Mija kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. Był w nim również pewien akcent łomiankowski. W bardzo ważnej ze strategicznego punktu widzenia bitwie o lotnisko na Bielanach brała udział tzw. Kompania Młodzieżowa z Łomianek. Oto opis tych wydarzeń napisany przez ich uczestnika Jerzego Regulskiego. (Red.)

Jerzy Regulski „Grzmot”

Pierwszego sierpnia, w czasie gdy porucznik „Janusz” wraz ze swym oddziałem pierwszy raz nacierał na lotnisko na Bielanach, łącznicy mieli za zadanie dotarcie do ludzi konspiracji i przekazanie wieści oraz rozkazów o koncentracji wszystkich na wzgórzu, pagórku leśnym na Łużach. Tej nocy rozpoczęła się mobilizacja. Ukrywane przez całą wojnę mundury i broń zostały wyciągnięte, wszyscy szli na miejsce zbiórki. Około pierwszej w nocy oddziały VII rejonu były niemal w komplecie, ludzi było dużo, problem był z bronią, nie każdy ją posiadał. Oddziały, które posiadały broń i amunicję, otrzymały przydział do batalionu porucznika Janusza Langera. Oddziały słabo uzbrojone oraz pojedynczy żołnierze bez broni byli kierowani do rezerwowego batalionu kapitana „Dulki” – Stanisława Nowosada. Wiele osób spoza konspiracji na wieść o Powstaniu Warszawskim zgłaszała się samorzutnie, aby bić wroga.

Stan bojowy batalionu przeznaczonego do walki wynosił: Batalion rezerwowy kapitana „Dulki” liczył 3 oficerów, 19 podoficerów i 270 strzelców. Razem: 392 osoby. W tym batalionie tylko 20 żołnierzy było uzbrojonych, ci mieli ubezpieczać dalszą koncentrację, gdy do walki ruszy porucznik „Janusz”. W naszych plutonach młodzieżowych w bitwie pod Wólką Węglową zginęło 4 naszych chłopaków, pomimo tych strat byliśmy żądni walki i zemsty. Wreszcie około godz. 2.30 najpierw usłyszeliśmy, a później zobaczyliśmy oddziały porucznika „Góry”, które stacjonowały w Wierszach. Głównodowodzącemu kapitanowi „Szymonowi” spadł kamień z serca. Porucznik „Góra-Dolina” zameldował dowódcy przybycie oddziału nalibockiego. Aby zabezpieczyć walkę o lotnisko, jeden z oddziałów zgodnie z rozkazem zamknął drogę na Górce Dziekanowskiej, aby wojska niemieckie stacjonujące w okolicach Modlina i Kazunia nie miały możliwości wspierania oddziałów stacjonujących na lotnisku Bielany. Adiutant porucznik „Wyrwa” dostał raport o stanie oddziałów. Wszystkie oddziały ustawiono w czworoboku, porucznik „Wyrwa” zdał raport dowódcy grupy „Szymonowi” o stanie gotowości do walki. Dowódca „Szymon” zdecydował się na przemówienie: „Nadeszła chwila odwetu, za parę godzin zacznie-my śmiertelnemu wrogowi płacić za czas 5-letniej okupacji, pohańbienia i cierpień. Czas zemsty jest bliski”. „Szymon” przypomniał nam Pawiak, Szucha, Oświęcim, Majdanek, wspomniał o pobliskich Palmirach, „…również tu gdzie stoimy – powiedział, Niemcy przywozili ludzi z Pawiaka, łapanek i rozstrzeliwali”. Dodał również, że za chwilę rozpoczynamy atak na lotnisko.

Zdobycie i zajęcie tego obiektu było bardzo ważne. Jutro lub pojutrze mieliśmy otrzymać pomoc z zachodu, samoloty sprzymierzonych armii miały lądować na tym lotnisku wraz z wojskami spadochronowymi. Padł rozkaz wymarszu, po kilku minutach oddziały ruszyły do walki. W środku dwa bataliony piechoty, dwa szwadrony kawalerii i szwadron ckm, a z przodu i po bokach ubezpieczenie. Nasze dwa plutony młodzieżowe uczestniczyły w składzie oddziału porucznika „Janusza”, atakowaliśmy na prawym skrzydle od strony Placówki w kierunku Młocin i lotniska. Po przebyciu 1,5 km nastąpił odpoczynek i odprawa oficerów. Jak podaje „Szymon” w swojej książce „Powstanie Konspiracja w Kampinosie: obsada lotniska składała się z około 700 żołnierzy niemieckich, piechoty i gniazd ckm”. Dowódca Grupy Kampinos – „Szymon” rozkazał rozpoczęcie walki o lotnisko. Plan był taki: Batalion por. Janusza Langera z piechotą oraz por. „Dźwig” ze szwadronem cekaemów uderzy od strony Młocin i Placówki. Chorąży „Zbych” z dwoma szwadronami konnymi przetną szosę Warszawa-Młociny na wysokości Łomianek i ubezpieczą działania od strony Łomianek. Szwadron kawalerii przetnie szosę od strony Modlina między Pieńkowem a Górką Dziekanowską. Uderzenie na lotnisko nastąpiło 2 sierpnia 1944 r. o świcie o godzinie 3.00. Od strony Żoliborza, Bielan – Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego walki rozpoczął płk. „Żywiciel” – Mieczysław Niedzielski. Jednak po kilkugodzinnej walce o lotnisko oddziały tę wycofały się. Część oddziału pozostała na Żoliborzu, a część starała się ukryć w Puszczy Kampinoskiej. Zgodnie z rozkazem ruszyliśmy do natarcia po przejściu około kilometra z terenu „Łuż” obok Dąbrowy Leśnej. Z kolumny marszowej oddziały formowały się w szyk bojowy. Padał deszcz, opadała powoli gęsta mgła. Szliśmy do walki w kompletnej ciszy, nie padł początkowo ani jeden strzał. Zaczęło świtać, gdy nagle w naszym kierunku świsnęły kule.

