Pola Urbaniak

W lipcu 1940 r. Józef i Maria Przyłuscy wyprowadzając się z Burakowa podarowali swą willę o nazwie „Jutrzenka” zgromadzeniu ss. niepokalanek, których dom macierzysty znajdował się w Szymanowie. Zakon ten utworzony przez bł. Marcelinę Darowską zajmował się głównie prowadzeniem szkół dla dziewcząt. Nauka odbywała się również podczas okupacji. W szkole na Kazimierzowskiej 59 w Warszawie, a także w małych domach zakonnych w Żbikówku pod Pruszkowem, we Wrzosowie czy Szymanowie zakonnice mężne i opanowane, zachowując właściwy sobie spokój i pogodę ducha, prowadziły działalność za którą groziła śmierć. Przede wszystkim za ukrywanie żydowskich dzieci, także dorosłych, za konspiracyjne nauczanie przedmiotów zakazanych, za tajne komplety dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej, za tajne wykłady uniwersyteckie, za kontakty z podziemiem i duszpasterstwo dla żołnierzy AK, za pomoc więźniom i dożywianie Żydów wymykających się z getta.

Willa „Jutrzenka ” we Wrzosowie podczas okupacji służyła jako magazyn środków opatrunkowych i broni, ponadto działało tu przedszkole, kuchnia RGO, tajne komplety w zakresie szkoły powszechnej, kursy szycia oraz internat – sierociniec, w którym przechowywano siedmioro żydowskich dzieci. Ponadto siostry zatrudniły jako służba trzy ukrywające się osoby pochodzenia żydowskiego. Przez cztery miesiące od września 1942 r. przełożoną domu była bohaterska siostra Wanda Garczyńska (Maria Wanda od Woli Bożej). Za ocalenie życia wielu Żydom została ona odznaczona pośmiertnie medalem „Sprawiedliwej wśród Narodów Świata” w 1983 r. Wspomnieniom o Siostrze Wandzie Garczyńskiej poświęcona jest książka pt. „Gdzie miłość dojrzewała do bohaterstwa” wydana w 1999 r. gdzie jest również mowa o domu ss niepokalanek we Wrzosowie.

O działalności sióstr niepokalanek w Burakowie widzianej z perspektywy tutejszego mieszkańca dowiadujemy się więcej ze wspomnień pani Poli Urbaniak.

„Siostry po przyjściu do Wrzosowa w pierwszej kolejności zorganizowały przedszkole dla dzieci tzw. ochronkę oraz świetlicę, które mieściły się w osobno stojącym budynku świetlicy pp. Przyłuskich. Rodzice chętnie powierzali swoje pociechy pod ich opiekę Pierwszymi wychowawczyniami były siostry Witolda i Ena. W 1941 r. przybyła siostra Jozafata, która prowadziła przedszkole i świetlicę przez cały okres okupacji. Do świetlicy uczęszczały dzieci, które z różnych powodów nie chodziły do szkoły w Łomiankach. Siostra Jozafata zaczęła prowadzić naukę szczególnie historii i literatury polskiej, których to przedmiotów nie obejmował oficjalny program szkolny. Literatury uczyła się młodzież m. in. przez przygotowywanie przedstawień teatralnych, na które zapraszani byli rodzice i okoliczni mieszkańcy.

W 1942 r. i w okupacyjnych latach następnych, siostry niepokalanki prowadziły kursy kroju i szycia dla dziewcząt powyżej 5 klasy. Uczono się rysowania kroju, szycia, haftów, rozmaitych ściegów. Prowadzenie szkoły zawodowej, dozwolonej przez okupanta, było tylko przykrywką dla tajnego nauczania. Uczyłyśmy się wszystkich przedmiotów zgodnie z programem nauczania przedwojennego – wspomina pani Pola- przerobiłyśmy bardzo dużo z zakresu historii, języka polskiego, literatury i geografii. Część młodzieży dojeżdżało z Łomianek i Dąbrowy. Uczyłyśmy się pilnie, a kurs kroju i szycia przydał się każdej dziewczynie.

Willa Jutrzenka

Siostry prowadziły też internat – sierociniec, w którym przechowywane były żydowskie dziewczynki. Młodsze dzieci ze wsi, które chciały się uczyć przychodziły do bursy i uczyły się razem z podopiecznymi sióstr. Zakonnice wraz z dziećmi nie żyły w izolacji. Miejscowi gospodarze chętnie zaopatrywali dom zakonny w prowianty i drewno na opał. Siostry w godzinach rekreacji pozwalały na zabawy ich podopiecznych z dziećmi z Burakowa. Odbywały się wspólne spacery do lasu i na łąki. Gromadka dziewczynek z bursy, pochodzących głównie z miasta odwiedzała w ciepłe dni, pod opieką sióstr, zagrody miejscowych gospodarzy. Dziewczynki podziwiały konie i krowy powracające z pastwiska, interesowały się świniami w chlewach oraz cielętami i źrebakami, które brykały po podwórku.

Willa Jutrzenka była za ciasna aby wygodnie pomieścić i siostry, internat i szkołę dlatego została zawieszona klauzula zakonna. Siostry zrezygnowały z własnego refektarza i przeznaczyły go na salę klasową dla starszych uczennic. Była tu też w małym pokoiku, wychodzącym na holl z werandą, kaplica, w której w niedziele odbywały się msze św. dla zakonnic i miejscowej ludności. Podczas zajęć wszystkie drzwi były otwarte i jedna z sióstr pełniła obowiązki ochrony. Jak w każdej konspiracji trzeba było przestrzegać ostrożności. Nigdy nie było wiadomo ile uda nam się przerobić programu nauki. Zawsze mógł ktoś oskarżyć siostry do Niemców.

Inna sferą działalności sióstr była pomoc konspiracyjnemu podziemiu. Przełożona s. Antonia utrzymywała stały kontakt z żołnierzami AK – Kazimierzem Zawitajem i Stefanem Majewskim. W domu zakonnym odbywał się spotkania i narady. Tu też przechowywana i gromadzona była broń ukryta w dziurze pod drewnianą podłogą werandy obrośniętej dzikim winem. Dziurę upychało się suchymi liśćmi rozrzuconymi po całej podłodze. Przed akcjami, ja albo Marysia wyciągałyśmy zawiniątko ze skrytki i oddawałyśmy w ręce siostry Adolfiny, która pilnowała czy ktoś nie kręci się w pobliżu. Broń ze skrytki przez s. przełożoną trafiała do Stefana Majewskiego. Ta ścisła współpraca sióstr z podziemiem gwarantowała jednocześnie bezpieczeństwo i ochronę domowi zakonnemu”.

Opracowano na podstawie wspomnień Pola Urbaniak