Przeglądając stare notatki, nieco przypadkowo natrafiłem na zdjęcie drużyny szablistów – zdobywców brązowego medalu na Olimpiadzie w Los Angeles w 1932 r. Tak się szczęśliwie złożyło, że trzech z nich miałem honor i wielką przyjemność znać osobiście, z szermierką bowiem związany jestem od wczesnych lat sześćdziesiątych. Major Władysław Dobrowolski (ojciec znanego satyryka Jerzego Dobrowolskiego) był moim pierwszym trenerem, dr Adam Papee trenerem i bardzo cenionym za wyjątkową prawość działaczem i sędzią z Bydgoszczy, Tadeusz Friedrich trenerem i sędzią z Krakowa. W dzisiejszym sporcie takich ludzi już nie ma i chyba już nie będzie.

major Leszek Lubicz-Nycz

Najbardziej zagadkową postacią na tym zdjęciu był zawsze major Leszek Lubicz-Nycz. Gdy pytaliśmy o niego, trzej starsi panowie odpowiadali ze smutkiem, że zginął podczas wojny.

Po wielu latach, a konkretnie w 1990 r., dowiedziałem się, że major Leszek Lubicz-Nycz poległ na polu żołnierskiej chwaty w Łomiankach. Postanowiłem, niejako z obowiązku, poznać bliżej jego losy.

Leszek Lubicz-Nycz urodził się 20 sierpnia 1899 r. w Nowym Targu. W okresie międzywojennym służył zawodowo w Wojsku Polskim. Ukończył Centralną Wojskową Szkołę Gimnastyki i Sportu w Poznaniu. Była tam specjalna kompania szermiercza prowadzona przez wiedeńskiego fechmistrza. Leopolda Targlera. Przez pewien czas był instruktorem w tej szkole. Po przeprowadzce do Warszawy został wykładowcą w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie. Jego najważniejsze osiągnięcia sportowe to: mistrzostwo armii w 1928 r., indywidualne mistrzostwo Polski w 1934 r., brązowe medale w drużynie na Mistrzostwach Europy w roku 1930 i 1934, oraz brązowy medal drużynowo na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 1932 r.

Pod koniec lat trzydziestych ubiegłego wieku praktycznie kończył karierę sportową, chociaż w tamtych czasach czterdzieści lat dla szermierza niekoniecznie oznaczało sportową emeryturę.

Drużyna szablowa, która zdobyta brązowy medal olimpijski na Igrzyskach 1928 r. w Amsterdamie. Od lewej siedzą: Adam Papee, trener Bela Szombathely, Władysław Segda. Stoją: Tadeusz Fredrich, Władysław Dobrowolski, Leszek Lubicz-Nycz i Marian Suski.

Zbliżała się wojna, major Leszek Lubicz-Nycz, jako artylerzysta i oficer służby stałej ruszył do boju od pierwszych godzin wojny. Po przegranej bitwie nad Bzurą wraz z generałem Mikołajem Bołtuciem podjął próbę przebicia się do walczącej jeszcze Warszawy. Oto opis tych walk sporządzony przez ich uczestnika pułkownika Ludwika Głowackiego: „Wobec okrążenia Modlina i Warszawy, w związku z niemożnością pobierania amunicji z Palmir, gen. Bołtuć jeszcze tego samego wieczoru (21 IX) powziął decyzję przebicia się nocą do Warszawy. Około północy grupa gen. Bottucia ruszyła z Palmir w dwóch kolumnach: -szosą Palmiry – Łomianki – Warszawa oddziały gen. Bołtucia, artyleria i tabory; – wzdłuż linii kolejowej Palmiry – Warszawa oddziały 17 DP, mając w straży przedniej 69 pułk piechoty pod dowództwem mjr. Stanisława Maydanowicza. Ubezpieczenie tych kolumn z kierunku południowego zapewniał oddział kawalerii mjr. Juniewicza, posuwający się lasem po stronie południowej toru kolejowego Palmiry – Warszawa.