Niemcy po pierwszym dniu powstania i walkach o Wólkę Węglową zorganizowali silną linię oporu. Nieprzyjaciel strzelał od strony lotniska kulami świetlnymi oraz pociskami większego kalibru. Zajadle terkotała niemiecka broń maszynowa, byli przygotowani na twardy opór i zaciekłą obronę lotniska. Upadliśmy na ziemię, batalion por. „Dźwiga” uruchamiał karabiny „Markizy” będące w posiadaniu żołnierzy, którzy przybyli z Naliboku, reszta powstańców strzelała z karabinów i pistoletów maszynowych. Posuwaliśmy się skokami do przodu. Padaliśmy i podnosiliśmy się. Nastąpiła wymiana ognia. Niestety zostaliśmy zaatakowani w skoszonym polu, na ziemi stały mendle skoszonego zboża, żyta, owsa i jęczmienia oraz zagony ziemniaków. Wgrzebywaliśmy się w ziemię, aby przede wszystkim skryć głowę. W tej sytuacji do walki włączyły się karabiny typu „Maksymy” żołnierzy z oddziałów przybyłych do Puszczy z Wileńszczyzny. Posuwaliśmy się wolno do przodu, po kilka metrów. Po chwili stwierdziliśmy, że Niemcy wprowadzili do walki nową broń – wóz pancerny. Padł rozkaz obejścia samochodu i zniszczenia go. Chłopcy ruszyli do akcji, obrzucili samochód granatami i zniszczyli. Niemcy wprowadzili do walki moździerze i artylerię połową, pociski leciały w naszym kierunku. Po godzinnej walce zbliżyliśmy się w okolice miejscowości Placówka, nadal utrzymywała się mgła. Niemcy ustawili stanowiska bojowe na dachach i balkonach domów, mieli przed sobą doskonale widoczne pole walki. Nieustannie prowadzili ostrzał w naszym kierunku. Dowództwo podtrzymało rozkaz ataku skokami, mimo ognia nieprzyjaciela. Leżąc w kartoflisku podniosłem głowę i zobaczyłem, jak dowódca grupy stojąc obserwuje przez lornetkę działania i ruchy wroga.

Pożar lotniska na Bielanach, sierpień 1944 r.

Po dwóch godzinach walk posunęliśmy się do przodu o ok. 300 m. Nasze moździerze biły w kierunku wroga, słychać było wybuchy, dowództwo wydało rozkaz, aby oszczędzać broń i strzelać celnie, ponieważ zapasy amunicji były niewielkie. Tu i ówdzie nawoływano „sanitariuszki”. Wyciągały one rannych kolegów z pola walki, poza linię frontu, w kierunku Młocin, gdzie był przygotowany szpital połowy.

Dzielnie walczyli żołnierze z Puszczy Nalibockiej, na czele z ich dowódcą „Górą-Doliną” – legendarnym por. Adolfem Pilchem, który stał na pierwszej linii ognia frontu mimo gwiżdżących nad głowami kul. Na szyi miał zawieszony maszynowy pistolet typu amerykańskiego. Był zahartowanym dowódcą przeszkolonym w Anglii, i jako cichociemny został zrzucony na Wileńszczyznę.

Po chwili dalej atakowaliśmy. Nagle usłyszałem głuche dudnienie i warkot motorów, podniosłem głowę do góry i zobaczyłem nad nami ciężkie maszyny samolotów. Pomyślałem przez moment, że to samoloty alianckie i za chwilę nastąpi zrzut broni, żywności, odzieży i potrzebnych rzeczy. Lecz radość trwała krótko – gdy samoloty zniżyły się, było widać wyraźnie czarne krzyże na kadłubach. Leciały w kierunku wschodnim na front sowiecko-niemiecki. Baliśmy się, że zaczną nas bombardować, przykryliśmy się, ale samoloty poleciały nad naszymi głowami, my atakowaliśmy dalej. Nasz dowódca – „Szymon” stał i dalej wydawał rozkazy, po chwili pocisk zniszczył laskę, którą trzymał w ręku. Była to jego pamiątka jeszcze z czasów I wojny światowej i Legionów. Po kilku minutach został trafiony odłamkiem w nogę, kość została roztrzaskana. Tak zakończył swoje dowodzenie akcją. Widząc to, z naszego plutonu pobiegli w jego kierunku „Karpina” – Jan Regulski oraz jeden żołnierz z oddziału z Puszczy Nalibockiej. Rannego położono na kocu i wyciągnięto na tyły do punktu opatrunkowego. „Szymon”, opuszczając pole walki, przekazał dowództwo por. „Dolinie”.

Jerzy Regulski

Fot lotniska bielańskiego  za http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/akc_bielany.htm