BIAŁYNIA – herb rodu Bordziłowskich

Doktor Zenobia Korwin-Sakowicz

  Gdy wśród starszych mieszkańców Łomianek, podczas rozmowy padnie nazwisko Sakowicz, wszyscy zgodnie potwierdzą – „tak, znamy, to była dobra lekarka”. Miła ocena pracy zawodowej, ale naprawdę niewiele o niej wiedziano. Warto więc poznać ją lepiej, choćby dla tego, że nazwisko pani Zenobii znów pojawiło się publicznie w 2011 r., kiedy to Rada Miejska Łomianek, na wniosek Koła Związku Kombatantów, nadała jej honorowy tytuł „Bohatera Ziemi Łomiankowskiej”. Zenobia Bordziłowska – bo tak brzmiało jej panieńskie nazwisko pochodziła ze szlacheckiego rodu Bordziłowskich herbu Białynia osiedlonego w XVII w na Kurpiach i Rusi Białej. Według „Herbarza Szlachty Polskiej” Seweryna Uruskiego, rodzina nosiła przydomek Harbus i wydała na przestrzeni lat wielu znaczących obywateli. Z bliższych naszym czasom, 19-to wiecznych zapisów dowiadujemy się, że niejaki Piotr Bordziłowski, syn Piotra był w 1856 r. sztabs-kapitanem wojsk rosyjskich, zaś Antoni Bordziłowski z synami: Wincentym, Janem, Franciszkiem i Kazimierzem w 1860r. zapisani zostali do ksiąg szlachty guberni Mińskiej. Z przekazów rodzinnych wiadomo, iż po upadku Powstania Styczniowego, władze carskie, za pomoc udzielaną Powstańcom konfiskują rodowy majątek, dorosłych mordują a dwoje osieroconych dzieci, Andrzeja i Zofię wywożą do Moskwy. Tam przekazane zostają na wychowanie rosyjskiej rodzinie w celu pełnej rusyfikacji. Andrzej Bordziłowski po ukończeniu rosyjskich szkół ok. 1890 r. żeni się z Rosjanką o imieniu Maria. Z ich związku rodzą się kolejno, syn Jerzy (ginie w Karpatach w 1914 r.), Olga ur. 1896, Zenobia ur.1900, Włodzimierz ur. 1902, Borys ur. 1904 i Zofia. Cała rodzina korzystając z wojennego zamieszania ucieka w 1918 r. z Rosji do Polski i zamieszkuje w Warszawie. Posiadające rosyjską maturę Olga i Zenobia wkrótce podejmują studia na Wydziale Nauk Lekarskich Uniwersytetu Warszawskiego a po odbyciu w 1930 r. stażu w szpitalu Przemienienia Pańskiego podejmują pracę zawodową. Nieco wcześniej Zenobia wychodzi za mąż, za starszego od niej o 4 lata inżyniera ichtiologa Stanisława Korwin-Sakowicza. Obaj z teściem decydują przenieść się na wieś, to też w 1928 r. kupują z parcelacji majątku Quindta w Dąbrowie Leśnej koło Łomianek, kilka działek i budują tu domy. A. Bordziłowski na rogu dzisiejszej ul. Dolnej i Żwirowej zaś Sakowiczowie na rogu ul. Wąskiej i Alei Lip, którą to Stanisław własnoręcznie obsadza lipami(!).

Dr Sakowicz prowadzi kurs sanitarny dla harcerek z Szarych Szeregów u pp. Makólskich