22 września o świcie Polacy uderzyli na przegrodę niemieckiej 18 DP w Łomiankach Górnych: zgrupowanie gen. Bołtucia wzdłuż szosy, a 69 pp z Dziekanowa Niemieckiego. (Obecny Dziekanów Leśny – przyp. A.K.). Ubezpieczenia przeciwnika zostały rozniesione bagnetami, pierwsza pozycja obrony wroga przełamana. Gen. Bołtuć ze swymi oddziałami wdarł się w głąb ugrupowania nieprzyjacielskiego, docierając aż do kościoła we wsi. Słaba polska artyleria złożona z siedmiu dział, strzelając intensywnie na wprost, wspierała natarcie. Wywiązały się zacięte krwawe walki wręcz. Nacierał tutaj wytrwały, zdyscyplinowany żołnierz polski, zdający sobie sprawę z tego, że tylko po przebiciu się do Warszawy będzie miał możność kontynuowania dalszej walki z wrogiem. Jednakże ani duch bojowy, ani brawura nie mogły przemóc przewagi liczebnej i materiałowej Niemców. Gęste zapory broni maszynowej, moździerzy i artylerii przeciwnika zahamowały szturm polskich żołnierzy.

Kiedy zamierały już walki w samych Łomiankach Górnych, z północno-wschodniego skraju lasu, położonego tuż na południowy zachód od Łomianek, wyszło natarcie w szyku pieszym oddziału kawalerii mjr. Juniewicza. Niemcy skierowali tam zmasowany ogień artylerii, moździerzy i broni maszynowej, powodując ogromne straty wśród nacierających kawalerzystów i wskutek tego natarcie utknęło na skraju lasu. Świeże sity nieprzyjaciela uderzyły przez Dziekanów Niemiecki na szosę i wyszły na zachodnie skrzydło i tyły nacierających.

Równocześnie od strony Palmir nadjechały na tyły zgrupowania oddziały niemieckiej 29 zmotoryzowanej dywizji piechoty. Krwawe ciężkie walki całkowicie okrążonego zgrupowania przeciągnęły się do godzin przedpołudniowych. Ześrodkowany na małej przestrzeni ogień broni maszynowej i artylerii nieprzyjaciela siał spustoszenie w polskich szeregach…

Trzeba tu jeszcze wspomnieć, że rano, z chwilą rozpoczęcia bitwy w Łomiankach Górnych, oddziały konne, a z nimi tabory, przeszły do Łomianek Dolnych, chcąc wzdłuż

Wisły przedrzeć się do Warszawy. Pierwsze oddziały konne pod osłoną mgły porannej zdołały dotrzeć do Warszawy, dalsze oddziały utknęły przed Burakowem.

Tymczasem zaciskając pierścień okrążenia w Łomiankach Górnych, Niemcy zmusili resztki niedobitków i rannych do poddania się. Z pierścienia – już z niewoli – zdołał się przedrzeć na wschód do Łomianek Dolnych kpt. Ludwik Głowacki z porucznikiem rez. Wiktorem Wawrowskim i ppor. rez. Adamem Czartoryskim oraz częścią dywizjonu 17 pal. Pod Kiełpinem Poduchownym, przedostawszy się przez zaporę ognia broni maszynowej, dołączyli do oddziałów spieszonej kawalerii walczącej pod Burakowem.

Dojście do wsi z kierunku północnego Niemcy zamknęli ogniem zaporowym artylerii i moździerzy, a przed samą wsią wystawili czołgi. Krwawe natarcie piechurów, kawalerzystów i artylerzystów nie zdołało jednak przełamać oporu oddziałów niemieckiej 24 dywizji piechoty.

Tymczasem z Kępy Tarchomińskiej przeprawiły się na lewy brzeg Wisty, do Łomianek Dolnych, oddziały niemieckiej 228 DP i natarty od tyłu na naszych żołnierzy walczących pod Burakowem.

Około południa walki ucichły. Część oficerów i szeregowych, chcąc uniknąć niewoli, ukryta się w wiklinach nadwiślańskich, z zamiarem dalszego przedzierania się do Warszawy pod osłoną nocy.”

Jak widać z powyższego opisu, bitwa pod Łomiankami była bardzo krwawa. Zginęło w niej około 2500 żołnierzy z generałem Mikołajem Bołtuciem na czele. 22 września w Łomiankach Dolnych zginął bohaterski olimpijczyk i artylerzysta major Leszek Lubicz-Nycz, dowódca 2 dywizjonu 14 pułku artylerii lekkiej 14 dywizji piechoty. Po ekshumacji ciało majora zostało pochowane na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Tak kończy się historia bohaterskiego majora, wspaniałego sportowca i obrońcy ojczyzny. Myślę, że zasługuje na to, by na zawsze pozostał w pamięci mieszkańców Łomianek.

Andrzej Kaliński

Nasze Łomianki 7(49)2005