. Ten park miejski o charakterystycznym układzie alejek zaprojektował naczelny ogrodnik Warszawy S. Rutkowski. Trochę zastanawia, że po stronie parkowej znajdują się niewielkie budynki. To wybudowana już po wojnie leśniczówka, w której mieszka rodzina leśniczych od dwóch pokoleń – państwa Roszczyków. Teren ten był wydzielony i zabudowany już przed wojną. Stała tu wzniesiona w 1936 r. przez Związek Harcerstwa Polskiego drewniana harcówka. Położona w lesie niedaleko Wisły i przystani podczas wakacji służyła harcerzom, którzy przyjeżdżali tu na tzw. półkolonie. Harcerze organizowali spotkania z miejscową dzieciarnią i młodzieżą. Wieczorami, przy olbrzymim ognisku odbywały się śpiewy, skecze, recytacje poezji.

Pamiętam wspaniałe, ręcznie malowane, foldery, które informowały o przygotowanym przez harcerzy programie. Dla zaproszonej dzieciarni były niespodzianki – słodycze i kolorowe baloniki. W 1939 r. harcerze byli ostatni raz na wakacjach w burakowskim lesie. Wybuch II wojny światowej zmienił bieg historii harcerskiej półkolonii. W 1940 r. harcówkę zajęli Niemcy i przeznaczyli na magazyn drobnej amunicji. Ponadto służyła niemieckim żołnierzom rekonwalescentom na wypoczynek przed wyjazdem lub po powrocie z frontu w Związku Sowieckim. Okupanci nie ukrywali w tajemnicy do czego służy obiekt. Byli pewni, że w tym podwarszawskim lesie nic wydarzyć się nie może. Tymczasem na terenie Łomianek i Burakowa działali chłopcy z podziemia i tylko czekali na odpowiednią chwilę aby magazyn ten zlikwidować. Zadanie było trudne ze względu na obawę represji na miejscowej ludności oraz bliskie sąsiedztwo m. in. domu sióstr Niepokalanek, w którym ukrywane były żydowskie dzieci. W czerwcu 1942 r. Niemcy wywieźli ostatnich żołnierzy i harcówka pozostała pod opieką tylko trzech wartowników. Uznano to za odpowiedni moment dla wykonania akcji. Kiedy odjechały budy z żołnierzami wartownicy rozeszli się po leśnym terenie. Wówczas chłopcy z AK po zabiciu żołnierza na wartowni, wdarli się na teren, zlikwidowali pozostałych, a do harcówki przez okna wrzucili butelki z naftą i granaty. Drewniany budynek na całej długości stanął w płomieniach, które sięgały ponad korony drzew. Pożar był widoczny w Łomiankach. Eksplozja zgromadzonej amunicji niosła grozę. Odłamki świstały po koronach drzew, których część pozostająca w zasięgu rażenia uległa zniszczeniu. Ściana młodych dębów ochroniła pobliski dom sióstr i willę Wojtkowiczów. Dzielni chłopcy z podziemia zastrzelonych Niemców wrzucili w płomienie dopalającej się półkolonii, a po terenie porozrzucali butelki po alkoholu.

Mieszkańcy i dzieciarnia z daleka przyglądali się scenie pożaru, który błyskawicznie trawił piękną, nowoczesną harcówkę. Spłonęła doszczętnie, pozostały tylko zgliszcza, swąd i popioły, od czasu do czasu słychać było detonacje amunicji. Po zabudowaniach harcówki pozostało wspomnienie. Jedynie kolczaste druty umocowane do słupków i ostrzegawcze tablice „Achtung” przypominały o wojskowym przeznaczeniu tego miejsca aż do wyzwolenia.

Mieszkańcy Burakowa bali się konsekwencji tego pożaru. Niemcy zjeżdżali na oględziny, pisali protokoły, fotografowali, ale nie pacyfikowali wioski. Widocznie uratowały mieszkańców porzucone butelki po wódce.

Pola Urbaniak