 Po przeprowadzce do Dąbrowy, dr. Sakowicz podejmuje pracę jako jedyna lekarka na terenie Gminy Młociny, w łomiankowskim Ośrodku Zdrowia, zwanym wówczas „Ubezpieczalnią”, sprawuje opiekę lekarską nad dziećmi z tutejszej szkoły, a także prowadzi gabinet w swym domu. Do wielu chorych jeździła rowerem lub chodziła pieszo nie zważając na warunki pogodowe, nigdy nie odmawiała pomocy, chętnie leczyła osoby biedne a zwłaszcza dzieci z ubogich rodzin. W przededniu wojny organizowała w okolicznych miejscowościach dla aktywnych kobiet kursy sanitarne, fundując każdej na zakończenie „torbę sanitarną”. Wybucha wojna! W miarę upływu czasu, lekarka ma coraz więcej pracy ze względu na rosnący napływ rannych, dla których urządzono szpital w budynku łomiankowskiej szkoły. Pierwszy z krytycznych dni to 19 września 1939r., kiedy to po szarży ułańskiej, wraz za swoją siostrą dr. Olgą Żegilewicz i bratową, pielęgniarką Heleną Bordziłowską zbierają rannych ułanów, organizując improwizowany szpital polowy na parterze domu ojca przy ul. Żwirowej. Pomimo pojawienia się i tu i w szkole, lekarzy wojskowych, z powodu braku odpowiednich leków i opatrunków wielu rannych umiera a ich zwłoki grzebane są na miejscu w zbiorowych dołach. 21-go września, pomimo flagi Czerwonego Krzyża, Niemcy bombardują (niecelnie) szkołę, w której leży już 600 rannych, to powoduje dodatkowe ofiary. Po opanowaniu Łomianek, dr. Sakowicz nadal kontynuuje swoją pracę.

 W październiku Niemcy przywożą do szpitala 2 ciężko rannych polskich żołnierzy, których poddają chirurgicznym eksperymentom. Zmuszona do asystowania podczas nieludzkich praktyk – zasłabła. Ranni oczywiście zmarli! W pięciu zbiorowych mogiłach przy szkole pochowano 105 żołnierzy, szpital zlikwidowano w listopadzie a zwłoki ekshumowano w grudniu na cmentarz w Kiełpinie.

Szkoła powszechna w Łomiankach, w której we wrześniu 1939 r dr. Sakowicz zorganizowała szpital polowy

Dom A. Bordziłowskiego, ojca dr Sakowicz na ul. Żwirowej w Dąbrowie

Podczas okupacji dr. Sakowicz wraz z mężem aktywnie włączają się w działalność konspiracyjną. Ona leczy rannych podczas akcji żołnierzy AK i prowadzi tajne kursy sanitarne m.in. w dworku pp. Makólskich w Łomiankach /przy dzisiejszej ul. Racławickiej/ dla harcerek z Szarych Szeregów, on organizuje w Warszawie potajemną drukarnię i wykłada ichtiologię na podziemnych studiach. Ponieważ częste wizyty w gabinecie lekarskim różnych osób nie budziły niczyich podejrzeń, ich dom w Dąbrowie stał się skrzynką kontaktową, gdzie dostarczano, i z której odbierano fałszywe dokumenty dla potrzebujących. Pewnego dnia, nocą przyprowadzono rannego Anglika, którego Zenobia jakiś czas ukrywała w swym domu i leczyła. Po wyleczeniu, mąż Stanisław przewiózł go jako niemowę do rodziny w Pruszkowie a stąd przez Otrębusy do Nadarzyna, gdzie przeżył wojnę a po powrocie do domu pisywał do Sakowiczów serdeczne listy z podziękowaniami. Podczas Powstania znów leczy rannych partyzantów aż do listopada 1944r., kiedy to zostają wysiedleni z Dąbrowy i przenoszą się do siostry w Pruszkowie. Po zakończeniu wojny wracają do Dąbrowy. Stanisław Sakowicz zdobywa doktorat na SGGW, zaś Zenobia jak zawsze ofiarna, kontynuuje praktykę lekarską w Łomiankach i Dąbrowie. Nie mieli własnych dzieci ale jej nie spełniony instynkt macierzyński zaspokoiła adoptując małą Weronikę, zwaną pieszczotliwie „Miką”. Mika wraz z wnukiem gosposi Nastusi – Heńkiem, napełniały dziecięcym gwarem domostwo pp. Sakowiczów w trudnych, powojennych czasach aż do jej śmierci. Życiowym paradoksem tej ofiarnej lekarki jest fakt, iż cierpiąc na nadciśnienie, lekceważyła swoją chorobę, poświęcając się innym. Umiera w 1948r. w domu pacjenta, któremu niosła pomoc!  Spoczęła na cmentarzu prawosławnym na warszawskiej Woli.

Kazimierz Medyński